Ekspert ostrzega przed mundialem. "Nawet dla FIFA byłoby to przekroczenie granicy"

Pogoda przerwie zabawę kibiców? Dlaczego USA odesłały sędziego z Somalii? Ile FIFA chce zarobić na Mistrzostwach Świata 2026? Co z bezpieczeństwem w Meksyku? Jak postępuje amerykanizacja mundialu? Czy Stany spróbują zapewnić sobie awans przy zielonym stoliku? Mecze Iranu odbędą się? Na te i inne tematy porozmawialiśmy z Michałem Banasiakiem.
Michał Banasiak to ekspert z Polskiego Instytutu Dyplomacji Sportowej, zajmuje się tematyką polityki w sporcie. Porozmawiał z nami w związku ze startującym mundialem, który z polityką ma więcej wspólnego niż wielu mogłoby sobie życzyć.
Jan Piekutowski: To największy mundial w historii, ale czy też najdroższy?
Michał Banasiak: Właściwie ciężko dzisiaj stwierdzić, jak duże pieniądze zostały wydane na przygotowanie turnieju. To zawsze jest o tyle problematyczna kwestia, że trudno jest wyłuskać jedynie te środki, które przeznaczane są wyłącznie na organizację turnieju. W Katarze mieliśmy szacunki, które mówiły nawet o 230, 250 miliardach dolarów - to oczywiście była kwota bardzo medialna - ale były w nią wliczone przebudowanie całej stolicy, budowa portu, przebudowa lotniska w Dosze. Wiele takich wydatków, które de facto z mundialem nie miały bezpośredniego związku. Tutaj jest trochę inaczej, bo aż tak infrastruktury od zera budować nie trzeba było.
Te kwoty, o których na pewno wiemy, to są pieniądze, jakie wydaje FIFA na ten turniej. Szacuje, że przeznaczy między trzy a cztery miliardy dolarów na kwestie organizacyjne - w tym nagrody dla reprezentacji czy rekompensaty dla klubów za udział ich piłkarzy. Natomiast jeśli chodzi o gospodarzy, to trudno jest podać jakieś konkretne kwoty przeznaczone na mundial. Jednak gdy porównamy obecny turniej z mistrzostwami w Katarze czy Rosji, to nic nie wskazuje na to, aby był najdroższy dla organizatorów.
Co innego, jak sądzę, z kibicami. Stany Zjednoczone, Meksyk czy Kanada to generalnie dość drogie kierunki dla większości podróżujących.
Jeśli chodzi o kieszenie kibiców, to z pewnością jest to najdroższy mundial w historii. Nie tylko dlatego, że w dużym stopniu odbywa się w Stanach, do których trzeba z większej części świata dolecieć, ale też z uwagi na ten model dynamicznych cen, który sprawił, że mówiliśmy o rekordowych, wręcz absurdalnych momentami cenach biletów. Właściwie do tej pory nie wiemy, na krótko przed startem turnieju, ile biletów FIFA sprzedała i czy jeszcze jakieś wejściówki będą. Na ostatnich Klubowych Mistrzostwach Świata FIFA chwaliła się bardzo dobrą sprzedażą, a potem okazało się, że bilety były dystrybuowane po dosłownie parę dolarów i mieliśmy jeszcze pustki na trybunach.
Teraz algorytmy, które były zaprzężone do tego, żeby wyliczać ceny biletów, brały pod uwagę nie tylko popyt na dane mecze, ale też to, jak medialne są drużyny i jaką siłą sportową dysponują. Wiele takich mało intuicyjnych kryteriów. Z tego brały się te bardzo wysokie ceny biletów. Wielu kibiców obrażało się na nie. Nie chciało ich kupować. Dynamiczne ceny zostały zaskarżone, chociażby przez jedną z konsumenckich organizacji w Europie. FIFA została wezwana do tłumaczenia się z tych cen przez prokuratorów amerykańskich. Ale to tylko jeden z przykładów amerykanizacji turnieju, na którym FIFA, jak ogłosił Gianni Infantino, osiągnie rekordowe zyski. Bo ten model sprzedaży biletów wśród kibiców amerykańskich lig zawodowych jest bardzo dobrze znany.
Mamy dynamiczne ceny, half time show w przerwie finału i co jeszcze?
