Pokonał wirusa, choć nie mógł oddychać i kończył mu się tlen. "Król karnych" nigdy nie bał się wyzwań

Pokonał wirusa, choć nie mógł oddychać i kończył mu się tlen. "Król karnych" nigdy nie bał się wyzwań
Vlad1988 / Shutterstock.com
Autor: Wojciech Falenta 8 kwi 2020 | 20:30
W Barcelonie debiutował jako 18-latek. W Villarreal bronił rzut karny za rzutem karnym. W Liverpoolu zaliczał asysty. W Napoli jako pierwszy przechytrzył Balotellego. W sukcesach reprezentacji Hiszpanii pomagał, mimo że nie grał. Nic dziwnego, że z największą próbą w swoim dotychczasowym życiu Pepe Reina również sobie poradził.
- W najtrudniejszym momencie nie mogłem już oddychać, na 25 minut skończył mi się tlen - opowiadał w minionych dniach o swojej nierównej walce z koronawirusem Pepe Reina. Wygląda jednak na to, że wypożyczony w styczniu z Milanu do Aston Villi Hiszpan wyszedł z tej batalii zwycięsko. Być może to zatem dobry moment, by przypomnieć sobie przebieg dotychczasowej kariery tego niezwykle doświadczonego i utytułowanego bramkarza.

Debiut na zero z tyłu

To nie był łatwy wieczór dla ówczesnego trenera Barcelony, Serry Ferrera. Przy wyniku 1:3, już na samym początku drugiej połowy szkoleniowiec “Blaugrany” postawił wszystko na jedną kartę. Młodego Xaviego zastąpił na boisku doświadczonym Pepem Guardiolą. Ryzyko się opłaciło. Przypadkowo lub nie, kilkanaście minut później - po dwóch trafieniach Patricka Kluiverta - “Barca” w Vigo już remisowała.
Rzeczone ryzyko polegało na tym, że wpuszczając na murawę Guardiolę, Ferrer wykorzystywał swoją ostatnią w tamtym meczu zmianę. Wcześniej, w pierwszej minucie doliczonego czasu gry do pierwszej połowy, musiał pogodzić się z kontuzją francuskiego bramkarza Richarda Dutruela. Jakby trzy gole Brazylijczyka Catanhi dla Celty - przedzielone bramką Franka de Boerta - nie dostarczyły mu wystarczających powodów do zmartwień.
To właśnie w takich okolicznościach między słupkami bramki Barcelony po raz pierwszy pojawił się 18-letni wtedy Pepe Reina. Syn byłego reprezentacyjnego bramkarza i finalisty Pucharu Europy w 1974 roku w barwach Atletico Madryt - Miguela. Urodzony w stolicy Hiszpanii Pepe trafił do Akademii Barcelony jako 13-latek, a pięć lat później na Estadio Balaidos zachował czyste konto. Mimo, że jego debiutanckie spotkanie zakończyło się rezultatem 3:3.

Specjalista od karnych

O tym, jak niemałe osiągnięcie stanowi dla nastoletniego golkipera debiut na najwyższym poziomie, niech świadczy fakt, że w bieżącym roku kalendarzowym w pięciu największych, europejskich ligach nie wystąpił jeszcze… żaden bramkarz poniżej 20. roku życia. Na Camp Nou, mimo aż 49 rozegranych meczów we wszystkich rozgrywkach, Reina ostatecznie jednak na dobre się nie przebił. W sezonie 2001/2002 wyżej stały w Barcelonie notowania Argentyńczyka Roberto Bonano.
Młody golkiper nie zamierzał marnować czasu i prędko przeprowadził się do Villarreal. W nowym klubie był już niekwestionowanym “numerem 1”. Nie dość, że z roku na rok wpuszczał coraz mniej bramek, to jeszcze osiągał coraz to większe sukcesy razem z drużyną. Od triumfu w Pucharze Intertoto (dwukrotnie), przez półfinał Pucharu UEFA, po historyczny dla klubu awans do Ligi Mistrzów.
Podczas swojego ostatniego sezonu na El Madrigal, Reina po raz pierwszy dał się poznać jako specjalista od bronienia rzutów karnych. I to nie byle jaki. Nie chodziło bowiem o to ile, ale z jakiego procenta pojedynków z wykonawcami jedenastek Hiszpan wychodził zwycięsko. W rozgrywkach 2004/2005 obronił aż siedem spośród dziewięciu rzutów karnych podyktowanych przeciwko jego zespołowi!
We wszystkich swoich kolejnych klubach - poza Bayernem - Reina potwierdzał, że nie mogło być mowy o przypadku. Finał Pucharu Anglii w barwach Liverpoolu? Na czterech strzelców West Hamu w konkursie jedenastek sprostał mu tylko absolutny weteran - Teddy Sheringham. Półfinał Ligi Mistrzów pomiędzy “The Reds” a Chelsea? Spośród trzech wykonawców “The Blues” trafił jedynie Frank Lampard. Kto przerwał passę 21 wykorzystanych rzutów karnych z rzędu przez Mario Balotelliego? Oczywiście Reina w bramkarskiej bluzie Napoli. Nawet w tym sezonie 37-latek zdążył wybronić jedenastki zarówno jako zawodnik Milanu, jak i Aston Villi.
Di Vaio, Eto’o, Robben, Kanu, Rooney, Defoe, Balotelli, Son - to tylko niektóre nazwiska, które musiały uznać wyższość Hiszpana po strzałach “z wapna”. Jakby było ich mało, to również Reina miał wskazać Ikerowi Casillasowi, gdzie uderzy z 11 metrów Oscar Cardozo w jednym z decydujących momentów ćwierćfinału Hiszpania - Paragwaj, na drodze “La Furia Roja” do historycznego triumfu na Mundialu w 2010 roku.

