Najbardziej bramkostrzelny tercet Europy. Pokonali gigantów, mogą rozstrzygnąć losy mistrzostwa

Najbardziej bramkostrzelny tercet Europy. Pokonali gigantów, mogą rozstrzygnąć losy mistrzostwa
Luca Amedeo Bizzarri / IPA / Sipa / PressFocus
Autor: Piotrek Przyborowski, Wojciech Falenta 12 mar 2022 | 08:00
Domenico Berardi, Gianluca Scamacca i Giacomo Raspadori wzięli bezpośredni udział w ponad 80% bramek zdobytych przez Sassuolo w tym sezonie Serie A. Niesamowity tercet atakujących trzęsie włoskim futbolem.
Po tym, jak latem ubiegłego roku trener Roberto De Zerbi zamienił Sassuolo na Szachtar Donieck, wydawało się, że rewelację kilku poprzednich sezonów Serie A czekają rozgrywki przejściowe. Tymczasem pod wodzą kolejnego utalentowanego szkoleniowca, Alessio Dionisiego, ekipa z niedużego miasteczka położonego w regionie Emilia-Romania raz jeszcze zadomowiła się w górnej połowie ligowej tabeli. Po drodze zdążyła zaś pokonać na wyjazdach Milan, Inter i Juventus oraz zremisować na własnym stadionie z Napoli.
Dalsza część tekstu pod wideo
- Dionisi dopiero co triumfował z Empoli w Serie B. Włodarze Sassuolo nie chcieli przeprowadzać wielkiej rewolucji, jeśli chodzi o styl gry, dlatego też zdecydowali się na zatrudnienie menedżera wyznającego podobną filozofię co De Zerbi. Można kolokwialnie powiedzieć, że Dionisi i De Zerbi nadają na tych samych futbolowych falach - mówi w rozmowie z nami Kuba Glibowski z serwisu “Calciomerito”.
Ogromne zasługi w wyżej wymienionych dokonaniach należy przypisać jednak nie tylko młodemu szkoleniowcowi Sassuolo, ale też notującemu nieprawdopodobne liczby ofensywnemu tercetowi w osobach trzech reprezentantów Włoch: Domenico Berardiego, Gianluki Scamacci oraz Giacomo Raspadoriego.

Ikona

W karierze sportowca przychodzi czasem taki moment, który wywraca jego życie o 180 stopni. Moment, w którym trafia się na pierwsze strony gazet, kiedy zaczynają pisać o tobie dziennikarze z najodleglejszych zakątków świata. Dla Domenico Berardiego takim dniem był 12 stycznia 2014 roku, kiedy na Mapei Stadium przyjechał wciąż wielki wtedy, lecz powoli chylący się ku upadkowi AC Milan. Choć w zespole “Rossonerich” po boisku biegali w tym spotkaniu tacy piłkarze jak Robinho, Kaka czy Mario Balotelli, gwiazdą tego meczu został on - 19-latek z Kalabrii.
Cztery gole strzelone między 15. i 47. minutą tego spotkania wpisały młodziutkiego wówczas napastnika na karty historii całego calcio. Żaden piłkarz nigdy wcześniej nie zdobył bowiem takiej liczby bramek w jednym meczu z Milanem. To po tym też starciu, ostatecznie wygranym przez Sassuolo 4:3, posadę w klubie z San Siro stracił Massimiliano Allegri, a siedmiokrotni zdobywcy Pucharu Europy pogrążyli się w kryzysie, z którego tak na dobre wyciągnął ich dopiero Stefano Pioli.
Sam Berardi zresztą upolował sobie Milan za swoją ulubioną ofiarę w Serie A. Gol strzelony w wygranym przez Sassuolo 3:1 listopadowym spotkaniu w Mediolanie był już jego 10. strzelonym przeciwko “Il Diavolo”. W sumie w obecnym sezonie Domenico ma już na koncie 12 trafień i 14 asyst. To kosmiczne statystyki nawet jak na warunki jego gry w Sassuolo. Już teraz pewne jest, że zakończy trzecie ligowe rozgrywki z rzędu z dwucyfrową liczbą goli.
- Czy Berardi staje się ikoną Sassuolo? Nie, Berardi już jest ikoną Sassuolo. 27-latek to piłkarz niezwykle inteligentny i efektywny. Ma ogromny wpływ na wyniki zespołu. Jest jednym z trzech zawodników w pięciu najsilniejszych ligach Europy w tym sezonie, który może pochwalić się tzw. double-double. Oprócz niego ponad 10 goli i ponad 10 asyst zanotowali tylko Mohamed Salah i Kylian Mbappe - zauważa Glibowski.
Ubiegłoroczny mistrz Europy barwy “Neroverdich” reprezentuje przez całą karierę. Owszem, swego czasu połowa jego karty zawodniczej trafiła do Juventusu, ale nigdy nie zadebiutował on w zespole “Starej Damy”. Choć niedługo minie dekada, od kiedy zagrał po raz pierwszy w seniorskim zespole Sassuolo, wciąż jest piłkarzem stosunkowo młodym. Niewykluczone więc, że już wkrótce, będąc nawet żywą legendą klubu z Emilia-Romagna, zdecyduje się jednak na transfer do któregoś z czołowych ekip Półwyspu Apenińskiego czy też Premier League.
- Praktycznie w każdym letnim mercato jak bumerang powraca temat jego transferu do któregoś z włoskich gigantów. Minionego lata Berardi próbował podobno nawet wymusić swoje odejście, ale koniec końców ten plan spalił na panewce. Mając na uwadze jego dotychczasowe podejście do tego tematu, tak naprawdę trudno przewidzieć, czy Domenico w końcu zdecyduje się na taki ruch. Nieprzypadkowo mówi się o nim per “Król Prowincji”. Jedno jest jednak pewne - jeśli znów zostanie w Sassuolo, to jego czarno-zielona legenda będzie tylko rosła - uważa Glibowski.

