Kreował grę równie łatwo, co kolejne konflikty. Krnąbrny geniusz, który mógł zostać jednym z najlepszych

Kreował grę równie łatwo, co kolejne konflikty. Krnąbrny geniusz, który mógł zostać jednym z najlepszych
Maxisport/shutterstock.com
Autor: Mateusz Jankowski 22 maj 2020 | 18:15
Można założyć, że piłkarze dzielą się na dwie grupy - rzemieślników zajmujących się noszeniem "fortepianu" oraz wirtuozów, którzy mają za zadanie wprawić instrument w ruch. Bez wątpienia do tej drugiej kategorii trzeba zaliczyć żywą legendę Realu Madryt, Gutiego. Hiszpański pomocnik swoją grą wręcz przyciągał żądnych spektaklu widzów na trybuny Bernabeu. Jego podania były przeszywające, bramki zjawiskowe, asysty hipnotyzujące, a charakter, niestety, nieokiełznany.
Na przełomie tysiącleci w barwach "Los Blancos" występowało wielu prawdziwych artystów. W erze "Galacticos" Florentino Perez zebrał na Santiago Bernabeu istną aleję gwiazd, a Luisa Figo, Ronaldo Nazário, Fernando Morientesa czy Raula Gonzaleza nieustannie obsługiwał fenomenalny Guti. Wychowanek "Królewskich" dysponował spektakularnym przeglądem pola, jak gdyby obserwował boisko z lotu ptaka, a nie wysokości murawy. Hiszpan potrafił znaleźć uliczkę tam, gdzie inni dostrzegali jedynie ślepy zaułek.

Blondwłosy geniusz

Zanim Guti stał się Gutim, znany był jako Jose Maria Gutierrez Hernandez. Od małego nie rozstawał się z futbolówką, którą bezproblemowo prowadził wiodącą lewą nogą. Już w wieku dziewięciu lat zaimponował w rodzinnym Torrejon podczas jednego z turniejów młodzieżowych. Na zawody przyjechała drużyna La Fabrica złożona z juniorów Realu Madryt. Legenda głosi, że w przerwie spotkania trener “Królewskich” spytał, czy ten mały blondyn może zagrać drugą połowę w ich barwach. Tym wybrańcem był nie kto inny, ale właśnie Guti. Do Torrejon chłopak już nie wrócił, a po zakończonym turnieju przyjął ofertę z akademii "Los Blancos". W stolicy również wyróżniał się na tle pozostałych. I to zarówno w zakresie władania piłką, jak i ciętym językiem.
- Pewnego dnia powiedziano mi: "Chodź na trening juniorów, zobaczysz chłopaka, który podaje, jak nikt inny". Rzeczywiście, w ruchach tego młodzieńca widać było wielką jakość, boiskową dojrzałość. Po treningu podszedłem i powiedziałem mu, że ma wielki talent, ale mógłby trochę ściąć te swoje włosy. Odpowiedział krótko "Dobra, ale jak ty ogolisz wąsy" - z uśmiechem wspominał Vicente del Bosque w rozmowie z "El Pais".
Guti szturmem przebijał się przez kolejne drużyny młodzieżowe. Tam natknął się na jednego z najważniejszych trenerów w swojej karierze, Jorge Valdano. To Argentyńczyk umożliwił nastolatkowi także debiut w pierwszej drużynie Realu. Gdy młodziutki Hiszpan wchodził w meczu z Sevillą, zapewne nikt nie przypuszczał, że spędzi na Bernabeu ponad 15 lat. Przez wiele sezonów udowadniał, że jest zawodnikiem absolutnie wyjątkowym, obdarzonym naturalnym talentem. Miał oczy dookoła głowy, a niektórych jego zagrań po prostu nie da się wytłumaczyć. Po podaniu do Karima Benzemy "Marca" zatytułowała okładkę słowami "Pięta Boga". Gdyby asysty Gutiego widniały na liście propozycji nowych cudów świata, zapewne doszłoby do detronizacji Chichén Itzá.