Na pewno oprawa meczów. Jeszcze nie wiemy dokładnie, jak ona będzie wyglądać, ale Gianni Infantino ogłosił, że nie będziemy mieli charakterystycznych dla meczów piłkarskich dwóch jedenastek, które stoją obok siebie w czasie odgrywania hymnów, ale całe dwudziestokilkuosobowe składy mają stać wokół koła środkowego. Za nimi mają być wyświetlane flagi państw.
Udało się również sprzedać swoim partnerom bardzo wiele przestrzeni reklamowych. Oczywiście nie zawsze możemy to widzieć w Telewizji Polskiej, która jest oficjalnym nadawcą na naszym rynku, ale na wielu innych rynkach będą też oficjalni sponsorzy przerwy, rozmów przedmeczowych, rozmów pomeczowych. Generalnie wszystko to, co da się sprzedać i na co da się znaleźć partnera, zostało sprzedane. Weźmy przerwy na wodę, które zostały ustruktyryzowane. Trzy minuty w każdej połowie, co w skali turnieju daje ponad dziesięć dodatkowych godzin transmisji, możliwej do zamiany na bloki reklamowe. Amerykanie, mając doświadczenia ze swoich lig, są mistrzami tego, żeby przestrzenie biznesowe i na stadionie, i wokół stadionu, i też jeśli chodzi o transmisje telewizyjne, sprzedawać.
Jak na turniej zapatrują się sami Amerykanie? To z pewnością nie jest impreza dostępna dla szarego obywatela.
Generalnie zawodowy sport staje się coraz mniej dostępny dla przeciętnego obywatela. To nie jest kwestia tylko mistrzostw świata, to jest też kwestia chociażby najlepszych lig europejskich, gdzie w Premier League, mającej przecież robotnicze korzenie, już dawno ceny biletów nie przystają do robotniczych pensji. W wypadku mundialu FIFA ma świadomość, że to jest produkt premium, że raz na cztery lata wielu kibiców po prostu jest w stanie wyłuskać te pieniądze, odmówić sobie wielu innych przyjemności. Ogromne kwoty przeznaczyć na logistykę, transport, bilety, zorganizowanie całego wyjazdu. Obserwowaliśmy to choćby w Katarze. Dla samych Amerykanów to też oczywiście jest problem. Mówimy o społeczeństwie bardzo zróżnicowanym pod kątem zarobków. Są tacy, których na to będzie stać, a są tacy, którzy mimo że mundial będą mieli za płotem, będą mogli oglądać go jedynie w telewizji.
Spotkałem się z teorią, że być może te wysokie ceny są właśnie po to, żeby przyciągnąć bardzo konkretnego konsumenta, którego nie tylko będzie stać na bilet, ale będzie też w stanie wydać na stadionie na gastronomię, będzie w stanie kupić jakieś pamiątki, czyli po prostu da zarobić organizatorom.
Po co Donaldowi Trumpowi te mistrzostwa?
Kalendarz układa się niesamowicie, bo nie dość, że wielki turniej, nie dość, że 250 lat od podpisania Deklaracji Niepodległości USA, to jeszcze 80. urodziny Donalda Trumpa tuż po meczu otwarcia MŚ. I ta niesamowitość tyczy się też tego, że kiedy FIFA ogłaszała, kto będzie organizatorem mistrzostw świata, Donald Trump był prezydentem, ale nikt nie mógł przypuszczać, że będzie nim też w 2026 roku. Do tej pory tylko raz w historii Stanów zdarzyło się, że prezydent Stanów miał dwie kadencje przerwane przez kogoś innego. Gdyby Donald Trump uzyskał reelekcję od razu po pierwszej kadencji, to już by ją zakończył i teraz gospodarzem Białego Domu byłby ktoś inny. Ale trafiło się, że to Donald Trump ma turniej u siebie i z pewnością będzie chciał wykorzystać go po pierwsze do promocji Stanów Zjednoczonych - i spodziewam się takiej iście amerykańskiej, mocno patriotycznej oprawy, właśnie związanej z obchodami 250-lecia amerykańskiej państwowości. Spodziewam się tego, że tych amerykańskich akcentów będzie rzeczywiście bardzo, bardzo dużo. Po drugie, zakładam promocję samego prezydenta, bo to jest też coś, do czego jesteśmy przyzwyczajeni, zwłaszcza w jego drugiej kadencji.
