Boniek mocno ws. postępowania Wisły z Sanchezem. Królewski reaguje: Co za głupoty

Zbigniew Boniek wypowiedział się dla Polsatu Sport o głośnym transferze Jordiego Sancheza z Wisły Kraków do Pogoni Szczecin, krytykując Jarosława Królewskiego. Ten błyskawicznie zareagował na słowa byłego prezesa PZPN.
Jordi Sanchez niespodziewanie zamienił Wisłę na Pogoń w końcówce okienka. "Portowcy" aktywowali klauzulę w kontrakcie Hiszpana i zaoferowali mu wysoki kontrakt. Wisła została zaskoczona odejściem najlepszego strzelca, ale nie o samo odejście, a jego styl i okoliczności miał pretensje Jarosław Królewski, który pisał, że Pogoń złamała przepisy, negocjując z zawodnikiem bez poinformowania o tym "Białej Gwiazdy".
Teraz głos nt. całej sytuacji z transferem zabrał Zbigniew Boniek. "Zibi" udzielił wywiadu Michałowi Białońskiemu z Polsatu Sport, nie przebierając w słowach.
- Ale po to piłkarze mają menedżerów, żeby kluby mogły się z nimi kontaktować. Jeśli jakiś piłkarz ma klauzulę odejścia w kontrakcie, to na ogół nie jest to tajna wiedza. Muszę powiedzieć, że pan Królewski to inteligentny człowiek, lubi polemikę, na platformie X lubi się “boksować”, ale inteligencja pozwala mu na wycofanie się w odpowiednim momencie. Już przy sporze o niewpuszczanie kibiców Wisły Śląsk miał przegrać walkowerem, ale okazało się, że przegrała w ten sposób Wisła. Natomiast w sporze z Pogonią pan Królewski w ogóle nie ma racji - stwierdził Boniek.
- Zatrudnił Sancheza, który miał w kontrakcie klauzulę. Wystarczyło w niej po prostu doprecyzować, że w oknie letnim klauzula obowiązuje do np. 30 czerwca. Gdyby ktoś z niej skorzystał, Wisła miałaby miesiąc na sprowadzenie następcy. (...) Wtedy nikt by Królewskiemu nie wykupił piłkarza z dnia na dzień, już po rozpoczęciu rozgrywek. Sanchez mógłby odejść tylko w pauzie między rozgrywkami - tłumaczył. - Prezes Królewski nie zdecydował się na takie zapisy, bo on po prostu o tym nie wie, bo on ciągle się uczy prowadzenia klubu. Sanchez trafił do Wisły za darmo i wywalczył sobie klauzulę odejścia w kontrakcie - dodał Boniek.
Zdaniem byłego prezesa Polskiego Związku Piłki Nożnej piłkarze, owszem, dają z siebie wszystko, ale koniec końców myślą o finansach.
- Ten przypadek pokazuje jeszcze jedną rzecz: klub kochają kibice i to oni są jego największą wartością. Z kolei piłkarze dają wszystko, co możliwe dla klubu i tak samo postępował Sanchez, bo jest zawodowcem. Ale gdy tylko ktoś inny zaoferuje im większą kasę, to natychmiast pakują manatki. Tak Legia straciła Radovicia w lutym 2015 r., przed rewanżem z Ajaksem, bo Chińczycy zapłacili więcej - czytamy. - W takich sytuacjach dla piłkarzy nie liczy się to, że jeszcze wczoraj całowali godło klubu. Za pięć minut chcą odejść. Niestety, czasy, w których piłkarze niemal przez całe życie reprezentowali jeden klub, tak jak Deyna Legię, minęły. Dziś piłkarzy tak przywiązanych do swego klubu już prawie nie ma. Jednym z ostatnich był "Jędza" (Artur Jędrzejczyk - przyp. red.). Poza tym obowiązuje zasada: daje ci ktoś więcej pieniędzy, to z dnia na dzień odchodzisz - skwitował Boniek.
Na słowa "Zibiego" krótko zareagował sam Jarosław Królewski. Na portalu X określił je jako "głupoty".