-31 stopni na polskim stadionie. Fani chcieli uciekać

-31 stopni na polskim stadionie. Fani chcieli uciekać
YouTube / screen
To był jeden z najzimniejszych meczów w historii polskiego futbolu. Lech Poznań grał z Juventusem przy odczuwalnej temperaturze -31 stopni. O rozegranie spotkania walczono do końca, a potem...
1 grudnia 2010 roku to data, której nie mogą nie pamiętać sympatycy Lecha Poznań i Juventusu. Obie ekipy zmierzyły się wówczas na Bułgarskiej w starciu piątej kolejki fazy grupowej Ligi Europy. Zarówno polski klub, jak i europejski gigant wciąż mogli zapewnić sobie awans do fazy pucharowej. Na boisku zapowiadały się tym samym duże emocje.
Dalsza część tekstu pod wideo
Zanim gracze obu ekip wyszli jednak na murawę, o emocje postanowiła zadbać matka natura. Nad kraj nadciągnęły masy arktycznego powietrza, co poskutkowało błyskawiczną zmianą pogody. W wielu miejscach zaczął sypać śnieg, zaś niska temperatura w kilka godzin obniżyła się do jeszcze niższej. Podobne warunki panowały również w Poznaniu.
Zima zaatakowała tam z animuszem. Drogi pokryła gruba warstwa śniegu, a rzeka Warta była skuta lodem. Wszystko wskazywało na to, że meczu Lecha z Juventusem nie uda się rozegrać. Pracownicy klubu robili jednak wszystko, co mogli, żeby doprowadzić do rozegrania spotkania. Boisko odśnieżano przez cały czas, a podgrzewanie murawy ustawiono na najwyższy poziom.
Rano na wizytacji pojawili się gracze obu klubów. O ile Polacy przyznali, że jakoś przecierpią, o tyle Włosi stwierdzili, że nie będą grali w takich warunkach, nie chcąc odnieść kontuzji. Finalnie na kilka godzin przed zaplanowanym pierwszym gwizdkiem na stadionie pojawił się delegat UEFA. Regulamin UEFA mówił jasno: przy temperaturze -15 stopni zalecano odwołanie starcia.
Jak było, przytoczył ostatnio Łukasz Olkowicz z Przeglądu Sportowego Onet. Rano delegat UEFA nie miał żadnych zastrzeżeń w stosunku do temperatury i nawierzchni. Po południu temperatura, wbrew prognozom, według których miało być co najwyżej -12 stopni, spadła jednak do -17 stopni.
Przedstawicielom klubu pozostało zatem... pocieranie termometru, żeby pokazał on o dwa stopnie wyższą wartość. Gdy się udało, termometr pokazano delegatowi, który podjął decyzję, że mecz dojdzie do skutku. Wieczorem sędzia główny oraz delegat potwierdzili, że spotkanie się odbędzie.
Wkrótce na stadion przybyli fani obu klubów. O ile po zmroku przestał prószyć śnieg, a temperatura podskoczyła do zapowiadanych -12 stopni, o tyle problemem okazał się być wiatr. Dmuchało z prędkością ośmiu metrów na sekundę. Sprawiało to, że odczuwalna temperatura wynosiła -31 stopni. Część kibiców próbowała wrócić się do domów po cieplejsze okrycia. Odwrotu jednak nie było.
Wiele choćby za cienkie kurtki oddaliby natomiast piłkarze, którzy musieli spędzić w takich warunkach 90 minut. Wszyscy jednak wytrwali, włącznie z zawodnikami rezerwowymi oraz otulonymi szalikami Jose Mari Bakero i Luigim Delnerim. Przebieg gry jest znany - Lech prowadził od 12. minuty po trafieniu Artjomsa Rudnevsa, w 84. minucie wyrównał Vincenzo Iaquinta. Skończyło się 1:1.
Współczesny rekord temperatury w polskim futbolu pobijano później dwukrotnie. Paweł Mogielnicki z 90minut.pl przekazał, że w 2011 roku podczas meczu Arki Gdynia z Wisłą Kraków w 16. kolejce Ekstraklasy było -13 stopni. -14 stopni odnotowano natomiast całkiem niedawno, w trakcie niedzielnego spotkania Motoru Lublin z Pogonią Szczecin w 19. kolejce PKO BP Ekstraklasy.
***
Tekst powstał w ramach cyklu "Polska Piłka", w którym wspominamy m.in. piłkarzy biegających niegdyś po polskich boiskach, pamiętne mecze przedstawicieli Ekstraklasy w Europie, a także nieco zapomniane już kluby z naszego kraju.
Michał - Boncler
Michał BonclerDzisiaj · 14:32
Źródło: 90minut.pl / Przegląd Sportowy Onet

Przeczytaj również