Pamiętamy o finale KMŚ, kiedy Donald Trump został z fetującymi zawodnikami Chelsea. Zdziwieni byli wszyscy, łącznie z Giannim Infantino. Nie będę zaskoczony, jeśli Donald Trump na konferencjach teoretycznie czysto politycznych będzie nas karmił swoimi przemyśleniami w sprawach futbolu. Mundial daje mu też, tak jak każdemu innemu przywódcy, szansę na szereg spotkań politycznych. Do Stanów zjadą nie tylko piłkarze, ale też i prezydenci, premierzy, dyplomaci, biznesmeni. Ale cała wizerunkowo-organizacyjna otoczka, która towarzyszy przygotowaniu do tego turnieju, sprawia, że taki, wydawałoby się, naturalny mechanizm do promocji, do budowy swojego wizerunku, działa trochę w odwrotnym kierunku. Zamieszanie w związku z Iranem, w związku z wizami, kwestia tego, że wielu kibiców dostało odmowy wjazdu, kwestia arbitra z Somalii, który na lotnisku dowiaduje się, że jednak nie może wjechać do Stanów Zjednoczonych - to działa na niekorzyść USA, zwłaszcza wśród państw, które już były do nich negatywnie nastawione. Teraz ten negatywny wizerunek będzie się tam utwardzał.
Co z pozostałymi organizatorami?
Kanada i Meksyk organizują mundial w znacznie mniejszej skali, mają po 13 spotkań. Ale mogą na tym skorzystać, zwłaszcza dlatego, że na tle Amerykanów ich PR wygląda znacznie lepiej. Kanadyjczycy, niewiele robiąc, mogą tutaj wypaść bardzo, bardzo dobrze. Jeden z tamtejszych polityków już proponował, że niewpuszczony do USA sędzia z Somalii może gwizdać mecze w Kanadzie. A Meksykanie zaproponowali Irańczykom bazę u siebie, co również postawiło ich w dobrym świetle.
Jak układają się relacje między gospodarzami? Trump chciał z Kanady uczynić część USA, a na granicy z Meksykiem obiecywał gigantyczny mur.
Retoryka wobec sąsiadów była bardzo wojownicza szczególnie w pierwszych miesiącach drugiej kadencji Donalda Trumpa. Wygrażał przecież kanadyjskiemu premierowi, ogłosił też, że Zatoka Meksykańska została w Stanach przemianowana na Zatokę Amerykańską. Teraz ta retoryka złagodniała. Prezydent USA też ma świadomość, że mundial jest okresem, kiedy trzeba współpracować. Te państwa na takim poziomie roboczym, na poziomie operacyjnym, po prostu były skazane na współpracę. Logistyka turnieju wygląda tak, że mamy dużo lotów międzypaństwowych i piłkarze, i kibice, i oficjele będą bardzo dużo podróżować między państwami, więc ta współpraca musi być we właściwy sposób zorganizowana, niezależnie od tego, co na konferencjach prasowych mówił i jak bardzo odgrażał się sąsiadom prezydent USA.
Kanada jest najspokojniejszym z gospodarzy. A co z obecną sytuacją w Meksyku? Cztery miesiące temu doszło tam do ogólnokrajowych zamieszek po zastrzeleniu szefa kartelu.
Kanadyjczycy jakoś specjalnie nie przeżywają tych mistrzostw świata. Piłka nożna nie jest dla nich sportem numer jeden i sami pewnie nigdy by się nie porwali na organizację tego turnieju w pojedynkę. Meksyk to zupełnie inna historia, najbardziej piłkarski ze wszystkich gospodarzy, ale też mający dużo wewnętrznych problemów. Kwestia karteli wydaje się, że została opanowana. Myślę, meksykańska administracja jakoś się z nimi porozumiała, żeby nie zrobić sobie wizerunkowej krzywdy. Pamiętajmy, że kartele mają wiele legalnych interesów, więc dla nich kwestia tego, żeby przyjechali turyści, żeby zostawili pieniądze, jest też czymś istotnym. Nikt nie chce kalać swojego gniazda.
Sami Meksykanie mówili przed tym turniejem w sondażach, że oni najbardziej obawiają się różnego rodzaju protestów. I faktycznie, nawet jeśli kartele uspokoją swoją aktywność, to mieszkańcy mogą wyjść na ulicę. Mieliśmy protesty związane z tym, że niedaleko jednego ze stadionów trwają poszukiwania masowych grobów.
Wydaje mi się też, że w nawale wszystkich problemów trochę zapominamy o pogodzie. W Katarze mówiło się o tym więcej, ale jednocześnie wszystko było pod większą kontrolą, bo prawie każdy stadion miał klimatyzację. A teraz takie obiekty są trzy w USA. Tymczasem meteorolodzy, klimatolodzy ostrzegają, że niemalże na wszystkich meczach zawodnicy będą grali w trudnych warunkach.
