OD 19:00
Obejrzyj w
Okno Transferowe
Subskrybuj
  • Barcelona sfinalizuje w końcu transfer Lewandowskiego?
  • Gościem specjalnym programu jest Fabrizio Romano!

Media: Reprezentant Polski odchodzi z Lecha Poznań. "Mówi się o złych relacjach z Maciejem Skorżą"

Media: Reprezentant Polski odchodzi z Lecha Poznań. "Mówi się o złych relacjach z Maciejem Skorżą"
Adam Starszynski / PressFocus
Autor: Maciej Pietrasik 19 maj 2022 | 15:44
Tomasz Kędziora w tym roku dość niespodziewanie wrócił do Lecha Poznań ze względu na wojnę na Ukrainie. Jak donosi Sebastian Staszewski z "Interii", reprezentant Polski na pewno nie zostanie jednak w stolicy Wielkopolski na kolejny sezon.
Inwazja rosyjskich wojsk na naszego wschodniego sąsiada sprawiła, że rozgrywki na Ukrainie zostały zawieszone. Zagraniczni piłkarze z tamtejszej ligi mogli tymczasowo zmienić kluby.
Dalsza część tekstu pod wideo
Wśród nich był między innymi Tomasz Kędziora. Reprezentant Polski miał kilka propozycji z różnych klubów. Ostatecznie zdecydował się na powrót do poznańskiego Lecha, walczącego w kraju o podwójną koronę.
Prawy obrońca dość niespodziewanie w zespole prowadzonym przez Macieja Skorżę był głównie rezerwowym. Wystąpił w pięciu meczach ligowych i jednym pucharowym. W podstawowym składzie ostatni raz wyszedł na początku kwietnia.
Obecnie przyszłość piłkarza stoi pod znakiem zapytania. Wiadomo jedno - na pewno nie zostanie na dłużej w Lechu. Takie informacje przekazał Sebastian Staszewski z Interii.
- W tej chwili nie ma żadnych szans na to, żeby Tomasz Kędziora został w Lechu Poznań na dłużej. W klubie mówi się o złych relacjach z M. Skorżą, który - zdaniem obrońcy - zbyt rzadko z niego korzystał. Latem Tomek albo wróci do Dynamo Kijów, albo znów zmieni klub - napisał Staszewski.
Jak niedawno w programie "International Level" na naszym kanale na YouTube ujawnił Łukasz Wiśniowski, niewiele brakowało, aby Kędziora trafił wiosną do francuskiego Lille. Powód transferowego fiaska był kuriozalny - piłkarz zapomniał telefonu. Więcej na ten temat pisaliśmy TUTAJ.
Źródło: Sebastian Staszewski