Boniek ostro o Widzewie. "Mam nadzieję, że Dobrzycki nad tym zapanuje"
Najbliższe lato ma być czas kolejnych zmian w Widzewie Łódź. W rozmowie z Polsatem Sport na ten temat wypowiedział się Zbigniew Boniek.
W mediach sporo pisze się o potencjalnych ruchach transferowych w Widzewie. Na razie nie przekłada się to jednak na konkrety, jeśli chodzi o wzmocnienia.
- Trudno mi się wypowiedzieć na temat Widzewa, bo nie mam żadnego kontaktu z jego decydentami. Obserwując to z dala, dochodzę do wniosku, że Widzew jest klubem najbardziej medialnym w takim sensie, że wydaje się, iż kupuje całą ligę i niemal wszystkich trenerów. Prawie codziennie ktoś Widzewowi coś sprzedaje, ale tak naprawdę na razie nie widzę, aby się cokolwiek działo - powiedział Boniek.
- Od dawna powtarzam, że drużyny się nie kupuje poprzez transfery dobrych piłkarzy, tylko drużynę się konstruuje, dobierając brakujące w niej elementy. Słyszę, że ma przyjść pan Masłowski. W marcu ubiegłego roku na dyrektora zatrudniono Mindaugasa Nikoliciusa i słyszałem, że to jest świetny, fantastyczny wybór. Tymczasem kupił 14-15 piłkarzy, z których gra jeden-dwóch, a co się dzieje z resztą, to zupełnie nie wiadomo - stwierdził.
- Później przedstawiano jako dyrektora sportowego Dariusza Adamczuka, który może wszystko zrobić i ostatni zimowy okres transferowy trochę inaczej wyglądał. Oczywiście, zdarzały się niewypały, jak Zeqiri i Bukari, ale większość sprowadzonych wówczas piłkarzy uratowała Widzew przed spadkiem: Drągowski, Kapuadi, Wiśniewski, Kornvig itd. - ocenił.
Boniek zachowuje duży dystans wobec zapowiadanego angażu Masłowskiego. Jego zdaniem zatrudnienie działacza wcale nie jest gwarancją lepszych wyników.
- W Widzewie się szybko w kimś zakochują, ale jeszcze szybciej odkochują. Mam nadzieję, że pan Dobrzycki zapanuje nad tym. Dzisiaj się wydaje, że gwiazdą Widzewa może być Łukasz Masłowski. Ja pana Masłowskiego nie znam. Widzę, że zrobił dobrą robotę w Jagiellonii, ale już przed laty pracował i w Widzewie, i w Wiśle Płock. Jego praca w innych warunkach nie dawała takich owoców jak w Białymstoku - zakończył.