9:0 w Ekstraklasie. To było historyczne lanie, kibice wyszli ze stadionu

Takiego łomotu w polskiej najwyższej klasie rozgrywkowej w XXI wieku nie widziano. W sezonie 2002/2003 Górnik Zabrze rozjechał, rozsmarował, rozwalcował Pogoń Szczecin. Było 9:0! Dacie wiarę?
Ostatnie sezony PKO BP Ekstraklasy są niezwykle wyrównane. Szczególnie w kończącym się właśnie dostrzegalne są niezwykle małe różnice punktowe między klubami.
Zgoła inaczej wyglądał sezon 2002/2003. Na wyłonienie mistrza Polski w ówczesnej I lidze trzeba było co prawda poczekać równie długo co obecnie, jednak kibice rekordowo szybko poznali pierwszego spadkowicza. Została nim Pogoń Szczecin. Klub w 30 kolejkach zainkasował dziewięć punktów, notując dwie wygrane, trzy remisy i 25 przegranych.
"Portowcy" byli wtedy w okresie przejściowym. Właścicielem klubu przestał być Sabri Bekdas, z kolei jeszcze nie został nim Antoni Ptak. Zespół z miesiąca na miesiąc popadał w coraz większe kłopoty finansowe. Poskutkowało to odejściem kluczowych piłkarzy. Pierwsze skrzypce odgrywali zawodnicy młodzi i niedoświadczeni, co sprawiło, że Pogoń szybko została dostarczycielką punktów.
W ówczesnej kampanii "Portowcy" dostali lanie od Lecha Poznań (0:6) i Odry Wodzisław Śląski (1:7). Rekordowy łomot w meczu 20. kolejki, który odbył się 9 kwietnia, sprawił im jednak Górnik Zabrze. Choć od spotkania minęły 23 lata, a w starciu Lecha Poznań z Puszczą Niepołomice z 2025 r. (8:1) było blisko powtórzenia tego wyczynu, to wciąż najwyższa wygrana w Ekstraklasie w XXI wieku.
Drużyna z Zabrza prowadzona przez - tak, tak! - Waldemara Fornalika błyskawicznie przystąpiła do demolowania szczecińskiego zespołu Jerzego Wyrobka. W dziewiątej minucie zrobiło się 1:0. Piłkę w siatce umieścił Adam Kompała. W 24. minucie wynik podwyższył Rafał Kaczmarczyk. Pięć minut później było już 3:0. Futbolówkę między słupki wpakował Tomasz Prasnal. W 45. minucie Kaczmarczyk skompletował dublet. Do przerwy było 4:0.
Po wznowieniu obraz gry nie uległ zmianie. W 53. minucie zrobiło się 5:0. Przemysława Norkę pokonał Adrian Sikora. Sześć minut później trafienie na swoim koncie zapisał także Marek Koźmiński. W 61. minucie drugiego gola strzelił Kompała. Pięć minut później drugą bramkę zdobył również Sikora. W 87. minucie było już 9:0. Kompała skompletował hat-tricka. Demolka dobiegła końca.
O skali lania niech powiedzą liczby. Górnik oddał 31 strzałów, w tym trzy razy w słupek oraz raz w poprzeczkę. Pogoń oddała zero uderzeń. Bramkarz Piotr Lech mógł równie dobrze udać się na kawę, liczbę jego kontaktów z piłką można było policzyć na palcach jednej ręki. Na grę Pogoni nie mogli patrzeć jej kibice. Część fanów opuściła stadion w przerwie, a inni ulotnili się chwilę po ostatnim gwizdku.
Górnik uplasował się w środku stawki. Klub w 30 kolejkach zainkasował 41 punktów, notując 10 wygranych, 11 remisów i dziewięć przegranych. Aż strach pomyśleć, do czego by doszło, gdyby z Pogonią zagrała w pełni dysponowana Wisła Kraków, lub pucharowicze, Dyskobolia Grodzisk Wielkopolski, GKS Katowice i Wisła Płock. "Dwucyfrówki" w Ekstraklasie w XXI wieku jednak nie widziano.

***
Tekst powstał w ramach cyklu "Polska Piłka", w którym wspominamy m.in. piłkarzy biegających niegdyś po polskich boiskach, pamiętne mecze ligowe i przedstawicieli Ekstraklasy w Europie, a także nieco zapomniane już kluby z naszego kraju.