Indywidualista

- Krok po kroku - ze spokojem odpowiedział Gianluca Scamacca, kiedy na początku sezonu dziennikarz “La Gazzetta dello Sport” poprosił go o ocenę swoich szans na występ w finałach mistrzostw świata na koniec 2022 roku.
- Ale jeśli zdołam rozegrać taki sezon, jaki sobie założyłem, okazja się pojawi - tajemniczo dodał napastnik, który od tamtej pory zdążył już zadebiutować w kadrze aktualnych mistrzów Europy.
Urodzony w Rzymie Scamacca przeszedł dotychczas nietypową, zwłaszcza jak na włoskiego piłkarza, drogę. W wieku 16 lat były zawodnik młodzieżowych zespołów najpierw Lazio, a następnie Romy, niespodziewanie wyjechał kontynuować karierę za granicą. Ale nie w Anglii ani Hiszpanii, ale w PSV Eindhoven. Na Półwyspie Apenińskim niektórzy oskarżyli go wtedy o zdradę. Tym bardziej, że obecny 23-latek nie stronił od upublicznienia powodu wyjazdu z ojczyzny.
- Zawsze uważałem, że we Włoszech istniało “ograniczenie w mentalności”, jeśli chodzi o wprowadzanie i nadawanie wartości młodym zawodnikom - wypalił bez ogródek, z perspektywy czasu, Scamacca. - Byłem przekonany, że wyjeżdżając za granicę, rozwinę się jako młody człowiek i sportowiec.
- Walter Sabatini, dyrektor sportowy Romy z okresu, w którym Scamacca był piłkarzem “Giallorossich”, przyznał po latach, że zrobił wszystko, żeby zatrzymać go w klubie, bo od początku widział w nim potencjał na zostanie podstawową “dziewiątką” w ekipie ze Stadio Olimpico. Były piłkarz Romy, Luigi Di Biagio, trener włoskiej młodzieżówki w tamtym czasie, stwierdził z kolei, że absurdem jest fakt, iż włoskie kluby nie potrafią zatrzymać tak zdolnej młodzieży, i trzeba to jak najszybciej zmienić - dodaje z kolei Marcin Ostrowski z “Calciomerito”.
Rosły napastnik, który w chwili sensacyjnego transferu był już etatowym reprezentantem Włoch na szczeblu młodzieżowym, spędził ostatecznie w Holandii raptem półtora sezonu. W styczniu 2017 roku wrócił do ojczyzny. Od tamtej pory pozostaje zawodnikiem Sassuolo. Przez cztery poprzednie sezony był jednak sukcesywnie wypożyczany, w tym do klubów na poziomie Serie B, a nawet z powrotem do Holandii. W 2019 roku dobrze zaprezentował się podczas rozgrywanych w Polsce finałów mistrzostw świata do lat 20. Na naszych stadionach co prawda nie wpisał się na listę strzelców, ale zwrócił na siebie uwagę połączeniem imponujących warunków fizycznych z wysokimi umiejętnościami technicznymi.
W ubiegłych rozgrywkach Scamacca po raz pierwszy w karierze strzelał gole w Serie A. W barwach Genoi trafił do siatki osiem razy, z czego aż sześciokrotnie w końcówce sezonu. Taki dorobek sprawił, że w końcu doczekał się szansy w wyżej notowanym Sassuolo. Początek wcale nie okazał się łatwy. Do listopadowej przerwy na mecze reprezentacji włoski napastnik miał na koncie zaledwie dwie zdobyte bramki. Przełamanie nastąpiło po powrocie z nieudanego zgrupowania seniorskiej kadry, która nie zdołała uzyskać bezpośredniego awansu do tegorocznego mundialu.
