Myślał, że trafi do Realu Madryt, kontrakt z FC Barceloną podpisał po pijaku. Dla niego zbudowano Camp Nou

Myślał, że trafi do Realu, kontrakt z Barceloną podpisał po pijaku. Dla niego zbudowano Camp Nou
Youtube
Autor: Mateusz Jankowski 2 cze 2020 | 20:00
Na przełomie lat 50. węgierscy piłkarze zmagali się w dużej mierze nie z boiskowymi rywalami, ale komunistycznym reżimem. Największe perły pokroju Ferenca Puskasa czy Sandora Kocsisa musiały opuścić rodzinne strony w walce o swoją przyszłość. Do grona uciekinierów trzeba także zaliczyć człowieka, który jak nikt inny zasłużył na miano obieżyświata. Ladislao (Laszlo) Kubala urodził się w Budapeszcie, miał polsko-słowackie korzenie, a w trakcie kariery tułał się po całej Europie. Zakotwiczył dopiero w stolicy Katalonii.
Wybór zawodnika, który wywarł największy wpływ na koleje losów FC Barcelony, nie należy do najłatwiejszych. Z jednej strony mamy Johana Cruyffa, będącego uosobieniem klubowej filozofii. Z drugiej, gracze pokroju Ronaldinho czy Messiego przyłożyli ręce do wielu tytułów. Jednym z poważnych kandydatów trzeba też nazwać Kubalę. To on po raz pierwszy zaprowadził "Dumę Katalonii" na szczyt. Jego wyczyny posłużyły za kamień węgielny pod konstrukcję Camp Nou.

Uciekinier

Talent Kubali objawił się błyskawicznie, o czym świadczą dziesiątki bramek zdobytych dla rodzimej ekipy Ferencvarosi. Sęk w tym, że aspekty sportowe zeszły na dalszy plan, gdy nastolatek otrzymał wezwanie do odbycia obowiązkowej służby wojskowej. Węgier nie miał zamiaru zamieniać prowizorycznych korków na kamasze, zatem po raz pierwszy w życiu uciekł z kraju.
Zdecydował się na grę w Slovanie Bratysława, gdzie spędził dwa lata. W międzyczasie zadebiutował w barwach narodowych Czechosłowacji. Zapewne sam nie przypuszczał wówczas, że przyjdzie mu grać dla czterech (!) różnych reprezentacji. W późniejszych latach przywdziewał trykoty Węgier, Hiszpanii i, w meczach towarzyskich, Katalonii.
Pech chciał, że jego ucieczka na nic się zdała, ponieważ komunistyczny wpływ Związku Radzieckiego narastał w zastraszającym tempie. W 1948 r. doszło do przewrotu, który obalił dotychczasowe struktury władz Czechosłowacji. W nadziei, że dawne winy zostaną zapomniane, wrócił w rodzinne strony. Niestety po kilku miesiącach ZSRR przejęło kontrolę nad kolejnym państwem. Węgry zmieniły się w Węgierską Republikę Ludową. Kubala znów musiał uciekać. Legenda głosi, że z fałszywymi dokumentami przejechał całą Austrię, aby dostać się do Włoch.
Nazwisko ofensywnego pomocnika kojarzył każdy sympatyk futbolu, zatem Węgier miał ogromne szanse na znalezienie zatrudnienia w Serie A. Jedna z ofert pochodziła z Torino, które uznawano za jedną z najlepszych ekip na świecie i hegemona włoskich boisk. Został nawet zaproszony na rozegranie wyjazdowego meczu z Benfiką. Odmówił, ponieważ jego synek się rozchorował, a miłość do swojego potomka dosłownie uratowała mu życie. Samolot z turyńskimi zawodnikami rozbił się w drodze powrotnej na zboczach wzgórza Superga. Wszyscy na pokładzie zginęli.

Drużyna uchodźców

Ladislao Kubala mógł mówić o wielkim szczęściu. Szkopuł w tym, że jego kariera zahamowała, ponieważ węgierska federacja zgłosiła dezercję. FIFA przychyliła się do oskarżeń i nałożyła na zawodnika roczny zakaz gry w oficjalnych spotkaniach. Jeden z najlepszych graczy na Starym Kontynencie został pozbawiony możliwości wykonywania zawodu.
Włoska "Ziemia Obiecana" okazała się być jałowa. Sam Kubala oczywiście nie zamierzał się poddać, więc w 1950 r. założył własną drużynę, która przyjęła nazwę Hungaria. W jej szeregach występowali uciekinierzy ze środkowowschodniego bloku Europy, którzy również nie mogli robić tego, co kochają - grać profesjonalnie w piłkę. Ladislao stworzył futbolowy ruch oporu. Awangardową ekipę zaproszono na serię sparingów, które odbyły się w Hiszpanii. Hungaria miała towarzysko zmierzyć się z Espanyolem, reprezentacją narodową gospodarzy oraz Realem Madryt. I to właśnie konfrontacja przeciwko "Los Blancos" naznaczyła dalsze losy Kubali, który wylądował… w Barcelonie.

