Najwięksi nieobecni MŚ 2022. Tych drużyn zabraknie. Niemal wszystkie są w czołówce rankingu FIFA

Najwięksi nieobecni MŚ 2022. Tych drużyn zabraknie. Niemal wszystkie są w czołówce rankingu FIFA
Alberto Lingria/Xinhua/PressFocus
Autor: Jan Piekutowski 1 kwi 2022 | 08:11
Mistrzostwa Świata 2022 zbliżają się do nas coraz większymi krokami. Za kilka godzin poznamy już układ faz grupowych, później pozostanie jedynie czekać na rozstrzygnięcie ostatnich meczów eliminacyjnych. Jednakże to, co dla niektórych jest niesamowitym świętem, dla innych stanowi powód do rozważań na temat tego, co poszło nie tak.
Lada moment Doha będzie naocznym świadkiem losowania grup do katarskiego mundialu. Już teraz wiemy, że tej piłkarskiej imprezie z pewnością nie zabraknie kolorytu. Awans na mistrzostwa świata wywalczyły między innymi reprezentacje Kanady, Tunezji, Korei Południowej, Meksyku, Iranu, w grze zaś pozostają Nowa Zelandia, Australia, Peru oraz Zjednoczone Emiraty Arabskie.
Fortuna nie mogła jednak obdarzyć swoją łaską każdej chętnej reprezentacji. Tegoroczny mundial jest ostatnim, który rozgrywany będzie w nowej-starej formule z 32 uczestnikami. To zaś sprawia, że o niespodzianki było stosunkowo łatwo. Tym bardziej, że piłkarze faktycznie przyłożyli się do tego, by zaskoczeń nie zabrakło.
Głoszona z pełnym przekonaniem teza, że teraz na mistrzostwa świata trudniej jest nie pojechać niż pojechać, została negatywnie zweryfikowana. Świadczą o tym nie tylko wielcy piłkarze, którzy zmagania w Katarze będą zapewne śledzili w swoich telewizorach (więcej TUTAJ), ale też reprezentacje narodowe, które - podobnie jak liczni liderzy - musiały obejść się smakiem.

Reprezentacja Algierii (numer 44 rankingu FIFA)

Weźmy taką Algierię, która chociaż nie błyszczy najmocniej w rankingu FIFA, to w oczach wielu wciąż uchodzi za jedną z najlepszych reprezentacji na kontynencie afrykańskim. Powody takiego postrzegania "Fenków" wynikają przede wszystkim z silnego zestawienia personalnego. To reprezentacja z naprawdę mocnymi nazwiskami - dość powiedzieć, że linię ataku stanowią niemal wyłącznie zawodnicy, którzy występują w czołowych ligach Europy.
A jednak Algieria zawiodła swoich kibiców w eliminacjach do tegorocznych mistrzostw świata. Drugi raz z rzędu opuści piłkarski czempionat, co jest wynikiem dość rozczarowującym, patrząc nie tylko na wspomniany potencjał drzemiący w poszczególnych zawodnikach, ale też niezłe wyniki osiągane w 2010 i 2014 roku. Wówczas to Algieria zakwalifikowała się do turnieju w RPA, natomiast w Brazylii sprawiła mnóstwo problemów Niemcom, których niemal wyrzuciła w 1/16 finału.
W tym roku "Fenki" nie mogą liczyć na napisanie podobnej opowieści, bo 2022 zapisał smutną kartę w historii algierskiego futbolu. Najpierw była kompromitacja w Pucharze Narodów Afryki (ostatnie miejsce w grupie), później zaś bolesna porażka z Kamerunem, który gola na wagę swojego awansu strzelił w 124. minucie meczu rewanżowego finału eliminacji strefy afrykańskiej.

Reprezentacja Turcji (numer 43 rankingu FIFA)

