Fajdek wściekły po konkursie. Wini organizatorów. "Lodowisko"

Paweł Fajdek nie zdołał sięgnąć po medal lekkoatletycznych mistrzostw Europy. Uważa jednak, że słabszy występ nie jest jego winą, ale warunków, z jakimi musiał się mierzyć. Mówił o tym w rozmowie z TVP Sport.
Polak to multimedalista mistrzostw Europy i świata. Tym razem nie zdołał jednak sięgnąć po kolejny krążek. Więcej o wtorkowym konkursie piszemy TUTAJ.
Po nieudanym konkursie Fajdek stanął przed kamerami TVP Sport. Uważa, że słaby wynik nie jest jego winą. Twierdzi, iż stać było go na dalekie rzucanie, ale nie mógł tego pokazać.
- Było widać gołym okiem, że nie mogę wejść w pierwszy obrót, bo tam, gdzie dostawiam prawą nogę, jest lodowisko. Jak ktoś trzy dni przed zawodami robi koło i szlifuje je... W tym miejscu tylko ja dostawiam nogę, więc nie miało szansy zostać to przerzucane - powiedział Fajdek.
- Jestem wściekły, nie mogłem oddać ani jednego rzutu. Jeżeli rzut na zaliczenie, taki w miarę lekki, oddaję na 79 metrów, to wydaje mi się, że byłem dobrze przygotowany do zawodów. Nie mogłem tego pokazać. Nie zostało mi to dane - stwierdził.
- To nie były nerwy. Każdy normalny rzut, który bym dzisiaj oddał, to byłoby ponad 80 metrów i byśmy mieli dzisiaj medal. Mamy znowu piąte miejsce. Jestem wściekły, bo nie jest to moja wina. Zawiodło mnie jedno miejsce w kole, które nie powinno się tam znajdować - dodał.
- W drugiej części koła można kręcić bardzo szybko i to było widać. Niestety, bez stabilnego początku nie da się tego wykorzystać. Jestem naprawdę dobrze przygotowany i jestem wściekły. Przepraszam rodzinę, kibiców i mam nadzieję, że jakoś to sobie zgryzę, a w przyszłym tygodniu pójdę na trening. Każda próba kończyła się ślizganiem, tak się nie da rzucać - zakończył.