Debiut w Lidze Mistrzów coraz bliżej. Niemożliwe, kto strzelił decydującego gola

NEC Nijmegen jest coraz bliżej wywalczenia pierwszego w historii awansu do Ligi Mistrzów. Holenderski zespół pokonał w trzeciej rundzie eliminacji Olympiakos 2:1. Zwycięskiego gola zdobył w dogrywce zapomniany talent.
Pierwszy mecz trzeciej rundy eliminacji Ligi Mistrzów między NEC Nijmegen a Olympiakosem zakończył się bezbramkowym remisem. Losy rywalizacji miały rozstrzygnąć się w rewanżu na holenderskiej ziemi.
Drugie spotkanie lepiej rozpoczęli gospodarze. Dwie dogodne sytuacje miał Tjarron Chery. Na jego akcje odpowiedział Gelson Martins, lecz również był nieskuteczny.
Pierwsza połowa była niezwykle pechowa. Boisko z powodu urazów opuścili Sami Ouaissa i Philippe Sandler z NEC Nijmegen oraz Jota Silva z drużyny rywali.
Na inauguracyjnego gola trzeba było czekać do drugiej połowy. W 46. minucie Ayoub El Kaabi dopadł do dobitki po niewielkim zamieszaniu w polu karnym NEC Nijmegen i strzelił na 1:0 dla Olympiakosu.
Holenderski zespół nie zamierzał składać broni, co w końcu przyniosło efekty. W 70. minucie Dusan Tadić posłał mierzone dośrodkowanie w kierunku Bryana Linssena, który wślizgiem wbił piłkę do bramki. Od tamtej pory było 1:1.
W 80. minucie Olympiakos otrzymał kolejny cios. Konstantinos Fortounis dopuścił się nieprzepisowego zagrania i po wideoanalizie VAR obejrzał czerwoną kartkę.
W doliczonym czasie gry wydawało się, że gospodarze sięgną po marzenia. Do siatki trafił Kaj Sierhuis, lecz ostatecznie jego bramka została anulowana z powodu spalonego. Doszło do dogrywki.
W 95. minucie NEC Nijmegen w końcu dopięło swego. Strzał kolegi dobił uważany niegdyś za wielki talent Emre Mor. 29-latek zmienił w 30. minucie kontuzjowanego Ouaissę i jak się później okazało, zdobył zwycięską bramkę.
Holendrzy po 120 minutach pokonali Olympiakos 2:1. Tym samym zagrają w czwartej rundzie eliminacji z Bodo/Glimt, stając przed szansą na wywalczenie pierwszego w historii awansu do Ligi Mistrzów.