Pod mocnym aniołem

Grając przeciwko "Królewskim", zdobył dwie bramki i poprowadził Hungarię do nieoczekiwanego zwycięstwa. Porażkę swoich podopiecznych z wysokości trybun obserwował ówczesny prezes, Santiago Bernabeu. Pomimo banicji FIFA, sternik Realu nakazał swoim podwładnym stanąć na głowie, aby pozyskać Węgra. Z loży madryckiego stadionu Chamartin całemu zajściu przyglądał się także wysłannik Barcelony, Josep Samitier.
Po ostatnim gwizdku jeden z pracowników "Królewskich” poinformował Kubalę o zainteresowaniu. Bernabeu tak zafascynował się jego zdolnościami, że podpisanie kontraktu miało być tylko drobną formalnością. Marzenia 24-latka wreszcie stawały się rzeczywistością. A wszem i wobec wiadomo, że sukces tej rangi trzeba… hucznie opić. Tego wieczoru Kubala zapewne miał ledwie kilka promili krwi w alkoholu, który pulsował w rozpalonych żyłach.
Do nietrzeźwego wirtuoza nagle przysiadł się pewien Hiszpan, który poinformował go, że w tym momencie powinien odejść od stołu i pojechać podpisać umowę. Kubala był tak pijany, że nawet nie zdziwił się na konieczność jazdy pociągiem. Wysokoprocentowe napoje przyczyniły się do tego, że Węgier uwierzył w konieczność podróży z Madrytu… do Madrytu.
- Jedziemy do Realu, prawda? Do Realu… - miał wydukać, opierając się na ramieniu Samitiera. - Zaraz będziemy w klubie, o nic się nie martw - odpowiedział skaut "Blaugrany", który w niewyjaśnionych okolicznościach zaprowadził go do klubowych biur. Parafka Ladislao zniweczyła marzenia Santiago Bernabeu. Węgier trafił w szeregi największego rywala "Królewskich".

Fundament Camp Nou

Papierkowe problemy sprawiły, że możliwość oficjalnego debiutu nastąpiła dopiero po kilku miesiącach. Warto było czekać, ponieważ dyspozycja Kubali oczarowała wszystkich sympatyków Barcelony. Chwilowa pauza od zawodowego futbolu zupełnie nie wpłynęła na zakres możliwości magicznego Węgra. Zdobywając siedem bramek w meczu ligowym, ustanowił rekord, do którego nie zbliżyli się nawet Messi czy Ronaldo.
W swoim pierwszym sezonie poprowadził "Barçę" do zdobycia pięciu trofeów. Szczególnie ważnym tytułem okazał się odpowiednik Copa del Rey, który nosił miano Pucharu Generała. Represjonowana Katalonia choć przez chwilę mogła poczuć wyższość nad dyktaturą gen. Franco.
"Blaugrana" rozgrywała swoje spotkania na obiekcie zwanym Les Corts, który mieścił ok. 60 tys. widzów. To nie wystarczało. Cała Barcelona chciała na żywo oglądać popisy fenomenalnego Węgra. Miasto Gaudiego na kilka lat przemieniło się w miasto Kubali, kolebkę światowej piłki na najwyższym poziomie. Remont dotychczasowej areny nie miał większego sensu, więc podjęto decyzję o wybudowaniu nowego stadionu, który pomieści rekordowe 100 tys. kibiców. Tak powstało Camp Nou.
W bordowo-granatowym trykocie sięgnął po cztery tytuły mistrzowskie, pięć pucharów krajowych, zanotował ponad 200 trafień, ale jego największą spuścizną pozostaje barceloński kolos. Kilka lat po jego śmierci wybudowano pomnik, który przyozdabia okolicę Camp Nou. Patrząc na mosiężną statuę, nikt nie uwierzyłby, że Kubala był o krok od przywdziania trykotu Realu. Dziś Węgier jest uznawany za symbol narodzin wielkiej Barcelony.
Mateusz Jankowski
author picture

Mateusz Jankowski

Spodobał Ci się tekst tego autora?

