7:1, kompletna miazga Wisły Kraków! O tym meczu mogliście nie wiedzieć

7:1, kompletna miazga Wisły Kraków! O tym meczu mogliście nie wiedzieć
screen CANAL+
To starcie na stałe wpisało się do kanonu ekstraklasowej klasyki, choć mogą pamiętać o nim tylko starsi kibice. W sezonie 2004/05 Zagłębie Lubin przegrało z Wisłą Kraków aż 1:7.
Ekstraklasa, a w szczególności bieżąca kampania, w której każdy wygrywa z każdym, nie przyzwyczaiła fanów do wysokich rezulttaów. W przeciwieństwie do niedawnego starcia Rakowa Częstochowa z GKS-em Katowice, gdzie padło osiem bramek, w rozgrywkach ligowych trudno o starcia z więcej niż czterema golami. O wyższe rezultaty łatwiej było w sezonach z ostatnich kilkunastu lat.
Dalsza część tekstu pod wideo
Wówczas dysproporcje między klubami były większe. Dowodzi tego mecz Zagłębia Lubin z Wisłą Kraków z kampanii 2004/05. Rozegrane na Dolnym Śląsku spotkanie siódmej kolejki z 25 września na zawsze zapisało się w historii Ekstraklasy. Do dziś plasuje się w czołówce najwyższych wyników tej klasy rozgrywkowej. A dodatkowym smaczkiem był kuriozalny incydent przy linii bocznej.
Krakowianie od początku przeważali. Lanie rozpoczęło się w 20. minucie. Rezultat otworzył Maciej Żurawski. Wtedy nie wytrzymał trener gospodarzy Drażen Besek. Szkoleniowiec był wściekły na decyzję arbitra liniowego. Domagał się odgwizdania spalonego Żurawskiego. We wściekłości kopnął leżącego obok buta, który zatrzymał się na twarzy arbitra liniowego.
Sędzia główny nie okazał szkoleniowcowi litości. Nakazał mu opuszczenie ławki rezerwowych i zajęcie miejsca na trybunach. Czy z nim, czy bez niego, Zagłębiu nie szło najlepiej. Dziewięć minut później było już 0:2. Żurawski skompletował dublet. W 38. minucie zrobiło się 0:3. Piłkę w siatce umieścił Marek Zieńczuk. Taki rezultat utrzymał się do przerwy.
Po przerwie Zagłębie próbowało wrócić do gry. W 52. minucie zanotowało honorowe trafienie. Do siatki trafił Rafał Piętka. W pewnym momencie wydawało się, że obraz rywalizacji może obrócić się o 180 stopni. Tak się jednak nie stało, zaś wpływ na to miała nie tylko znakomita dyspozycja gości, lecz także niesamowite błędy gospodarzy.
Trener gości Henryk Kasperczak mógł tylko patrzeć i podziwiać grę swoich podopiecznych. W 55. minucie futbolówkę między słupkami umieścił tworzący budzący postrach duet z Żurawskim Tomasz Frankowski. Sześć minut później zrobiło się 1:5. Gola strzelił Damian Gorawski. W 64. minucie było już 1:6. Dublet zaliczył wspomniany Zieńczuk.
Wynik w 74. minucie ustalił wprowadzony chwilę wcześniej z ławki rezerwowych Marcin Kuźba. Szans było jeszcze kilka. Lubinian uratowały wyłącznie decyzje arbitra o odgwizdaniu minimalnych spalonych. W innym przypadku rezultat byłby dwucyfrowy. Koniec końców utrzymał się rezultat 1:7. Taki sam lub wyższy wynik padł w XXI wieku jedynie sześć razy.
Wrześniowe zmagania były wyłącznie preludium dla tego, co stało się później w rozgrywkach. Zagłębie cudem utrzymało się w lidze, plasując się na ostatniej nad strefą spadkową 12. pozycji. Wisła zajęła natomiast pierwszą lokatę, sięgając po mistrzostwo z monumentalną przewagą nad drugą Dyskobolią Grodzisk Wielkopolski oraz trzecią Legią Warszawa.
***
Tekst powstał w ramach cyklu "Polska Piłka", w którym wspominamy m.in. piłkarzy biegających niegdyś po polskich boiskach, pamiętne mecze ligowe i przedstawicieli Ekstraklasy w Europie, a także nieco zapomniane już kluby z naszego kraju.
Michał - Boncler
Michał BonclerDzisiaj · 19:45
Źródło: Historia Wisły / własne

Dyskusja

Przeczytaj również