Oczywiście nie tylko Algierczycy nie wytrzymali ciśnienia. Wystarczy bowiem spojrzeć na Turków, którzy w eliminacje weszli z buta. Już samo rozbicie Holandii 4:2 robiło kolosalne wrażenie, a przecież później doszła równie efektowna wygrana z Norwegią 3:0. Zanim walka o Mistrzostwa Świata 2022 rozkręciła się na dobre, Turcy już zostali okrzyknięci sensacją swojej grupy eliminacyjnej, a nawet potencjalnym czarnym koniem całego katarskiego mundialu.
Problem w tym, że ekipie "Gwiazd Półksiężyca" niezwykle szybko skończyło się paliwo. Rozpędzona Turcja zremisowała bowiem 3:3 z Łotwą, chociaż do 58. minuty prowadziła już 3:1. Następnie potknęła się z Czarnogórą i cały blask zgasł. Zbiegło się to w czasie ze zmianami w reprezentacji Holandii, która zaczęła odzyskiwać rezon i odrabiać stratę do Turków oraz Norwegów. Efektem był ostateczny triumf "Oranje", którzy w decydującym spotkaniu fazy grupowej pokonali Skandynawów i wywalczyli bezpośredni awans.
Reprezentacja Turcji trafiła zaś do piekielnie trudnej części drabinki barażowej. Już w pierwszym meczu musiała uporać się z Portugalią, no i... nie poradziła sobie. Ekipa Fernando Santosa wyprowadziła dwa ciosy, nadzieję rywalom dał Yilmaz, ale tylko po to, by odebrać ją zmarnowanym rzutem karnym pod koniec drugiej części spotkania. "Gwiazdy Półksiężyca" skończyły zatem tak jak EURO 2020 - wyłącznie na rozbuchanych nadziejach i szumnych zapowiedziach.

Reprezentacja Czech (numer 33 rankingu FIFA)

Nasi sąsiedzi z południa pojawiają się w tym zestawieniu przede wszystkim przez wzgląd na dobre wyniki podczas EURO 2020. Wówczas udało im się przecież dotrzeć do 1/4 finału po uprzednim ograniu Szkocji, a nade wszystko Holandii. Do tego czas od mistrzostw Starego Kontynentu do rozpoczęcia zmagań w eliminacjach do mistrzostw świata był na tyle krótki, że Czesi mieli podstawy ku temu, by oczekiwać przynajmniej zajęcia drugiego miejsca.
Tym bardziej, że warunki ku temu były stosunkowo sprzyjające. Belgia jawiła się, rzecz oczywista, jako faworyt, ale poza tym Czesi musieli jeszcze rywalizować z Walią, Estonią i Białorusią, która robiła za kwiatek u kożucha. "Národní tým" wyglądała naprawdę dobrze - było pewne pokonanie nadbałtyckich kadr, był ważny remis z "Czerwonymi Diabłami". Sprawę położyła jednak porażka z Walią w marcu 2021. To właśnie ona walnie przyczyniła się do tego, że to Wyspiarze zajęli drugie miejsce w grupie i byli rozstawieni w barażach.
Czechów ratowała jeszcze Liga Narodów, która przepchnęła ich na jedną stronę drabinki ze Szwecją, Rosją oraz Polską. Na tym jednak szczęście się skończyło, bowiem mecz ze Skandynawami - chociaż, warto dodać, nieco pechowo - południowi sąsiedzi po prostu przegrali.

Reprezentacja Egiptu (numer 32 rankingu FIFA)

W wypadku Egiptu o pechu mówić nie można. Tutaj słowo to zostaje zastąpione przez wyraz skandal. W finale baraży strefy afrykańskiej finalista ostatniej edycji Pucharu Narodów Afryki spotkał się z drugim finalistą - reprezentacją Senegalu. Wyglądało to nieco dziwacznie, zwłaszcza, że taką samą szansę na wyjazd na mistrzostwa świata miała Tunezja oraz Mali, ale zarazem zwiastowało niezwykłe emocje.
Tych na boisku nieco brakowało, bowiem obie drużyny dwa mecze potraktowały niezwykle zachowawczo. Dopisywały natomiast - jeśli to dobre określenie - trybuny, które urządziły prawdziwy popis. W Egipcie obrywali zawodnicy Senegalu, natomiast w Senegalu na celowniku znaleźli się zawodnicy Egiptu. Szkopuł w tym, że to właśnie w kraju zwycięzcy wspomnianego PNA rozgrywany był decydujący mecz, o wyniku którego decydował konkurs rzutów karnych.
Resztę historii większość osób już zna - Mohamed Salah, największa gwiazda Egiptu, został oślepiony podczas serii jedenastek. Piłkarz Liverpoolu przestrzelił, jego kolegom zupełnie siadły morale, Senegalczycy dopięli swego i to oni mogli świętować awans na katarski turniej. Oficjele piłkarskich organizacji zupełnie zlekceważyli brak poszanowania dla kwestii bezpieczeństwa, machając na wszystko ręką. Wspomniany Mohamed Salah oberwał bowiem nie tylko laserem, ale też butelkami, które latały niebezpiecznie blisko jego głowy.

