Były kadrowicz wstawił się za Kozakiem. "Ktoś rozpętał nagonkę"
Trwa przeciąganie liny między Miłoszem Kozakiem i Śląskiem Wrocław. Dosadnie o całej sytuacji wypowiedział się Radosław Kałużny.
Kozak został piłkarzem Śląska przed rozpoczęciem obecnego sezonu. Miał pomóc drużynie w szybkim powrocie do Ekstraklasy, ale rozczarował. Wrocławski klub przesunął go do rezerw.
W ostatnich dniach pojawiły się informacje, że Śląsk chciałby rozwiązać umowę z Kozakiem, ale piłkarz odrzucił jego ofertę. Sam zawodnik wydał oświadczenie, w którym wyjaśnił, że nie miał czego odrzucać, bo nie otrzymał jeszcze żadnej propozycji.
Atmosfera wokół Kozaka jest bardzo gęsta. Kałużny podkreśla, że trudno za całe zamieszanie winić zawodnika.
- Jeśli chce wypełnić kontrakt, zarobić to, na co się umawiał ze Śląskiem, i to, co podpisał, nawet pod groźbą przesunięcia do rezerw, takie jego prawo. Moim zdaniem ktoś - nie bez powodu - rozpętał nagonkę na tego chłopaka, by robiąc wokół niego nieprzyjemny szum, niejako przymusić do rozwiązania umowy - stwierdził Kałużny w Przeglądzie Sportowym.
- Jeśli jest za słaby piłkarsko i czyimś zdaniem zarabia niewspółmiernie wiele do swoich umiejętności i wymagań Śląska, to pretensje należy kierować do tych, którzy go zatrudniali i zaakceptowali tych kilkadziesiąt tysięcy pensji. Nie do niego! - dodał były reprezentant Polski.
- Kozakowi blisko do trzydziestki, zapewne ta umowa to jego kontrakt życia, a nawet jeżeli nie, to jedna z lepszych w jego piłkarskiej przygodzie. Podobnych pieniędzy nigdzie nie dostanie, więc woli trzymać się tego, co ma. No i gratulacje dla jego menedżera, który taki pieniądz mu wynegocjował - zakończył Kałużny.