Lider MLS pokazał moc, Lewandowski był tłem. Tragiczna seria trwa

Chicago Fire przegrało na wyjeździe z Nashville SC 0:3 i zanotowało siódmy mecz z rzędu bez zwycięstwa. Pełne 90 minut zanotował Robert Lewandowski, lecz nie miał nic do powiedzenia.
Ostatnie tygodnie nie były łatwe z perspektywy Chicago Fire, wszak zespół Gregga Berhaltera nie wygrał żadnego z ostatnich sześciu spotkań. Przed tygodniem uległ New England Revolution 1:2.
Szansa powrotu na właściwe tory nadarzyła się w sobotę. Zadanie nie było jednak proste, bo rywalem "Strażaków" był lider Konferencji Wschodniej, Nashville SC. Różnicę klas było widać aż nadto.
Na bramkę otwierającą wynik starcia czekano do 33. minuty. Po wrzutce z głębi pola piłkę do Sama Surridge'a zgrał Reed Baker-Whiting. Anglik uciekł spod krycia defensorów i strzałem z kilku metrów trafił na 1:0.
Nashville SC poszło za ciosem i na niespełna kwadrans przed końcem regulaminowego czasu gry podwyższyło na 2:0. Na listę strzelców wpisał się Cristian Espinoza, który mocnym strzałem pokonał bramkarza.
W 87. minucie wszelkich formalności dopełnił zaś Hany Mukhtar. Niemiec sfinalizował szybką kontrę swojego zespołu i ustalił wynik meczu.
Robert Lewandowski mógł jedynie pozazdrościć swoim rywalom. Na boisku spędził w sumie 90 minut, lecz tego wieczoru był bezradny. W sumie oddał trzy strzały na bramkę, ale nie wpłynął na losy spotkania.
Chicago Fire przegrało 0:3 i zanotowało siódmy mecz z rzędu bez zwycięstwa. W tabeli Konferencji Wschodniej MLS przekłada się to na piąte miejsce. Liderem jest Nashville SC, które ma 11 punktów więcej od New England Revolution. Na trzeciej pozycji plasuje się Inter Miami.