Reprezentacja Nigerii (numer 30 rankingu FIFA)

Nieobecność Nigerii łatwo przeoczyć, w końcu nie jest to już generacja z Kanu, Okochą, Obim Mikelem, Westem lub Martinsem. Niemniej byłoby to stwierdzenie bardzo pobieżne i dość lekceważące. Jakby nie patrzeć, mówimy o 30 sile rankingu FIFA. Na start nie brzmi to może najbardziej dumnie, zatem warto dodać, że podopieczni Augustine'a Eguavoena wyprzedzają między innymi Austrię, Rosję, Czechy, Grecję czy Wybrzeże Kości Słoniowej. W Afryce wyżej zaś ocenia się jedynie Senegal i Maroko.
A jednak Nigerii na mundialu zabraknie, bowiem i dla niej bezwzględna okazała się formuła barażów. "Orły" wygrały swoją grupę eliminacyjną, przegrywając tylko jedno spotkanie. Szkopuł w tym, że o awansie na Mistrzostwa Świata 2022 decydował mecz z Ghaną i tam już aż tak dobrze nie było. Pierwsze spotkanie to ciężkostrawne 0:0, drugie zaś nieco tylko lepsze w odbiorze 1:1. To jednak wystarczyło, by podopieczni Augustine'a Eguavoena zostali w domu.
Dlaczego? Ano dlatego, że w Afryce dalej obowiązuje zasada premiowania bramek zdobytych w spotkaniach wyjazdowych. Jako że Ghana strzeliła taką jedną, natomiast Nigeria zero, awans padł łupem "Czarnych Gwiazd".

Reprezentacja Chile (numer 28 rankingu FIFA)

A Afryce eliminacje są naprawdę trudne. W Oceanii nawet najlepsza reprezentacja nie może być pewna awansu na mundial. Na Starym Kontynencie przemiał też jest niemały, odpaść zdążyło kilka co najmniej niezłych reprezentacji. A w Ameryce Południowej? Tam naprawdę dzieją się cuda - startuje 10 drużyn, między innymi Wenezuela. Na Mistrzostwa Świata 2022 pojadą aż cztery z nich, natomiast piąta ekipa - Peru - powalczy w barażach interkontynentalnych.
W teorii - istna sielanka. W praktyce - prawdziwa młócka, wszak Brazylia i Argentyna mają niemal niezniszczalną przepustkę obligującą do startu w piłkarskim czempionacie. Lista wolnych miejsc gwałtownie się kurczy. Tym razem do pociągu nie zdołało wskoczyć między innymi Chile. Abstrahując jednak od zasad panujących w Ameryce Południowej, trudno nie umieścić "La Roja" w gronie niespodzianek. Tych negatywnych.
Chile awans straciło na własne życzenie, nie można tutaj mówić o dziejowej niesprawiedliwości. Podopieczni Martína Lasarte zajęli dopiero siódme miejsce w grupie. Tak się jednak dzieje, gdy punkty jest ci w stanie odebrać nie tylko Brazylia, Argentyna i Urugwaj, lecz także Wenezuela (1:2), Ekwador (0:0 i 0:2) oraz Boliwia (1:1).
Eliminacje do tegorocznego mundialu były dla chilijskiej kadry niczym więcej jak tylko pasmem rozczarowań. Co gorsza, przyszłość nie maluje się w szczególnie jaskrawych barwach - Alexis Sanchez, Arturo Vidal, Gary Medel, Mauricio Isla czy Claudio Bravo są już właściwie po drugiej stronie rzeki. Zastąpić ich może Ben Brereton Diaz i... tutaj właściwie lista się kończy. Na ostatni mecz eliminacji - starcie z Urugwajem - pojechało trzech zawodników U-23. Jeden z nich gra w rodzimej lidze, drugi przebija się w Meksyku, natomiast trzecim jest wspomniany piłkarz Blackburn Rovers.

Reprezentacja Szwecji (numer 19 rankingu FIFA)

Skoro byli Czesi, trudno nie umieścić tutaj ich pogromców, którzy są przecież w pierwszej dwudziestce rankingu FIFA. Szwedzi mają lepszy współczynnik niż Senegal, Iran, Peru, Japonia, Maroko, Serbia i Polska, które ustępują Skandynawom w rankingu. To jednak nie koniec różnić między tą liczną gromadką a podopiecznymi Janne Anderssona. Wszystkie wymienione reprezentacje jadą bowiem na Mistrzostwa Świata 2022, natomiast Szwedzi nie. Na nasze wielkie szczęście.
A to, trzeba przyznać, jest jednak spora niespodzianka. Skandynawowie, zgodnie ze wszelkimi przewidywaniami, zajęli drugie miejsce w swojej grupie eliminacyjnej i trafili do baraży. Tam najpierw były Czechy, później zaś wyjazd do Chorzowa. Dla nas już legendarny, dla Szwedów katorżniczy. Tak złego spotkania ekipa Janne Anderssona nie zagrała od porażki 0:2 z Gruzją. Wtedy jednak można było zasłaniać się nieskutecznością. A z Polską? A z Polską Szwedzi zagrali po prostu słabiutko, przede wszystkim w drugiej połowie.

