Biathloniści też mają problemy. "Czekamy na przełamanie"

Bieg sprinterski w Ruhpolding nie przyniósł przełamania jeśli chodzi o wyniki polskich biathlonistek. Ponownie zabrakło bezbłędnego strzelania. Trener Tomasz Sikora stara się zdefiniować problem.


Krystyna Guzik, Magdalena Gwizdoń i Monika Hojnisz zajęły lokaty w trzeciej dziesiątce. Weronika Nowakowska sklasyfikowana została na 47. miejscu, a Kamila Żuk – wciąż jeszcze juniorka młodsza – uzyskała 90. czas. Wszystkie łączy jedno – każda pudłowała przynajmniej raz. I to w sytuacji gdy warunki na stadionie w Ruhpolding były idealne, a tamtejsza strzelnica uchodzi za najbardziej przyjazną spośród wszystkich ośrodków biathlonowych.
Dalsza część tekstu pod wideo


- Przez całe zawody mężczyzn i kobiet były może trzy minuty silniejszych porywów i akurat w nie podczas stójki musiała trafić Weronika Nowakowska. Pozostałe zawodniczki strzelały w idealnych warunkach, a mimo to nie ustrzegły się błędów. Robimy głębsze analizy, rozmawialiśmy z dziewczynami i one doskonale wiedzą, co robią źle. Nie zawsze są w stanie powstrzymać palec przed oddaniem strzału i stąd biorą się pudła – tłumaczy trener kadry Tomasz Sikora.


- Nie ukrywam, że potrzebujemy też trochę więcej szczęścia. Obserwuję strzelanie innych zawodniczek i widzę ile razy trafiają w kant, a krążek mimo to i tak się zamyka. W przypadku naszych dziewczyn prawie zawsze kończy się to karą. Czekamy na przełamanie, wiemy, że ono przyjdzie – dodał.


O ile Guzik, Gwizdoń i Hojnisz plasują się na wyższych lokatach w klasyfikacji generalnej niż w ubiegłym roku na podobnym etapie sezonu, o tyle na przeciwległym biegunie znajduje się Weronika Nowakowska, która nie jest w stanie odnaleźć błysku sprzed roku.


- Wielokrotnie w trakcie swojej kariery byłem w podobnej sytuacji co Weronika. Jest to dla niej ciężki okres. Jestem pewien, że w jej przypadku chodzi tak naprawdę o jeden dobry start, który pozwoli jej się odblokować i wrócić na swój poziom – ocenił Sikora.


Coraz więcej powodów do optymizmu dostarcza wszystkim Mateusz Janik. Młody biathlonista z Czarnego Boru po raz pierwszy w karierze strzelił bezbłędnie, co zaowocowało najlepszym rezultatem w krótkiej historii startów w Pucharze Świata. W sobotnim biegu na dochodzenie wystartuje jako pięćdziesiąty.


- Gdyby nie warunki panujące na trasie to jestem pewien, że zdobyłby pierwsze punkty w karierze. Niestety, gdy pokrywa śnieżna jest tak twarda jak dzisiaj, Mateusz ma problemy z piszczelami. Podobnie jest z Kingą Mitoraj. Próbujemy coś z tym zrobić, ale nie jest to łatwe – powiedział Sikora, który po pierwszym weekendzie zawodów pucharowych opuści kadrę. – Razem z Mateuszem, Kingą, Kamilą Żuk i Rafałem Penarem wyjeżdżamy na zgrupowanie do Anterselwy, podczas którego będziemy przygotowywać się bezpośrednio do startów w mistrzostwach świata juniorów – zakończył.


Wspomniane mistrzostwa świata juniorów odbędą się od 26 stycznia do 2 lutego w rumuńskim Cheile Gradistei.

Przeczytaj również