Spotkania w USA są też często przerywane z powodu burzy.
Tak, znów warto spojrzeć na KMŚ. Spotkanie Benfiki z Chelsea przerwano na dwie godziny, chociaż mieliśmy 86. minutę. Ale cóż, tak stanowi prawo. W wypadku mundialu też nikt nie będzie ryzykował, jeśli zdarzy się jakaś burza.
Z czego wynika tak restrykcyjne podejście USA w kwestii kontroli? Zatrzymanie arbitra z Somalii, przeszukiwanie piłkarzy Uzbekistanu, Senegalu. To nie są codzienne obrazki.
To kwestia polityki, którą prowadzi Donald Trump. Pierwsze sygnały w tym kierunku wysłał w pierwszej kadencji, a w drugiej ta polityka została zaostrzona. Mamy listę państw objętych całkowitym zakazem wjazdu do USA. Mamy listę państw z ograniczeniem wjazdu. Donald Trump mówi "America first", Trump mówi "Make America great again" i pod tymi hasłami kryje się m.in. to, żeby po prostu jak najmniej osób do Stanów wjeżdżało. Amerykanie obawiają się, że te osoby mogą w Stanach zostać bez zgody na stały pobyt. Wiele osób, które dostało odmowy wizowe, przeczytało w nich, że podstawą jest artykuł 214 z aktu, na który się powoływano. W dużym skrócie mówi o tym, że wnioskujący nie wystarczająco przekonująco argumentuje, że po zakończonym okresie przebywania w Stanach faktycznie wróci do kraju.
Natomiast zadziwiająca jest rzeczywiście historia z somalijskim arbitrem. Weźmy pod uwagę, że przecież to jest człowiek, za którego ręczy FIFA, i który powołania nie dostał tydzień temu. Jestem zaskoczony pod tym względem, że jeśli były jakieś proceduralne czy polityczne wątpliwości ze strony amerykańskiej, to dlaczego to nie zostało w gabinetach przepracowane wcześniej, tylko sędzia dowiaduje się o tym na lotnisku. To jest absurdalna sytuacja, która wizerunkowo uderza i w Stany Zjednoczone, ale też w całą FIFA.
Lista arbitrów została ogłoszona w kwietniu, minęły trzy miesiące. Ja sam mogę zrozumieć, jakkolwiek to zabrzmi, ostrożne podejście do kibiców z innych państw, ale naprawdę nie sądzę, że kibice ze Szkocji czy reprezentanci krajów azjatyckich chcieliby zostać w USA dłużej niż to konieczne.
Te środki profilaktyczne są bardzo, bardzo daleko posunięte. Rozumiem jeszcze kwestie na przykład przedstawicieli federacji, tak jak niektórzy Irańczycy otrzymali zakaz podróży. Amerykanie zarzucali, że to są osoby związane z piłką, ale mają także swoją rolę polityczną. W całym zamieszaniu upatruję też winy FIFA. Nie powinno dochodzić do takich sytuacji, gdzie piłkarze, którzy przyjeżdżają na turniej życia, traktowani są jak potencjalni przestępcy.
A jeśli chodzi o Szkotów, to nie wejdę w głowę Donalda Trumpa i Amerykanów, ale przypominam sobie, że kiedy Donald Trump wizytował swoje pole golfowe w Szkocji, to był przez Szkotów bardzo chłodno, delikatnie mówiąc, przyjmowany. Może to był jakiś mały rewanż.
Mecze Iranu się odbędą?
Według mnie tak. Irańczycy są w uprzywilejowanej sytuacji, bo cały świat postrzega ich po prostu jako ofiarę. Z jednej strony w dosłownym znaczeniu - zostali zaatakowani przez wojska amerykańskie, izraelskie - a z drugiej strony, sami piłkarze mają dość mocno pod górkę. Były problemy wizowe, problemy z zakwaterowaniem. Teraz słyszymy, że nie wiadomo, jak krótkie będą okienka dla irańskich piłkarzy, żeby oni mogli wlecieć, zagrać i wylecieć ze Stanów. Duże obciążenie organizacyjno-psychologiczne. W pewnym sensie świat będzie za nich trzymał kciuki, jak to zwykle bywa w starciu słabszego z silniejszym.
