7:1 w Ekstraklasie. Pamiętacie? Nawet Raków był w szoku
Przed wami jedna z największych deklasacji w najnowszej historii PKO BP Ekstraklasy. Starcie Rakowa Częstochowa z Wisłą Płock w rozgrywkach 2022/23 zapowiadano jako hit. Był hit - demolka. Aż 7:1!
W ostatnich latach PKO BP Ekstraklasa w oczach wielu zyskała miano jednej z najbardziej wyrównanych europejskich lig. Zarówno poprzednie sezony, jak i obecna kampania pokazały, że każdy może wygrać z każdym. Drużyny typowane do spadku walczą o mistrzostwo, a zespoły typowane do mistrzostwa walczą o utrzymanie.
Nie oznacza to jednak, że nie zdarzają się mecze, w których faworyt nie jest znany właściwie od pierwszej do ostatniej minuty. W najnowszych annałach PKO BP Ekstraklasy zdarzyło się kilka takich spotkań, zaś jednym z nich było starcie Rakowa Częstochowa z Wisłą Płock w rozgrywkach 2022/23. Starcie o tyle ciekawe, że było hitem 15. kolejki. Raków zajmował pierwszą pozycję, Wisła plasowała się na piątej lokacie.
Wyglądało na to, że odbywający się 5 listopada mecz będzie wyrównany, a, jak często bywa w hitach PKO BP Ekstraklasy, obie ekipy mogą ani razu nie trafić do siatki. Nic bardziej mylnego. Raków rozpoczął z animuszem. W trzeciej minucie wynik otworzył Vladislavs Gutkovskis. Trafił do siatki głową po wrzutce Dominika Kuna.
W siódmej minucie było już 2:0. Krzysztof Kamiński zatrzymał strzał Tomasa Petraska, natomiast nie był w stanie poradzić sobie z uderzeniem Gutkovskisa. Po tych ciosach tempo gry spadło. Wisła zaczęła grać ostrożniej, chcąc uniknąć następnych grzmotów. Przez kilkadziesiąt minut ta taktyka się sprawdzała. Przestała jednak jeszcze przed przerwą.
W 37. minucie zrobiło się 3:0. Rzeźniczak sfaulował Gutkovskisa w polu karnym, a poszkodowany wykonał "jedenastkę". W 40. minucie Gutkovskis zaliczył czwarte trafienie. Pokonał Kamińskiego, wykorzystując prostopadłe podanie Frana Tudora. Został siódmym graczem, a pierwszym obcokrajowcem, z czterema trafieniami w pierwszej połowie starcia Ekstraklasy. Dołączył do Macieja Żurawskiego czy Marcina Robaka.
W 46. minucie Wisła zdobyła się na honorowe trafienie. Po zamieszaniu w polu karnym Kristian Vallo zagrał do Davo, który pokonał Vladana Kovacevicia. W drugiej połowie obraz zmagań wrócił jednak do normy. W 60. minucie było już 5:1. Wiktor Długosz ruszył skrzydłem, po czym dograł do Bartosza Nowaka. Ten podciął piłkę nad głową Kamińskiego.
W 88. minucie zrobiło się 6:1. Władysław Koczerhin się nie bał i przymierzył zza pola karnego. Kamiński nie miał szans na skuteczną interwencję. Raków ustalił rezultat w 90. minucie. Tudor podał do Koczerhina, który nawinął oponentów i płasko wpakował piłkę między słupki. Po chwili sędzia zagwizdał po raz ostatni. Raków ograł Wisłę 7:1.
Listopadowe zmagania można poczytywać jako zwiastun tego, co wydarzyło się po zaledwie kilku miesiącach. Raków Częstochowa nie dał żadnych szans Legii Warszawa i Lechowi Poznań. Zajął pierwszą pozycję i zdobył mistrzostwo kraju. Wisła Płock podzieliła losy Miedzi Legnica i Lechii Gdańsk. Uplasowała się na 16. lokacie i zleciała z ligi.

***
Tekst powstał w ramach cyklu "Polska Piłka", w którym wspominamy m.in. piłkarzy biegających niegdyś po polskich boiskach, pamiętne mecze ligowe i przedstawicieli Ekstraklasy w Europie, a także nieco zapomniane już kluby z naszego kraju.