Były kadrowicz kpi z transferów Widzewa. "Wzmocnienie przeciwników"
Widzew Łódź był bardzo aktywny podczas zimowego okna transferowego, ale na razie wielkie wydatki nie przełożyły się na dobre wyniki. Z piłkarzy, którzy pojawili się w klubie w ostatnich tygodniach, zakpił Radosław Kałużny.
Widzew na nowych zawodników przeznaczył ponad 13 mln euro. Sprowadził m.in. Bartłomieja Drągowskiego, Przemysława Wiśniewskiego, Lucasa Leragera i Osmana Bukariego.
Wielki rozgłos towarzyszył zwłaszcza pojawieniu się w Łodzi ostatniego z nich. Widzew kupił go za ponad 5 mln euro, ale na razie piłkarz zawodzi.
- Wydawało się, że Widzew zatrudnia ciekawych graczy także z zagranicy, lecz na razie wyglądają jak wzmocnienie przeciwników. Patrzyłem na mecz widzewiaków w Katowicach przeciwko GKS. Cóż, zagrali koszmarnie, a od ich teoretycznej gwiazdy Osmana Bukariego, daję słowo, ja bym lepiej zagrał - powiedział Kałużny w Przeglądzie Sportowym.
- Naprawdę zastanawiam się, jak można było zapłacić za tego chłopaka 5 mln euro. Być może on się przebudzi i weźmie do roboty, lecz w tym momencie wygląda, że Widzew zdefraudował kupę pieniędzy - dodał.
Były reprezentant Polski nie jest też fanem Igora Jovićevicia. Na razie Widzew pod jego wodzą wygrał tylko dwa z dziewięciu ligowych meczów.
- Ten trener od początku nie wyglądał mi na konkretnego fachowca, a start rundy tylko to potwierdził. Teraz Widzew może oberwać od nieprzyjemnie grającej Wisły Płock, a wtedy zrobi się… bardzo nieprzyjemnie - podsumował Kałużny.