Awanturnik

Jeżeli w świecie futbolu liczyłyby się tylko umiejętności, Guti byłby jednym tchem wymieniany pośród legend pokroju Xaviego, Iniesty czy Xabiego Alonso. Problem w tym, że jego nieograniczony potencjał szedł ramię w ramię z wybuchowym charakterem i niedojrzałością.
Gdy Fabio Capello po raz pierwszy objął pieczę nad zawodnikami Realu, postanowił w specyficzny sposób przetestować nastawienie nowych podopiecznych. Przed pierwszym treningiem poprosił zawodników, aby zaczęli rozgrzewkę bez niego i poczekali na dalsze wytyczne do czasu aż wróci. Włoch specjalnie spóźnił się ok. 15 minut, żeby zobaczyć kto jest zaangażowany w ćwiczenia. Okazało się, że Guti w międzyczasie… zaczął się opalać.
Rok później "Królewscy" prowadzeni przez Juppa Heynckesa zdobyli Puchar Europy. Niemiec dostrzegał umiejętności Gutiego, jednak zawsze zwracał uwagę na jego brak zaangażowania, opieszałość w trakcie treningów. W finałowym meczu z Juventusem pomocnik nie podniósł się nawet z ławki. Kolejny sezon okazał się przełomowy. Guti sięgnął wraz z Hiszpanią po Mistrzostwo Europy U-21, a w klubie stworzył z Fernando Redondo perfekcyjny duet w środku pola.
Grał wszystko od deski do deski do momentu… odsunięcia go od składu. W jednym z meczów trener John Toshack wreszcie zdecydował się go zmienić. Zdawałoby się rutynowa sytuacja, ale duma pomocnika została urażona. Hiszpan postanowił wtedy wygłosić dosyć niepochlebne opinie o rodzicielce Walijczyka i za karę musiał spędzić parę tygodni z rezerwami. Do łask wrócił dopiero po zmianie trenera. Jego ścieżki znów przecięły się z del Bosque, który niespodziewanie wystawiał go na pozycji środkowego napastnika. Do Realu trafili Helguera i Makelele, zatem pomocnik musiał się nieco przebranżowić. W linii ataku nadal jednak brylował niespotykaną jakością.
W sezonie 2000/01 zanotował nawet 14 bramek w La Liga, później również kręcił się wokół dwucyfrowej liczby trafień we wszystkich rozgrywkach. Problemy pojawiły się w 2003 r., gdy Florentino Perez ściągnął kolejnego "Galaktycznego", Davida Beckhama. Guti powiedział wprost, że jeśli Anglik trafi na Bernabeu, to on odchodzi. Do pozostania przekonał go dopiero Jorge Valdano, który pełnił funkcję dyrektora sportowego.
Właściwie każdy szkoleniowiec Realu w mniejszym lub większym stopniu odczuł na własnej skórze choleryczny charakter Hiszpana. Gdy Carlos Queiroz ściągał go z boiska, Guti potrafił z impetem rzucić opaskę kapitańską. Prawdziwy szczyt frustracji nastąpił jednak za kadencji Manuela Pellegriniego.
W 2009 r. Real mierzył się w Pucharze Króla z Alcorcon. Nieoczekiwanie to trzecioligowa ekipa prowadziła po 45 minutach aż 3-0. W przerwie Guti miał krzyczeć do swoich kolegów, żeby wykazali się większym zaangażowaniem. Pellegrini kulturalnie zwrócił mu uwagę, że sam też powinien grać lepiej. Pomocnik odpowiedział swojemu trenerowi krótko, acz nad wyraz treściwie:
- Ch** ci w d**ę - miał krzyknąć Chilijczykowi prosto w twarz. Na drugą połowę już oczywiście nie wyszedł. Po spotkaniu, po raz wtóry w karierze, został odesłany do rezerw.

