Najgroźniejsze wypadki skoczków narciarskich. Fatalne kraksy, bezwładne koziołkowanie i walka o życie

Najgroźniejsze wypadki skoczków narciarskich. Fatalne kraksy, bezwładne koziołkowanie i walka o życie
screen z youtube.com
Autor: Mateusz Hawrot 21 lut 2020 | 13:13
Niedawno minęły cztery lata od tragicznego w skutkach wypadku austriackiego skoczka, Lukasa Muellera, który złamał kręgosłup i został przykuty do wózka inwalidzkiego. W zeszłym tygodniu skoczkowie narciarscy rywalizowali na mamucie w austriackim Bad Mitterndorf, gdzie doszło do feralnej kraksy w 2016 r.
Teraz mają przed sobą lądowanie ponad sto metrów bliżej, bo pucharowa karuzela pierwszy raz w historii zawitała do Rumunii, na normalny obiekt w Rasnovie. A my, by uświadomić, jak niebezpiecznym sportem są skoki narciarskie, prezentujemy Wam zbiór kilku najgorszych, najgroźniej wyglądających wypadków na skoczniach. Nie kierowaliśmy się tylko odniesionymi obrażeniami, bo np. upadek Amerykanina, Nicka Fairalla nie wyglądał tak okropnie, jak kilka wybranych przez nas poniżej, a okazał się katastrofalny w skutkach - zawodnik trafił na wózek inwalidzki.
Niektórzy mieli większe szczęście od Muellera i wychodzili z nich bez poważniejszych obrażeń. Inni wrócili do skakania, ale nigdy nie potrafili wybijać się z progu bez krążących gdzieś w głowie myśli o bolesnych wspomnieniach z przeszłości. Tak jak Jan Mazoch, którego tragedią na Wielkiej Krokwi w Zakopanem w ubiegłej dekadzie żyła cała Polska.

Jan Mazoch - Zakopane 2007

Zwykle głośne, radosne i roztańczone Zakopane zamarło. W konkursie, który nigdy nie powinien się odbywać w takich warunkach atmosferycznych, nie było uczciwej rywalizacji. Po pierwszej serii prowadził przypadkowy skoczek, Rok Urbanc ze Słowenii. Kibice mieli poczucie, że jury w żenujący sposób, za wszelką cenę chce doprowadzić zawody do końca, ale dopóki kolejni zawodnicy lądowali na zeskoku, przeciągano ten “spektakl” w nieskończoność. Aż w końcu doszło do chwili, która na zawsze zmieniła życie Jana Mazocha, młodego skoczka z Czech.
Reprezentant naszych południowych sąsiadów wybił się i w połowie lotu runął z pełnym impetem na twarde podłoże. Nieprzytomny Mazoch leżał kilka sekund na ziemi, zanim podbiegli do niego ratownicy. Trafił do szpitala w stanie krytycznym, ale najważniejszą walkę wygrał. Wybudził się ze śpiączki farmakologicznej i rozpoczął żmudny proces rehabilitacyjny.
Niesamowicie szybko wrócił na skocznię, startował w Pucharze Kontynentalnym, lecz wyników brakowało. Był za to strach związany z ryzykiem, dlatego podjął decyzję o zakończeniu kariery. Dziś nadal odczuwa skutki wypadku, o czym sam niedawno wspominał w jednym z wywiadów. Za skokami nie tęskni, działa w fundacji pomagającej osobom niepełnosprawnym.

Thomas Morgenstern - Bad Mitterndorf/Kulm 2014

Zanim Lukas Mueller podczas testowania obiektu w Kulm w 2016 r. doznał koszmarnej kontuzji, dwa lata wcześniej na tym samym mamucie okropny wypadek miał Thomas Morgenstern. Wybitny austriacki skoczek, a prywatnie przyjaciel Muellera, upadł podobnie do Mazocha - po błędzie na progu ściągnęło mu w dół lewą nartę i pomimo podjętych prób ratunku, z wielką siłą uderzył w zeskok. Tak wielką, że odbił się od ziemi i przekoziołkował kilkadziesiąt metrów w dół.
“Morgiemu” natychmiast rzuciły się na pomoc służby, Austriak błyskawicznie trafił do szpitala, ale w przeciwieństwie do Mazocha, w nieprawdopodobny sposób szybciej doszedł do siebie. Choć jeszcze kilkanaście godzin po wypadku był w ciężkim stanie, to miesiąc później wystartował w Igrzyskach Olimpijskich w Soczi. I zdobył na nich srebrny medal w konkursie drużynowym. Do kolejnego sezonu już jednak nie przystąpił. W wieku zaledwie 27 lat utytułowany zawodnik zawiesił narty na kołku.

