Brutalna pomyłka Lecha. Takiego parodysty w bramce dawno nie widzieli

Trudno znaleźć większą pomyłkę Lecha Poznań w ostatnich latach. Artur Rudko miał zapewnić stabilność między słupkami, jednak mógł co najwyżej zapewnić stabilność ławki rezerwowych.
Artur Rudko rozpoczynał karierę w Dynamie Kijów. W ciągu kilkunastu lat przebił się przez wszystkie szczeble juniorskie, co zaprowadziło go na poziom seniorski, na którym zadebiutował w 2009 roku. Przez długi czas mógł jednak tylko pomarzyć o grze w pierwszym zespole. Zamiast tego występował w drugiej drużynie.
Tam cały czas pozostawał pewnym punktem ekipy. Przełom nadszedł w 2015 roku. Wówczas stwierdzono, że Rudko przerósł ekipę rezerw i został wypożyczony do występującej w ukraińskiej ekstraklasie Howerłej Użhorod. Tam zaprezentował znakomitą dyspozycję, biorąc pod uwagę, że jego ekipa była czerwoną latarnią.
Po kilku miesiącach Rudko wrócił do klubu. W sezonie 2015/16 otrzymał pierwsze szanse w macierzystym klubie, za to w kampanii 2016/17 spędził między słupkami dużą część rozgrywek. Potem klub postanowił jednak wzmocnić konkurencję, wobec czego bramkarz musiał trafić na ławkę rezerwowych. Niekiedy znajdował się również poza składem.
Z czasem sytuacja w klubie przestała go satysfakcjonować. Przed startem rozgrywek 2019/20 zdecydował się opuścić ekipę. Na zasadzie darmowego transferu został nowym graczem Pafosu. Tam golkiper czuł się jak ryba w wodzie. Spędził trzy lata w roli niepodważalnej "jedynki", notując wiele czystych kont i ratując swój klub przed spadkiem z ligi.
W 2022 roku Rosja zaatakowała Ukrainę. Rudko stał się tym samym ewenementem. Jako pierwszy gracz po wybuchu wojny postanowił wrócić do ojczyzny. Trafił do Metalista Charków. Koniec końców nie rozegrał tam jednak nawet jednego starcia. Od razu przeniósł się bowiem na wypożyczenie do Lecha Poznań. Klub pokładał w nim wielkie nadzieje.
Na nadziejach się jednak skończyło. Swoimi nieporadnymi interwencjami bramkarz zawalił klubowi najpierw pierwszą rundę eliminacji Ligi Mistrzów, następnie drugą rundę eliminacji Ligi Konferencji. Potem zagrał tylko w dwóch starciach: w PKO BP Ekstraklasie ze Stalą Mielec i w Pucharze Polski ze Śląskiem Wrocław.
W następnych miesiącach miejsce dla Rudki znajdowało się albo na ławce rezerwowych, albo poza składem, grając w rezerwach. Tam golkiper złapał dodatkowych sześć występów. Wiadomo było jednak, że mimo klauzuli wykupu w umowie klub nie zdecyduje się go wykupić. W związku z tym 2023 roku wrócił do macierzystej ekipy. Ta za to także postanowiła się go pozbyć.
Rudko wzmocnił Szachtara Donieck. Pytanie, czy w klubie oprócz trenera i członków sztabu szkoleniowego wiedziano o jego istnieniu. Oprócz jednego starcia w ukraińskiej ekstraklasie był bowiem odpowiedzialny tylko za grzanie ławki rezerwowych. Niezadowolony znów zmienił klub. W 2024 roku trafił do Czornomorca Odessa. Tam grał regularnie, jednak spuścił klub z ligi.
Rudko pozostał wobec tego bez klubu. We wrześniu 2025 roku ponownie zrobiło się o nim głośno. W akcie desperacji próbował przekroczyć granicę ukraińsko-mołdawską. Został jednak zawrócony na szkolenie do centrum szkoleniowego Sił Zbrojnych Ukrainy. Stamtąd miał zaś trafić na front. Finalnie mu się upiekło. W poprzednich tygodniach ściągnęła go bowiem To4ka Odessa, co uchroniło go od służby wojskowej.
***
Tekst powstał w ramach cyklu "Polska Piłka", w którym wspominamy m.in. piłkarzy biegających niegdyś po polskich boiskach, pamiętne mecze ligowe i przedstawicieli Ekstraklasy w Europie, a także nieco zapomniane już kluby z naszego kraju.