Prawdziwy Madridista

Chociaż Guti wywoływał konflikt za konfliktem, jego miłość do barw "Los Blancos" była oczywista i nie podlegała dyskusjom.
- Słuchałem kibiców, którzy skandowali moje imię z uwielbieniem. To było najpiękniejsze doświadczenie w moim życiu. Mogę z dumą powiedzieć, że jestem Madridistą z serca - wyznał po opuszczeniu Santiago Bernabeu.
Po kilkunastu latach spędzonych w klubie, Guti po raz ostatni nadepnął na odcisk trenerowi Realu. Jose Mourinho w swoim stylu nie dał sobie w kaszę dmuchać, co poskutkowało odejściem Hiszpana. Ostatni sezon spędził w Turcji, gdzie puściły mu już wszelkie hamulce.
Nawet po zakończeniu kariery nie ukrywał przywiązania wobec madryckiego klubu oraz antypatii w stosunku do odwiecznych rywali "Królewskich". W jednym z wywiadów wyznał, że Dani Alves to symulant, a Neymar powinien dostać Oscara za swoje "popisy". Przed derbami Madrytu w 2016 r. ogłosił zaś, że żaden piłkarz Atletico nie wywalczyłby miejsca w jedenastce Realu.
Niewykluczone, że na Bernabeu Guti nie powiedział jeszcze ostatniego słowa. Hiszpan obecnie pracuje jako menedżer Almerii. Na ławce trenerskiej zadebiutował jednak w roli szkoleniowca… rezerw “Królewskich”, tak dobrze mu znanych z wielokrotnych banicji. Kto wie, czy za kilka lat nie pójdzie śladami Zinedine’a Zidane’a. Pozostaje mieć nadzieję, że jako trener wykaże się szczyptę większym zapałem niż w trakcie boiskowej kariery.
- Ludzie pamiętają mnie, bo byłem inny, niż wszyscy. Gdy drużyna przegrywała, ciążyła na nas presja, wtedy grałem najlepiej. Brałem na siebie odpowiedzialność. Chciałem pokazać kto tu rządzi. Gdy prowadziliśmy, nudziłem się, szybko traciłem koncentrację - mówił sam zainteresowany po zawieszeniu butów na kołku.
Ponad 500 meczów w barwach "Los Blancos", udział przy ok. 150 bramkach, 5 mistrzostw Hiszpanii, 3 Puchary Europy - wyliczanka godna największych z największych. A jednak, w głębi duszy każdy wie, że tego niepozornego blondyna stać było na naprawdę znacznie więcej. Guti z równą lekkością rzucał "ciasteczka" za linię obrony, co kłody pod własne nogi.
Mateusz Jankowski
Źródło: własne