Na przełomie listopada i grudnia Scamacca wpisał się na listę strzelców w trzech spotkaniach z rzędu. W drugim z nich, za sprawą kapitalnego uderzenia zza pola karnego, doprowadził do wyrównania w wyjazdowej konfrontacji z Milanem na San Siro (Sassuolo wygrało ostatecznie 3:1). W trzecim popisał się widocznym na powyższym wideo, potężnym strzałem z powietrza przeciwko innemu kandydatowi do mistrzostwa kraju - Napoli (2:2).
Od tamtego czasu 23-latek w zasadzie się nie zatrzymał. Zdobywając bramkę w niedawnym meczu z Interem (znowu na San Siro i raz jeszcze w wygranym przez Sassuolo spotkaniu, tym razem 2:0), Scamacca osiągnął dwucyfrową liczbę goli strzelonych w tym sezonie Serie A.
- Koniec końców jego kariera poszła więc w dobrą stronę. Sassuolo jest idealnym miejscem do wybicia się dla ofensywnych piłkarzy i idealnym przetarciem przed grą w topowych włoskich klubach. W ten sposób na szerokie wody wypływali Lorenzo Pellegrini, Stefano Sensi, Manuel Locatelli, Jeremie Boga, a następni w kolejce już się ustawiają - zauważa Ostrowski.

Wirtuoz

Podczas gdy Scamacca wyspecjalizował się w trwających rozgrywkach w strzelaniu wyjątkowo spektakularnych goli z nieoczywistych sytuacji (warto zobaczyć również jego trafienie nożycami przeciwko Hellasowi), zupełnie inne boiskowe atuty posiada występujący za plecami środkowego napastnika Giacomo Raspadori. W odróżnieniu od o rok starszego kolegi, ten ostatni już na koniec poprzedniego sezonu został powołany do dorosłej reprezentacji Włoch. Roberto Mancini nieoczekiwanie zabrał utalentowanego, bardziej cofniętego atakującego na finały EURO 2020. Tam ówczesny 21-latek pojawił się nawet na murawie w jednym spotkaniu i został mistrzem kontynentu, a od tamtej pory rośnie w siłę.
Dla równowagi, mierzący raptem 172 centymetry wzrostu Raspadori imponuje przede wszystkim kontrolą piłki na małych przestrzeniach oraz wszechstronnością. Od początku bieżącego sezonu Serie A zdobył dziewięć bramek, z czego aż pięć po podaniach Berardiego, oraz zaliczył cztery asysty, w tym jedną przy golu Scamacci. Oglądając w akcji wychowanka Sassuolo, można odnieść wrażenie, że mamy do czynienia z piłkarzem, “jakich dziś już nie ma”. Filigranowym, znakomicie panującym nad piłką dryblerem, który dysponuje zarazem bardzo mocnym uderzeniem.
Jak bardzo imponujące są dotychczasowe osiągnięcia Scamacci i Raspadoriego w tym sezonie? W obecnych rozgrywkach w pięciu najsilniejszych ligach w Europie tylko Bayer Leverkusen i Arsenal mogą pochwalić się porównywalnie bramkostrzelnymi duetami młodych zawodników, co Sassuolo. Takie zestawienie przedstawia się następująco:
  • Gianluca Scamacca (11) i Giacomo Raspadori (9) = 20 goli
  • Moussa Diaby (12) i Florian Wirtz (7) = 19 goli
  • Bukayo Saka (8) i Emile Smith Rowe (9) = 17 goli
Na papierze równie dobry liczby mają jeszcze tylko Erling Haaland (16) i Donyell Malen (4) z Borussii Dortmund. W praktyce ten ostatni nie wpisał się jednak dotychczas na listę strzelców w Bundeslidze w momencie, gdy na boisku przebywał również ten pierwszy.

