Dlatego Raków przegrał z Fiorentiną. Struski nie owijał w bawełnę

Raków Częstochowa odpadł z Ligi Konferencji po porażce 2:4 w dwumeczu z Fiorentiną. Karol Struski podkreślił na antenie Polsatu Sport, że "Medaliki" nie miały szczęścia w tej rywalizacji.
W pierwszym spotkaniu Fiorentina wyszarpała triumf 2:1. Kluczowy okazał się wówczas rzut karny wykorzystany w 93. minucie przez Alberta Gudmundssona.
W rewanżu Raków odrobił straty po bramce Karola Struskiego w 46. minucie. Następnie do ataku ruszyli podopieczni Paolo Vanolego. Cher Ndour trafił na 1:1, a Marin Pongracić ustalił wynik. Fiorentina wygrała w Sosnowcu 2:1 i triumfowała 4:2 w całym dwumeczu.
Struski uważa, że kluczowy okazał się moment po strzelonym golu, kiedy Raków został zepchnięty do obrony. Gdyby "Medaliki" przetrwały trudniejszy kwadrans, być może udałoby się ugrać lepszy wynik.
- Była szansa, żeby dzisiaj awansować. W pewnym momencie był remis w dwumeczu i szkoda, że tak to się potoczyło. Była chwila w tej drugiej połowie, 15-20 minut, kiedy Fiorentina pokazała dużo jakości, zepchnęła nas do niskiej obrony. Uważam, że to normalne, że drużyna z bardzo dobrymi zawodnikami ma takie momenty w meczu. Szkoda, że tego nie wybroniliśmy. Przy straconej bramce był rykoszet, nieszczęśliwa sytuacja - zaczął Struski w rozmowie z Polsatem Sport.
- Uważam, że w obu meczach było dużo takich nieszczęśliwych zdarzeń. Była szansa, żeby przejść dalej, ale niestety się nie udało. Mimo wszystko możemy być dumni z siebie. Na pewno na długo zapamiętam moment strzelenia gola, bo to były wielkie emocje - dodał.
Struski w tym sezonie wystąpił w 30 spotkaniach Rakowa. Zebrał w nich jednego gola i dwie asysty.
Podopieczni Łukasza Tomczyka wrócą do gry w niedzielny wieczór. Wtedy zmierzą się na wyjeździe z Legią Warszawa w hicie Ekstraklasy.