Do Polski wrócił z przytupem. Wciąż marzy o kadrze. "Robiłem wszystko, żeby dołączyć do Widzewa"
Dlaczego wybrał Koronę? Co stanęło na drodze transferu do Widzewa? Czy poziom Ekstraklasy się podniósł? Jak ocenia Mateusza Musiałowskiego? Jaka jest charakterystyka dobrego napastnika? Na te i inne pytania odpowiedział nam Mariusz Stępiński, zawodnik Korony Kielce.
Z Mariuszem Stępińskim rozmawiamy przed spotkaniem Korony z Lechem. Dla Stępińskiego będzie to czwarty mecz po powrocie do Polski. Debiut w drużynie z Kielc miał zjawiskowy, z Legią popisał się dubletem. Ale przecież wcale nie musiał trafić do województwa świętokrzyskiego, bo wcześniej o jego względy zabiegał Widzew. Co się wydarzyło?
JAN PIEKUTOWSKI: Wiele razy mówiłeś, że Korona przekonała cię konkretnym planem. A co zrobiło największe wrażenie, gdy już dołączyłeś do zespołu?
MARIUSZ STĘPIŃSKI: Na pewno grupa ludzi, jaką udało się tu stworzyć. To się od razu czuje i widać, że to jest drużyna. Nie ma mowy o zbitce przypadkowych osób.
Jednym z testów grupy niewątpliwie były wydarzenia po meczu z Radomiakiem.
To na pewno scala zespół i mam nadzieję, że jakoś zaprocentuje w przyszłości. Chociaż już teraz mamy mocną grupę, ciężko nas skruszyć, złamać przez, nazwijmy to, wydarzenia pomeczowe. Wszyscy wiedzą, co się stało w Radomiu, nie będę jeszcze dokładał.
Masz dość nietypową umowę - obowiązuje do końca sezonu z opcją przedłużenia o dwa lata ze strony klubu.
Tak, ale szczegóły dotyczące warunków pozostawię dla nas. Natomiast jak najbardziej chciałbym, żeby kontrakt został przedłużony. Bardzo dobrze się tu czuję, ale do przedłużenia jeszcze daleka droga, zagrałem dopiero trzy mecze, czeka nas jeszcze 13. Muszę w każdym meczu udowadniać swoją wartość. Zobaczymy, co się wydarzy po rundzie.
A masz jakiś konkretny cel na te spotkania?
Nie. Nigdy sobie nie zakładałem takich rzeczy. W każdym kolejnym meczu staram się dokładać bramki. Teraz czeka nas ciężki mecz z Lechem, ale tutaj wszystkie mecze są ciężkie.
Nie grałeś w Polsce prawie 10 lat. Zauważyłeś, że Ekstraklasa stała się mocniejsza?
Myślę, że poziom jest bardzo podobny do tego z 2016 roku. Nie ma znacznej różnicy w jakości. Mówię oczywiście o aspekcie czysto piłkarskim.
Jaka jest zatem największa różnica między naszą ligą, a cypryjską?
Liczba zespołów, które mogą ze sobą rywalizować. Na Cyprze jest sześć klubów. Pozostałe drużyny są, ale od początku sezonu wiadomo, że będą w dolnej części tabeli. W Ekstraklasie wygląda to zupełnie inaczej, co najlepiej widać po trwającym sezonie.
Na Cyprze strzelałeś regularnie, powrót do Polski też miałeś mocny. Co cechuje dobrego napastnika? Odnajdywanie się w polu karnym?
To pewnie najważniejsza rzecz. Napastnik, tak uważam, jest od tego, żeby zdobywać bramki. Oczywiście, ważne są utrzymanie przy piłce, budowanie akcji, wszystko zależy od spotkania. Weźmy taki mecz z Radomiakiem, gdzie mieliśmy małe posiadanie piłki. Sytuacji też było mało, więc musiałem pomóc zespołowi w inny sposób.
I ty, jako napastnik, odczuwasz taką samą radość z meczu z Radomiakiem i z tego spotkania z Legią, w którym zdobyłeś dwie bramki?
Skłamałby, gdybym powiedział, że to identyczna satysfakcja. Cieszę się, bo wygraliśmy mecz i to najważniejsze dla zespołu. Ale jako napastnika cieszą mnie strzelone gole i nie ma co ukrywać, że wtedy takie zwycięstwo smakuje podwójnie dobrze.
Żałujesz takiego rozstania z Omonią? Po wywiadzie dla Goal.pl właściwie wszystko się zmieniło.
Nie mam czego żałować. Drugi raz zrobiłbym to samo. Nie mam wpływu na to, jakie decyzje ktoś podejmie. Mam wpływ na swoje słowa, pracę, dlatego nie mam czego żałować.
Gdyby nie ta rozmowa, grałbyś dalej na Cyprze?
Nie wiem. Nie lubię gdybania.
Ty wyjechałeś, ale został Mateusz Musiałowski. Wcześniej wspominałeś, że on powinien zmienić klub, ale póki co takiego ruchu nie wykonał. To błąd?
Na pewno. Uważam, że do tej pory szuka i chce zmienić klub. Nie widzę dla niego innej szansy rozwoju. Na pewno nie dostanie szans w tym sezonie, konkurencja jest za duża, a Omonia gra bardzo dobrze. Jedyną receptą pozostaje transfer.
Czego mu najbardziej brakuje? W juniorach Liverpoolu wyglądał świetnie.
No właśnie. Brakuje mu płynnego przejścia z piłki młodzieżowej do tej seniorskiej. W niej jest inna odpowiedzialność za piłkę, inna specyfika gry. Jemu potrzeba przede wszystkim meczów, ogrania. Musi odejść, może gdzieś na niższy poziom i zobaczyć, jak sobie tam poradzi.
Wspomniałeś wcześniej, że chcesz skupić się na faktach. Zweryfikujmy więc, czy naprawdę byłeś gotowy dołożyć do interesu, żeby dołączyć do Widzewa.
To się działo już w końcowej fazie negocjacji. Ale temat został zamknięty. Widzew ma swoich napastników, ja jestem w Koronie.
Ale chciałeś do Widzewa trafić.
Wszyscy wiedzą, skąd pochodzę, jaką mam przeszłość. Byłoby to nienormalne, gdybym powiedział, że nie chcę do Widzewa w takim momencie. Robiłem wszystko, żeby tak się stało. Naprawdę wszystko... Może nawet za dużo? Może gdybym miał inne podejście, wtedy bym tam trafił?
Żałujesz?
Absolutnie nie. Jestem w naprawdę świetnej drużynie, jesteśmy w walce o wszystko.
Strzelisz więcej goli niż Andi Zeqiri? To właśnie na niego, a nie ciebie, postawił Widzew.
Mam nadzieję. Na razie jestem na dobrej drodze.
Przez te wszystkie lata odezwał się jakiś selekcjoner? Ostatni raz w kadrze zagrałeś w 2017 roku za kadencji Adama Nawałki.
Nie. Ale nie mam żalu. Nie grałem w widowiskowej lidze, nie strzeliłem 30 goli w jednym sezonie. W pełni to rozumiem
Mariusz Stępiński jeszcze zagra w reprezentacji?
Jeżeli udowodni swoją wartość, to dlaczego nie? Muszę zdobywać bramki, ale też generalnie grać dobrze. Uważam, że mogę dać selekcjonerowi sporo do myślenia. Ale, szczerze mówiąc, nie skupiam się na tym. Liczy się tylko następny mecz Korony.