Czytaj kolejne
Źródło: własne

Tabela ligowa - La Liga

#DRUŻYNAMZ+/-PKT
1
Real Madryt 35244380
2
FC Barcelona 36244479
3
Atlético Madryt 36172266
4
Sevilla 36181966
5
Villarreal 35171257
6
Getafe 3514953
7
Athletic Bilbao 3613951
8
Real Sociedad 3515751
9
Valencia 3613-750
10
Granada 3514350
11
Osasuna 3612-948
12
Levante 3612-843
13
Betis Sevilla 3610-941
14
Real Valladolid 368-1139
15
Eibar 3610-1539
16
Celta de Vigo 367-1136
17
Deportivo Alavés 359-2135
18
Leganés 367-2332
19
Mallorca 369-2432
20
Espanyol Barcelona 365-3024
1260 PLN

Dwa Trzy bonusy na start, o łącznej wartości 1225 1260 PLN. Kod rejestracyjny: MEGABONUS

2230 PLN

Zakład bez ryzyka 200 210 PLN + darmowy zakład za 20 PLN + bonus od pierwszej wpłaty 2000 PLN

3100 PLN

"Pakiet Pudziana" w wysokości 3000 PLN na start gry oraz "Siano wraca", czyli 100 PLN bez ryzyka

550 PLN

Cashback 500 550 PLN dla nowych graczy. Kod rejestracyjny: MEGABONUS550

Dyskusja 13

3 cze 2020 | 21:53
0
historia na pewno przerysowana - popił, skaut mu obiecał złote góry, a być może nawet zagrał fakt że real faktycznie wtedy był chyba "reżimowy" a koleś raczej za reżmiem nie przepadł.. na pewno wątpię żeby to było tak że budzi się rano dowiaduje się że go oszukali, ale ch'''' będę dla was gral i zdobywał trofea.. mogliby go zmusić żeby grał dla barcy ale nie mogli zmusic zeby grał dobrze - znaczy że po prostu chciał...
3 cze 2020 | 15:15
0
Niezły kozak
3 cze 2020 | 12:29
(Edytowany)
Jak to mówią! Kac morderca nie ma serca! Bidulek musiał się zdziwić jak kac mu minął, a okazało się, że jest piłkarzem nie tego klubu i kontrakt trzeba wypełnić ? Z czasem na pewno się przyzwyczaił i się swoił z sytuacją, aczkolwiek podziw dla Pana za sportowe podejście do sprawy, dania Barcelonie tytułów i bycie profesjonalistą. Nie to co obecnie robią piłkarze, że wymuszają transfery na klubach itd.
Pozdrawiam Fan Realu!
0
Jak to mówią! Kac morderca nie ma serca! Bidulek musiał się zdziwić jak kac mu minął, a okazało się, że jest piłkarzem nie tego klubu i kontrakt trzeba wypełnić ? Z czasem na pewno się przyzwyczaił i się oswoił z sytuacją, aczkolwiek podziw dla Pana za sportowe podejście do sprawy, dania Barcelonie tytułów i bycie profesjonalistą. Nie to co obecnie robią piłkarze, że wymuszają transfery na klubach itd.
Pozdrawiam Fan Realu!
3 cze 2020 | 11:49
0
Świetna historia.Oby więcej takich artykułów.Wiedziałem że Wegry były potegą w tamtych czasach ale jedynie kogo kojarzyłem to Ferenca Puskasa.
3 cze 2020 | 09:16
0
Piękna historia☺️
3 cze 2020 | 07:08
0
Słyszało się wiele o innych Węgrach, jednak przyznam, że o tym nie miałem okazji słyszeć. Oczywiście zagorzali fani Blaugrany z pewnością wiedzą kim był, ale miło jest dowiedzieć się czegoś nowego. Historia ciekawa, bo tylko "drobny" przekręt wystarczył do tego, aby był graczem Barcelony, a nie odwiecznego rywala. W tej całej historii jest ponadczasowy morał, aby czytać to co się podpisuje.
3 cze 2020 | 02:55
0
Nie wiedziałem o nim. Szkoda w sumie, że stadionu Barcelony nie nazwali później jego imieniem. Może by więcej ludzi o nim usłyszało.
2 cze 2020 | 23:24
0
