"Dwucyfrówka" na mundialu. 10:1! To był absolutny pogrom

W historii mistrzostw świata nie brakowało wysokich rezultatów. "Dwucyfrówka" zdarzyła się jednak tylko raz. Na światowym czempionacie w 1982 roku Węgry zlały Salwador 10:1.
Dla Polaków mistrzostwa świata w 1982 roku obfitowały w historyczne momenty. Po raz drugi i ostatni reprezentacja sięgnęła po brązowe medale, ostatnie mecze w kadrze rozegrali Piotr Mowlik oraz Andrzej Szarmach, ostatnie jej spotkania skomentował zmarły parę miesięcy później legendarny Jan Ciszewski.
Historię napisali jednak nie tylko Polacy. Już na samym początku do annałów mundialu przeszli Węgrzy i Salwadorczycy. Ich bezpośrednie starcie w pierwszej kolejce fazy grupowej zakończyło się rezultatem, którego nie udało się osiągnąć do dziś. Choć udział w imprezie bierze dwa razy więcej ekip.
Węgrzy stanowili wówczas jedną z najlepszych kadr świata. Sytuacja Salwadorczyków była przeciwna. Awansowali oni na mundial w cieniu pustoszącej kraj wojny domowej. Zmagali się z dużymi problemami finansowymi oraz organizacyjnymi. Z oszczędności na imprezę pojechało tylko 20 graczy, którzy pożyczali sprzęt od innych reprezentacji.
Na placu gry różnica klas była aż nadto widoczna. 23 tysiące widzów na Estadio Manuel Martínez Valero w Elche zobaczyło sceny, których nie widziano nigdy wcześniej i nigdy później. Węgrzy otworzyli wynik rywalizacji w czwartej minucie. Po dośrodkowaniu z rzutu rożnego piłkę w siatce umieścił Tibor Nyilasi. Salwadorzycy byli skonsternowani.
Ich błędy wykorzystywali Węgrzy. W 11. minucie gola strzelił Gabor Poloskei. W 23. minucie bramkę zdobył z kolei Laszlo Fazekas. Do przerwy było 3:0. Rezultat mógł być wyższy, natomiast Luis Guevara Mora robił, co mógł, żeby piłka nie przedostała się do siatki.
Po przerwie obraz rywalizacji się nie zmienił. Salwadorczycy byli oszołomieni. Węgrzy to wykorzystywali. W 54. minucie piłkę do siatki wpakował Jozsef Toth. W 55. minucie dublet skompletował za to Fazekas. Trener Pipo Rodriguez chciał oszczędzić cierpień Guevarze Morze. Miał zamiar zastąpić go Eduardo Hernandezem. Ten jednak odmówił zmiany. Trener Kalman Meszoly nie zamierzał zaś dawać oponentom taryfy ulgowej.
W 64. minucie Salwadorczycy mogli cieszyć się z honorowego trafienia. Zanotował je Luis Ramirez. Co ciekawe, cieszył się on co najmniej tak, jakby zapewnił swojej ekipie wygraną. Wielu jego kolegów ruszyło z gratulacjami. Wielu próbowało z kolei go zatrzymać.
Ta manifestacja radości podziałała na Węgrów niczym płachta na byka. Salwadorczyków dobił Laszlo Kiss, który zaliczył hat-tricka w siedem minut, trafiając do siatki w 69., 72. i 76. minucie. W międzyczasie, między pierwszym a drugim trafieniem Kissa, Guevarę Morę pokonał również Lazar Szentes. Zrobiło się 9:1. Na tym się jednak nie skończyło.
Koniec końców dzieła zniszczenia w Elche dopełnił Nyilasi. W 83. minucie skompletował dublet, jeszcze raz wykorzystując dośrodkowanie z rzutu rożnego. Skończyło się 10:1. Na mundialu spodziewano się kolejnych historycznych wygranych Węgrów i następnych historycznych przegranych Salwadorczyków. Tak się jednak nie stało.
W fazie grupowej Węgrzy ponieśli klęskę, przegrywając z Argentyną 1:4 i remisując z Belgią 1:1, a Salwadorczycy uratowali honor, przegrywając z Belgią 0:1 i Argentyną 0:2. To właśnie Belgia i Argentyna wyszły z grupy trzeciej i kontynuowały zmagania w Hiszpanii. Obu ekipom nie udało się jednak przebrnąć do fazy pucharowej.