Thomas Morgenstern - Kuusamo 2003

Kariera Morgensterna naznaczona była gigantycznym pechem, który dał o sobie znać na początku jego występów w Pucharze Świata. Upadek w Kuusamo odbił się szerokim echem, bo zaledwie 17-letni skoczek miał już na swoim koncie pierwsze sukcesy i wydawało się, że ta kraksa zahamuje ten fantastycznie zapowiadający się talent.
Tak jak kilkanaście lat później, tak i wtedy “Morgi” mógł jednak liczyć na łut szczęścia w obliczu tragedii. Choć upadł na kręgosłup, to “tylko” złamał palec u ręki i doznał wstrząsu mózgu, a po miesiącu z powodzeniem wrócił na skocznię. To nieprawdopodobne, że pomimo wielu fatalnych upadków, m.in. jeszcze w Titisee-Neustadt w 2013 r., ma na koncie osiem złotych medali Mistrzostw Świata, dwie Kryształowe Kule i przede wszystkim indywidualne złoto olimpijskie.

Andreas Wellinger - Kuusamo 2014

Fiński obiekt Rukatunturi zawsze będzie kojarzył się z nierównymi, loteryjnymi warunkami wietrznymi i niebezpiecznymi sytuacjami na skoczni. W Kuusamo groźnie upadł też Andreas Wellinger. Niemiec po wyjściu z progu dostał boczny podmuch wiatru i choć próbował się ratować, to było na to za późno. Narty wypięły mu się jeszcze przed mocnym uderzeniem o zeskok.
Co ciekawe, “Welli” chwilę po zdarzeniu podniósł się w amoku z ziemi, ale szybko został objęty opieką lekarską. Nie stracił przytomności, pomachał kibicom, lecz po szczegółowych badaniach w szpitalu okazało się, że doznał poważnego urazu barku. Chociaż dwa miesiące nie trenował, to jednak miał szczęście w nieszczęściu. Wszystko mogło skończyć się dużo, dużo gorzej.

Walerij Kobielew - Planica 1999

Upadek rosyjskiego skoczka to jeden z najbardziej przerażających momentów w historii skoków. Kobielewowi także “ściągnęło” lewą nartę w dół, lecz stało się to tuż po wyjściu z progu na mamucie w Planicy, przez co Rosjanin spadł z dużej wysokości, bezwładnie lecąc w powietrzu, i jak marionetka z ogromną prędkością zjechał nieprzytomny na zeskok.
Rozpoczęła się walka z czasem. Kobielew w poważnym stanie trafił do szpitala, w którym długo leżał, zanim doszedł do pełni sił. Nie byłoby to możliwe bez Martina Schmitta. Niemiec, który święcił wówczas wielkie sukcesy, sfinansował leczenie i rehabilitację kolegi ze skoczni, przez co ten zdołał wrócić do skakania, zanim zakończył karierę w 2006 r.

Robert Kranjec - Planica 2001

Makabrycznie wyglądał też upadek jednego z najwybitniejszych specjalistów od latania na mamutach, Roberta Kranjca. Słoweński lotnik, który w ubiegłym roku pożegnał się z kibicami w Planicy, właśnie na swoim ulubionym obiekcie niespełna 20 lat temu miał koszmarną kraksę.
Kranjec nie zdołał nawet w pełni ułożyć się w locie i z gigantyczną siłą uderzył - z niewielkiej wysokości - w ziemię. Następnie przerażająco, bezwładnie koziołkował w dół. To wyglądało jak w słynnej grze Deluxe Ski Jump, gdy dla zabawy przedwcześnie sterowany przez gracza skoczek kończy próbę po sekundzie od wybicia. Na Velikance w 2001 r. nikomu do śmiechu nie było. “Robi” połamał żebra, poważnie złamał rękę w kilku miejscach i doznał groźnego urazu głowy. To cud, że po roku był już w stanie bezproblemowo oddawać skoki.
***
Wierzymy, że tak straszliwe wydarzenia na skoczni odeszły do przeszłości. W tym sezonie - odpukać - pomimo wielu problemów z warunkami atmosferycznymi, do żadnych groźniejszych upadków jeszcze na szczęście nie doszło. Skoczkowie muszą być jednak czujni, bo nawet na mniejszych obiektach nietrudno o poważny uraz.
A propos normalnych skoczni, to kto jest faworytem nadchodzących dwóch konkursów w Rasnovie? Treningi i kwalifikacje pokazały, że Stefan Kraft nie zamierza zwalniać tempa i z każdym weekendem chce robić kolejne kroki w kierunku zdobycia Kryształowej Kuli. Plany w Rumunii mogą mu pokrzyżować Karl Geiger, Stephan Leyhe oraz - miejmy nadzieję - Kamil Stoch i Dawid Kubacki. Reprezentanci Polski podczas wszystkich prób na obiekcie HS97 meldowali się w czołówce i możemy się spodziewać włączenia się “Biało-Czerwonych” do walki o najwyższe laury. Pierwszy konkurs dziś o 14:00, drugi jutro o 12:45 czasu polskiego.
Mateusz Hawrot
Źródło: własne