Burza po dofinansowaniu dla Śląska Wrocław. Miasto znów dorzuca do interesu, Królewski zabrał głos

Śląsk Wrocław może liczyć na kolejne dofinansowanie z miejskich funduszy. Do klubu ma trafić aż 30 milionów złotych. To wywołało prawdziwą burzę.
Śląsk pozostaje klubem miejskim. Władze zaś nie wahają się przed dorzucaniem kolejnych pieniędzy do budżetu. Na początku 2026 roku poinformowano o kwocie 30 mln złotych, co opisywaliśmy TUTAJ. Przelew spodziewany jest jeszcze w tym tygodniu, a wspomniana kwota zostanie częściowo przeznaczona na transfery.
Taki ruch ze strony miasta sprawił, że pojawiło się mnóstwo krytycznych komentarzy. Dotyczą one zaburzenia rywalizacji, podkreślono brak sensu inwestowania ze strony prywatnych przedsiębiorców.
- Ciąg dalszy patologii we Wrocławiu - napisał Kuba Szlendak, analityk finansowy, który zajmuje się między innymi futbolem.
- Wow, muszą mieć świetną akademię, która wyszkoliła wybitny talent, że go zimą za takie pieniądze sprzedali - ironicznie stwierdził Szymon Janczyk.
- Jeden właściciel klubu ryzykuje swoimi pieniędzmi. Potrzebuje sprzedawać piłkarzy, by zapewnić przychód na pokrycie kosztów. Drugi właściciel po prostu klika enter, a na konto klubu idą pieniądze, ale nikt z zatwierdzających przelew nie odczuje tego we własnym portfelu. Taka tam różnica. Chora, patologiczna rywalizacja - podsumował Przemysław Langier.
Ale oburzeni byli nie tylko dziennikarze i eksperci. Głos zabrał również Jarosław Królewski. Prezes Wisły Kraków zaczął wyliczać, jak wygląda dofinansowanie ze strony Wrocławia, ale na inne sektory. Znacznie mniej przeznaczone zostanie na między innymi pomoc socjalną dla uczniów, dożywianie, rehabilitację niepełnosprawnych i schroniska dla zwierząt. Łącznie.
Aktualnie Śląsk zajmuje siódme miejsce w tabeli I ligi, traci cztery punkty do drugiej Polonii Bytom. Drużyna wróci do rywalizacji 8 lutego, kiedy zmierzy się z Ruchem Chorzów.