Reprezentacja Kolumbii (numer 17 rankingu FIFA)

Chile wypadło słabiutko, to już wiemy. Natomiast wynik Kolumbii przebija chyba osiągnięcia "La Roja". W końcu reprezentacja "Los Cafeteros" jest regularnie uznawana za czwartą lub nawet trzecią siłę w Ameryce Południowej. Tymczasem eliminacje do Mistrzostw Świata 2022 były kompromitacją ze szczególnym uwzględnieniem starcia z Ekwadorem, które miało miejsce jeszcze w listopadzie 2020 roku.
Kolumbia dostała wtedy sześć dzwonów od boiskowego rywala. Cztery trafienia do przerwy i dwa, tak dla pewności, po zmianie stron. Nie było z czego zbierać Kolumbii, została ona przemielona na tak drobny pył, że nawet Pablo Escobar miałby problem ze skuteczną jego sprzedażą.
Później, oddajmy to, było znacznie lepiej. Kolumbia nie przegrała ośmiu kolejnych meczów, ale też nieco zbyt często gubiła punkty. To zaś, w połączeniu z ostatecznym końcem imponującej serii, postawiło podopiecznych Reinaldo Ruedy pod ścianą. W ostatniej kolejce musieli bowiem liczyć nie tylko na to, że sami zdołają pokonać Wenezuelę, ale także na stratę punktów Peru w starciu z Paragwajem.
Jak już każdy się domyśla - drugi warunek nie został spełniony i "Los Cafeteros" nadchodzące mistrzostwa świata obejrzą z pozycji kanapowego widza. To pierwsza taka sytuacja od 2010 roku.

Reprezentacja Włoch (numer 6 rankingu FIFA)

Najbardziej oczywista drużyna na tej liście, ale też najbardziej niezwykła. Mistrz Europy, ekipa, która sprawiła, że futbol ostatecznie nie wrócił do domu [przyśpiewka reprezentacji Anglii - przyp.red.], wygłupiła się podczas eliminacji do mundialu w Katarze w sposób trudny do opisania. Włosi zaliczyli aż cztery remisy - dwukrotnie dzielili się punktami z Helwetami, raz z Irlandią Północną i Bułgarią, które przecież de facto nie powinny stanowić żadnego zagrożenia.
I w gruncie rzeczy tak było, bo bardziej niż wspomniane reprezentacje za ostateczne niepowodzenie Włochów odpowiadają sami Włosi. Ich nieskuteczność w trakcie walki o udział w MŚ 2022 okazała się po prostu dyskredytująca. Oddawanie setek strzałów, znaczna przewaga optyczna i to wszystko jak krew w piach, a nawet gorzej, bo przecież Sylwuś w "Dniu świra" cokolwiek po angielsku dukał. A zawodnicy Roberto Manciniego nie dość, że przebimbali bezpośredni awans ze Szwajcarami, to na deser dokonali niemożliwego i przegrali z Macedonią Północną.
Kiedy wszyscy - dosłownie wszyscy - nastawiali się na to, że w finale baraży ujrzymy genialny mecz Portugalii z Włochami, Aleksandar Trajkowski kropnął na bramkę i zapewnił swojej kadrze zwycięstwo. Gospodarze mieli w tamtym meczu wszystko poza kwestią najważniejszą - liczbą strzałów, po których piłka trzepoce w siatce.
24 marca 2022 roku napisała się włoska tragedia, najpoważniejsza od 2010 roku. Jakaś trudna do wytłumaczenia masowa reinkarnacja Aleksandra Wielkiego dokonała swego ostatniego spektakularnego podboju. Tym razem łupem padło Palermo.
***
To oczywiście tylko część reprezentacji, która musiała obejść się smakiem. Podczas katarskiego mundialu zabraknie między innymi Norwegii z Erlingiem Haalandem, Macedonii Północnej, która pogrążyła Włochów, Finlandii, która z niezłej strony zaprezentowała się na EURO 2020, Węgrów, którzy znajdują się w czołowej 40 rankingu FIFA, a także kilku drużyn spoza Starego Kontynentu - smakiem obeszła się Panama z fantastycznym Cecilio Watermanem (6 goli w eliminacjach) czy też Oman, który był bliski sprawienia niemałej niespodzianki i wyprzedzenia Australii.
author picture

Jan Piekutowski

Spodobał Ci się tekst tego autora?

Czytaj kolejne
Źródło: własne