Dyskusja 25

23 maj 2020 | 12:09
0
Ja tam to bardzo lubiłem
22 maj 2020 | 22:01
0
Miał pare przebłysków, owszem, ale w wielu sytuacjach wychodził brak wyszkolenia technicznego, psuł proste podania, drybling na poziomie Hajto, kreowanie gry to szukanie dalekich podań, skuteczność słaba. Nigdy nie widziałem w nim tego blond boga.
23 maj 2020 | 08:05
0
To Hajto mial poziom?
24 maj 2020 | 23:15
0
poziom gleby, ale miał
22 maj 2020 | 21:32
0
Guti w modzie ostatnio. Oglądałem mecze realu kiedyś i zazwyczaj siadał na ławce a jak już grał to typowy solidny lewonożny gracz
22 maj 2020 | 20:56
0
Żaden geniusz, artykuł na wyrost
22 maj 2020 | 20:18
0
guti maricon! :)
22 maj 2020 | 19:42
0
Widzę, że na meczykach panuje moda na promowanie Gutiego. Ja go zapamiętałem jako postać drugoplanową, która jakością gry znacznie ustępowała takim gigantom jak Zidane, Figo, Ronaldo, Raul, Makelele czy Roberto Carlos. Pierwszym trzem wymienionym - pod każdym względem. Rozumiem, że był niedoceniony, bo robił za mierne tło dla najlepszych z najlepszych, ale ostatnio promujecie go tak natarczywie, że młodsze pokolenie weźmie go za jednego z czołowych piłkarzy epoki.
22 maj 2020 | 19:51
0
Krnąbrny może i był ale napewno nie geniusz. To jak nazwać zawodników pierwszego składu wtedy ? Bogowie ? Bo byli od niego o klase jak nie dwie albo i więcej lepsi. Bzdura artykuł.
22 maj 2020 | 19:41
0
Wieczny rezerwowy z niewyparzona geba
22 maj 2020 | 18:39
0
Porównywanie go z Xavim czy Iniestą, to przestępstwo. On nie kreował gry. Dobrze ułożona lewa noga, dobre ostatnie podanie. Zero walki, zero biegania. Dobry rezerwowy.
22 maj 2020 | 19:24
0
No tak ci z barki grali prosta grę,ty do mnie,ja do ciebie.
22 maj 2020 | 19:31
(Edytowany)
Artykuł jest o Gutim nie o Barcelonie. Skomentuj artykul. Guti był najbardziej irytującym zawodnikiem w Realu w tamtych czasach.Oglądałem prawie wszystkie mecze.
Zawsze dużo strat, nigdy nie wracał. Gra tylko do przodu takze porównywanie z Xabim Alonso jeżeli naprawdę w ogóle ktoś kiedyś tak zrobił to jakiś żart.
0
Artykuł jest o Gutim nie o Barcelonie. Skomentuj artykul. Guti był najbardziej irytującym zawodnikiem w Realu w tamtych czasach.Oglądałem prawie wszystkie mecze.
Zawsze dużo strat, nigdy nie wracał. Gra tylko do przodu takze porównywanie z Xabim Alonso jeżeli naprawdę w ogóle ktoś kiedyś tak zrobił to jakiś żart.
22 maj 2020 | 19:54
0
Sam wymieniłeś tych grajków z barki,więc ci tłumaczyłem,pewnie że Guti wśród galactico był postacią drugoplanową,bo tyle gwiazd w jednym klubie,to jeszcze nigdy nie było,ale grał szybko i tylko do przodu,a tego oczekuje sie od pomocnika,by jak najwiecej asystował
22 maj 2020 | 19:59
(Edytowany)
Nie ten poziom żeby go porównywać jak jest napisane w artykule z Xavim i Iniesta. To autor artykułu wymienił tych " grajków z barki" jak to ująłeś.
0
Nie ten poziom żeby go porównywać jak jest napisane w artykule z Xavim i Iniesta. To autor artykułu wymienił tych " grajków z barki" jak to ująłeś. Bzdury piszesz że od pomocnika się wymaga grania szybko i tylko do przodu.
22 maj 2020 | 20:08
0
Od pomocnika własnie wymaga się najwięcej na boisku. Wszytkiego tak naprawde. Wałki biegania grania w przód w szerz do tyłu rowniez. Atakowania i bronienia.
22 maj 2020 | 20:19
0
tą prostą grą ograli twój marny realik 5-0 i 2-6 :)
22 maj 2020 | 20:50
0
Ciut wcześniej królewscy lali tych dziadów jak chcieli i kiedy chcieli,a w ostatnich latach wygrywali z nimi finały pucharu króla i superpuchar Hiszpani,czyli główne trofea,a barka mogła tylko coś ugrać w lidze z RM kupę lat wstecz,teraz to już RM ostatnio wygrywa
23 maj 2020 | 20:52
0
ciekawe co by mierdy wygrały bez franco i pomocy sędziów w la lidze i lm :)
23 maj 2020 | 21:12
0
Hahahahaha,franco nie był kibicem RM,tylko słabeusze zwalaja winy na sędziów,tyle tytułów RM to nie przypadek tylko umiejętności czysto piłkarskie
23 maj 2020 | 21:15
(Edytowany)
pragnę zaznaczyć, iż to wy pierwsi zaczeliście zwalać winę na sędziów, słynne "porque" mourinho pamiętasz? :)
0
pragnę zaznaczyć, iż to wy pierwsi zaczeliście zwalać winę na sędziów, słynne "porque" mourinho pamiętasz? i kto tu jest słabeuszem? :)
23 maj 2020 | 21:39
0
Bo Mou miał trochę racji,ale to było bardzo krótkotrwałe,za to reszta przegrańców zawsze zwalała winę na sedziów
22 maj 2020 | 20:11
(Edytowany)
Oj Baksiu Baksiu. Jak nie widziałeś nigdy gry tego piłkarza to tak sobie możesz pisać. W 10 na 10 przypadków wybrałbym Gutiego do środka zamiast Xaviego albo Iniesty. Wybacz ale nie interesuje mnie parka dwóch klepiących ze sobą gostków : ) Guti to był wirtuoz. Nie został wielką legendą ze względu na to, że zbyt często w Realu zmieniano trenerów i dlatego, że trafił na ere galacticos.
0
Oj Baksiu Baksiu. Jak nie widziałeś nigdy gry tego piłkarza to tak sobie możesz pisać. W 10 na 10 przypadków wybrałbym Gutiego do środka zamiast Xaviego albo Iniesty. Wybacz ale nie interesuje mnie parka dwóch klepiących ze sobą gostków : ) Guti to był wirtuoz. Potrafił podać, strzelić i kiwnąć paru na raz jak zaszła taka potrzeba. Nie został wielką legendą ze względu na to, że zbyt często w Realu zmieniano trenerów i dlatego, że trafił na ere galacticos.
22 maj 2020 | 20:27
0
Autor artykułu wymienił tych zawodnikow nie ja pierwszy już pisałem. Widzialem mnóstwo meczy z jego udziałem. W końcu jestem kibicem Realu od dziecka. Nie zgadzam się z Twoją opinia aczkolwiek jest ona konstruktywna jako jedna z niewielu tutaj. Daje plus.
22 maj 2020 | 18:39
0
Straszliwy kozak, takich piłkarzy pamięta się długo