László Kubala Stecz; zaiste i tu znaleziono kawałek Polaka. Juz jak sie znajdzie to musi byc wyjatkowy. Nie ma co byl Kopa czy Klose nie mowiac o tych co naprawde maja polskie nazwiska jak Podolski , Kurzawa, Jagielka, i wielu innych potomkow polskich emigrantow. Swojego czasu, dla mnie najbardziej szokująca wiadomoscia bylo ze Emerson Fittipaldi i Carl Froch miali troche Polaka w sobie i nawet potrafil zamienic pare slow po Polsku. Marzylem by moj syn czy corka kiedys wygrali zawody alpejskie i zaskoczyli czystym polskim polskiego reportera silacego sie na obcy jezyk. tak na zlosc odwiecznej propagandzie komunistycznej o wynarodowionych Polonusach i nie tylko np takiego Glupiego Jasia bajdurzacego o "farbowanych lisach"
2 cze 2020 | 23:06
(Edytowany)
Ciekawa historia, ale bardziej ciekawi mnie to co było pomiędzy podpisaniem kontraktu a zostaniem legendą klubu. Jak się czuł gdy zrozumiał błąd i jaką miał etykę pracy skoro został legendą odwiecznego rywala zespołu do którego trafił. Może poszukam na własną rękę gdzieś tych informacji :)
0
Ciekawa historia, ale bardziej interesuje mnie to co było pomiędzy podpisaniem kontraktu a zostaniem legendą klubu. Jak się czuł gdy zrozumiał błąd i jaką miał etykę pracy skoro został legendą odwiecznego rywala zespołu do którego trafił. Może poszukam na własną rękę gdzieś tych informacji :)
2 cze 2020 | 22:21
(Edytowany)
Świetna historia. Niesamowite, jak potężny był wówczas futbol węgierski. Okej, mógł się dłużej rozwijać w czasie II wojny światowej, ale samo to raczej nie tłumaczy tak kompletnej hegemonii węgierskiej "Złotej Jedenastki" w pierwszej połowie lat pięćdziesiątych - i to hegemonii uzyskanej bez Kubali, który wyemigrował nieco za wcześnie, by się załapać do tej drużyny.
0
Świetna historia. Niesamowite, jak potężny był wówczas futbol węgierski. Okej, mógł się dłużej rozwijać w czasie II wojny światowej, ale samo to raczej nie tłumaczy tak kompletnej hegemonii węgierskiej "Złotej Jedenastki" w pierwszej połowie lat pięćdziesiątych - i to hegemonii uzyskanej bez Kubali, który wyemigrował nieco za wcześnie, by się załapać do tej drużyny. Mimo to napisał swoją historię - pamiętam, że w jakimś plebiscycie kibice Barcelony wybrali go najlepszym piłkarzem klubu w XX wieku.
2 cze 2020 | 22:07
0
No nieźle nawet nie wiedziałem o tej historii, to był Messi tamtych czasów!
2 cze 2020 | 20:51
0
Fajna historia.Brawo Kubala za to co zrobiłeś dla Barcy i w niej grałeś,a nie w tym reżimowym ścieku realu.Bycie za realem to bycie za szatanem bo to zło w białych szmatach.
2 cze 2020 | 22:19
0
jesteś pojebany jak lato z radiem

Tabela ligowa - La Liga

#DRUŻYNAMZ+/-PKT
1
Real Madryt 35244380
2
FC Barcelona 36244479
3
Atlético Madryt 36172266
4
Sevilla 36181966
5
Villarreal 35171257
6
Getafe 3514953
7
Athletic Bilbao 3613951
8
Real Sociedad 3515751
9
Valencia 3613-750
10
Granada 3514350
11
Osasuna 3612-948
12
Levante 3612-843
13
Betis Sevilla 3610-941
14
Real Valladolid 368-1139
15
Eibar 3610-1539
16
Celta de Vigo 367-1136
17
Deportivo Alavés 359-2135
18
Leganés 367-2332
19
Mallorca 369-2432
20
Espanyol Barcelona 365-3024
1260 PLN

Dwa Trzy bonusy na start, o łącznej wartości 1225 1260 PLN. Kod rejestracyjny: MEGABONUS

2230 PLN

Zakład bez ryzyka 200 210 PLN + darmowy zakład za 20 PLN + bonus od pierwszej wpłaty 2000 PLN

3100 PLN

"Pakiet Pudziana" w wysokości 3000 PLN na start gry oraz "Siano wraca", czyli 100 PLN bez ryzyka

550 PLN

Cashback 500 550 PLN dla nowych graczy. Kod rejestracyjny: MEGABONUS550