Król asyst

Niesamowitego marszu Juana Romana Riquelme i spółki do półfinału Ligi Mistrzów w sezonie 2005/2006 Reina nie doczekał. Był już wtedy bramkarzem Liverpoolu, w którym spędził aż osiem lat. Bardzo możliwe, że zostałby na Anfield dłużej. Kto wie, czy nie zakończyłby nawet w Merseyside kariery. Hiszpan doskonale pasował przecież do filozofii gry Brendana Rodgersa. Równocześnie za dużo jednak zarabiał. W momencie, gdy niegrający w Champions League przez kilka sezonów z rzędu Liverpool był zmuszony szukać oszczędności.
A zarabiał dużo dlatego, że pod wodzą Rafy Beniteza stał się jednym z najlepszych bramkarzy na świecie. Nie tylko wpuszczał mało bramek i potrafił robić różnicę w decydujących momentach, ale przede wszystkim świetnie czuł się na przedpolu własnej bramki, w tym również poza polem karnym. I znakomicie grał nogami. Dla Beniteza Reina stanowił na tej pozycji wszystko to, czym… nie był “bohater ze Stambułu” - Jerzy Dudek.
Oczywiście, choć nieco paradoksalnie, to Polak mocniej wpisał się w historię tego wielkiego klubu. Jego następca co prawda sięgnął bowiem z Liverpoolem po wszystkie krajowe trofea z wyjątkiem mistrzostwa Anglii, a także po Superpuchar Europy, lecz po latach - biorąc pod uwagę poziom jego gry - trudno nie odnieść wrażenia, że sam może odczuwać pewnego rodzaju niedosyt. Być może tylko prawdziwi koneserzy pamiętają szczególnie jego dokładne co do milimetra, długie podania. Niełatwo chyba znaleźć bramkarza, który może pochwalić się asystą w dwóch meczach z… rzędu - jak Reina przeciwko Manchesterowi United i Aston Villi w marcu 2009 roku. W sezonie, w którym za kadencji Beniteza “The Reds” byli najbliżej wygrania Premier League.

Najbardziej utytułowany rezerwowy

To zresztą swoisty paradoks, że zawodnik, który zdecydowaną większość swojej kariery spędził jako absolutnie podstawowy golkiper czołowych klubów w kilku europejskich ligach, swoje największe triumfy święcił jako… rezerwowy. Zanim wspomni się o sukcesach Reiny na arenie reprezentacyjnej, warto zauważyć, że swoje jedyne mistrzostwo kraju Hiszpan zdobył przecież jako zmiennik Manuela Neuera w Bayernie Monachium. W Bundeslidze wystąpił jednak zaledwie w trzech spotkaniach.
Reina jest jednym z siedmiu hiszpańskich piłkarzy, którzy uczestniczyli aż w czterech finałowych turniejach o mistrzostwo świata. I jedynym (spośród nich) mającym na swoim koncie tylko jeden rozegrany mecz na mundialu. Co więcej, było to ostatnie dla Hiszpanów spotkanie na mistrzostwach świata w 2014 roku, z Australią. Po tym, jak… “La Selección” przegrała pierwsze dwa mecze fazy grupowej przeciwko Holandii i Chile, żegnając się z turniejem.
To wszystko nie zmienia faktu, że - jako dubler Ikera Casillasa - Reina został mistrzem świata oraz dwukrotnym mistrzem Europy (na Euro 2008 zagrał przeciwko Grecji). Rola ówczesnego bramkarza Liverpoolu w hiszpańskiej kadrze niekoniecznie była jednak marginalna. Nie chodzi tu wyłącznie o wskazówki dla Casillasa (jak w przypadku wspomnianego karnego z ćwierćfinału mundialu 2010).
Reina uchodził w reprezentacji za dobrego ducha drużyny. Człowieka, który pierwszy celebrował zdobywane bramki. Kogoś, kto dbał o pozytywną atmosferę. Do tego stopnia, że gdy Hiszpanie świętowali swoje kolejne, historyczne trofea razem z kibicami na ulicach Madrytu, to właśnie… Reina łapał za mikrofon. I po kolei przedstawiał fanom poszczególnych mistrzów. Oczywiście nie bez szydery!

Wyczekiwany

Pepe Reina coraz bardziej zbliża się do końca swojej piłkarskiej kariery. Styczniowe wypożyczenie do broniącej się przed spadkiem z Premier League Aston Villi - w momencie, gdy w Milanie był tylko zmiennikiem Gianluigiego Donnarummy - pokazało, że doświadczony bramkarz nadal czuje jednak motywację do gry na najwyższym poziomie.
I choć dziś zapewne niekoniecznie myśli o piłce nożnej, gdy tylko to wszystko się skończy, widok Reiny między słupkami w sposób szczególny ucieszy kibiców piłki nożnej na całej świecie. Dla niego samego to również będzie znaczyć dużo więcej niż jeszcze jeden obroniony rzut karny. Kolejne wyzwanie podjęte.
Wojciech Falenta
Źródło: własne

Przeczytaj również

Dyskusja 5

8 kwi 2020 | 21:55
(Edytowany)
To on miał virusa??
0
To on miał wirusa??
8 kwi 2020 | 21:10
0
Kto to jest Frank de Boert?
Frank de Boer owszem kojarzę ale tego ww ni chuja
8 kwi 2020 | 20:36
0
Tyle lat minęło ale Dudka to mu nigdy nie wybaczę
8 kwi 2020 | 20:53
0
Tyle jego winy co nic, to wszystko przez to że był/jest pupilem Beniteza.
8 kwi 2020 | 20:36
0
A Polacy do dzisiaj nie wiedzą dlaczego Benitez postawił na Reine a nie na Dudka