Taras Romanczuk zawiedziony porażką Jagiellonii z Radomiakiem. "To bardzo boli, daliśmy z siebie wszystko"

Taras Romanczuk zawiedziony porażką z Radomiakiem. "To bardzo boli, daliśmy z siebie wszystko"
Dziurek / shutterstock.com
Autor: Maciej Pietrasik 06 Sie 2022 | 21:39
Jagiellonia Białystok w sobotę przegrała 1:2 z Radomiakiem Radom w meczu 4. kolejki PKO Ekstraklasy. Bardzo zawiedziony tym wynikiem był Taras Romanczuk, który żałuje gola straconego w doliczonym czasie gry.
Podopieczni Macieja Stolarczyka ponieśli już trzecią porażkę w obecnych rozgrywkach. W meczu z Radomiakiem prowadzili, ale później musieli radzić sobie w dziewiątkę. Ostatecznie ugięli się pod naporem rywali.
Dalsza część tekstu pod wideo
- Wszedłem po to, żeby rozbijać ataki Radomiaka. Najpierw graliśmy w dziesięciu, potem w dziewięciu. Było ciężko, ale dawaliśmy radę. Blokowaliśmy strzały, byliśmy blisko remisu, ale chwila naszej dekoncentracji, zawahania i to Radomiak sięgnął po zwycięstwo - powiedział Romanczuk w rozmowie z oficjalną stroną Jagiellonii.
- Przegrywamy trzeci kolejny mecz, to już nie może dłużej trwać. Trener dał jasny sygnał, że jedziemy do Częstochowy nie po to, żeby się bronić, tylko grać swoje i nie bać się. W zeszłym sezonie ograliśmy Raków, także nie ma czego się obawiać - podkreślił.
- Pod koniec meczu byliśmy ustawieni 1-4-4. Każdy z nas był zaangażowany, rzucał się po każdą piłkę. Kibice wspierali nas do ostatniego gwizdka, na każdą interwencję reagowali żywiołowo. Dzisiaj najważniejszy był wynik. Na boisku myślałem tylko o tym, żeby dowieźć ten remis do końca - przyznał.
- To, że straciłeś remis po bramce rywali w ostatniej minucie boli bardzo, szczególnie, że dałeś z siebie wszystko. Rzucaliśmy się po piłki, nie pozwoliliśmy przeciwnikom na zbyt wiele. Radomiak cały czas kontrolował mecz, stwarzał sobie sytuacje. Staraliśmy się przy wybiciu zebrać drugą piłkę, żeby chociaż na chwilę przenieść piłkę na ich połowę. Ta porażka boli. Niestety, nie możemy już nic zmienić. Musimy wyciągnąć wnioski oraz to, co było w naszym wykonaniu najlepsze w tym spotkaniu - dodał.
- Przy 1:0 mieliśmy swoje sytuacje. Gdyby w jednej z nich Marc Gual odpowiednio przyjął sobie piłkę, której chyba nie spodziewał się, że do niego przejdzie, podwyższyłby na 2:0. Nasza koncentracja nie była na najwyższym poziomie. W krótkim czasie najpierw mieliśmy rzut karny, później już „jedenastki” nie było, a po chwili graliśmy w osłabieniu po czerwonej kartce - zakończył.
Oglądaj
Oglądaj
  • Nieszablonowi eksperci
  • Największa przestrzeń studyjna
  • Niebawem sporo nowych formatów
Źródło: Jagiellonia.pl

Dyskusja 2