Piłkarze

- Nie chcę żołnierzy - mówił kilka miesięcy temu w wywiadzie udzielonym hiszpańskiemu “El Pais” były już trener Sassuolo, Roberto De Zerbi. - Przeciwnie. Jako trener, chcę utrzymać zawodnika nr "10". Chcę pomóc zawodnikom we wszystkim tym, co może im się przydać w grze, w której trzeba współdziałać. To nie jest tenis. To gra 11 osób, które potrzebują siebie nawzajem. Chcę, żeby na boisku wybór zagrania, podania, dryblingu, uderzenia czy zajęcia danej pozycji kosztem innej należał w 100% do piłkarzy.
- Dziś w piłce nożnej, jak i w życiu, występuje dużo mniej męstwa i osobowości niż 20 lat temu - zauważył. - A doszliśmy do tego punktu również z winy trenerów, którzy chcieli żołnierzy. Kiedy z zasady nie pozwalasz na wolność wyboru, myślenia i działania, z czasem spotkasz więcej żołnierzy, a mniej zawodników z osobowością.
W sezonie 2021/22 największą gwiazdą Sassuolo nie jest już trener, choć praca następcy De Zerbiego, Alessio Dionisiego, stopniowo również przynosi coraz lepsze owoce. Można wręcz zaryzykować stwierdzenie, że dopiero w tych rozgrywkach na dobre spełnia się wola byłego szkoleniowca rewelacji ostatnich sezonów Serie A. W Sassuolo błyszczą obecnie niezwykle utalentowani, kreatywni piłkarze.
- Istotą obecnego Sassuolo są jego dwa osobliwe oblicza. Bo ta ekipa ma dwie twarze - z jednej strony potrafi wygrać z Interem, Milanem i Juventusem, a z drugiej remisuje z Genoą i Spezią czy przegrywa 0:4 z Sampdorią. Kiedy Sassuolo mierzy się z najlepszymi zespołami z Półwyspu Apenińskiego, wspina się na absolutne wyżyny swoich możliwości, ale gdy przychodzi zagrać z równymi sobie bądź słabszymi, często zdarza mu się głupio tracić punkty - tłumaczy Glibowski.
- Dlatego, jeśli nie wydarzy się nic nadzwyczajnego i niespodziewanego, czyli na przykład jakiś bogacz z ambicjami sportowymi nie zechce zainwestować w klub z Reggio Emilia Sassuolo w najbliższych latach nadal będzie takim swego rodzaju Robin Hoodem Serie A, który zabiera bogatym, dzieli się z biedniejszymi, a dodatkowo promuje młodych, obiecujących graczy - dodaje.
Biorąc pod uwagę, że drużyna “Neroverdich” pod przewodnictwem Berardiego, Scamacci i Raspadoriego ma jeszcze przed końcem sezonu - w tym w ostatniej kolejce przeciwko Milanowi - mecze z większością czołowych włoskich zespołów, nie można wykluczyć scenariusza, że to właśnie niesamowity tercet Sassuolo zadecyduje w tym sezonie o rozstrzygnięciach w czubie ligowej tabeli.
Trwającymi rozgrywkami Serie A trzęsie bowiem właśnie ta trójka reprezentantów Włoch.
Źródło: własne