Mamy 13% szans na to, że Iran trafi na USA w fazie pucharowej. I o ile dopuszczam do siebie mecze Iranu w grupie, o tyle takie spotkania po prostu nie widzę.
Ja jestem w stanie sobie to wyobrazić. Ten mecz byłby za kilka tygodni od naszej rozmowy, więc dużo zależy od organizacji wcześniejszych spotkań Iranu. Czy będą jakieś próby manifestacji, czy na trybunach pojawią się na przykład te przedrewolucyjne flagi irańskie, których Irańczycy z Iranu nie chcą widzieć na trybunach, a na które Amerykanie mogą przymknąć oko. Będą chcieli pokazać w świetle kamer, że no zobaczcie, to są ci dobrzy Irańczycy, ci prawdziwi Irańczycy, którzy chcą walczyć z ajatollahami, z którymi i my walczymy. Mogą próbować w ten sposób trochę usprawiedliwiać swoją swoją interwencję w Iranie.
I też kwestia podejścia samych piłkarzy, bo pamiętamy, że w Katarze zawodnicy wykonali gesty przeciwko własnej władzy. Ale tym razem, nawet jeśli z władzą im nie po drodze, to tym bardziej nie po drodze im z rakietami czy bombami, które spadają na ich państwo. Więc pytanie, jak zachowają się sami zawodnicy? Z pewnością wokół takiego meczu mielibyśmy ogromne zamieszanie polityczne, znacznie większe niż było cztery lata temu w Katarze. Oficjalne konto amerykańskiej federacji przy fladze Iranu nie zamieściło wtedy muzułmańskiego emblematu, tylko dało trzy kolorowe pasy. Ale to były takie kuksańce w porównaniu do tego, co rzeczywiście mogłoby zdarzyć się teraz.
Chociaż też w tych scenariuszach, które sobie tutaj możemy snuć, można rozpędzić się w drugą stronę i wyobrazić, że taki mecz mógłby być szansą na zbliżenie. I jakkolwiek abstrakcyjnie to brzmi z dzisiejszej perspektywy, to w 1998 roku ówcześni obu państw apelowali do swoich rodaków w przemówieniach telewizyjnych, żeby tamten mecz potraktować jako szansę na stępienie niechęci.
Chciałbym, żeby to się wydarzyło, natomiast kompletnie w to nie wierzę. Spodziewam się pójścia w drugą stronę, zwłaszcza patrząc na zerojedynkowe podejście Trumpa do swoich przeciwników.
Dla obu reprezentacji pokusa rozegrania tego meczu mogłaby być duża, bo oczywiście ryzyko przegranej wiązałoby się z dużym upokorzeniem, ale z drugiej strony wizja wygranej dla Amerykanów - nawet nie mówię o piłkarzach, ale klasie politycznej - to byłoby pokazanie, że pokonaliśmy Iran u siebie. A w przypadku Iranu? Jakie święto! Nie tylko polityczne, lecz też społeczne, piłkarskie, gdyby udało się ograć “szatana”, bo tak się o USA w Iranie mówi, na jego terenie.
Gdyby ten mecz faktycznie miał zostać rozegrany, USA może błyskawicznie cofnąć pozwolenia na jakikolwiek wjazd zawodnikom Iranu?
To jest pytanie pewnie mocno proceduralne i zakładam, że w amerykańskim ustawodawstwie coś takiego istnieje. Ale nie wyobrażam sobie tego - chociaż to w kontekście tego turnieju formuła mocno teoretyczna. To byłby gigantyczny skandal organizacyjny, wizerunkowy. Amerykanie de facto przy zielonym stoliku chcieliby zapewnić sobie awans do kolejnej rundy? To mogłoby też pociągnąć za sobą protesty ze strony innych reprezentacji. Myślę, że nawet dla FIFA to byłoby przekroczenie pewnej granicy. Gianni Infantino idzie pod rękę z Donaldem Trumpem, ale mundial się skończy, a jemu będzie potrzeba poparcia ludzi piłki na całym świecie.
A jak nastroje w samym Iranie? Dużo uwagi poświęcono sprawie braku powołania dla Serdara Azmuna, co było rodzajem politycznej kary dla napastnika.
Bardzo mocno odcięta od mediów jest irańska reprezentacja. Właściwie jedynymi, którzy zabierają głos, są prezes federacji i ewentualnie politycy - wchodzą w rolę samozwańczych rzeczników. Zawodnicy nawet w mediach społecznościowych nie są wylewni, bo ta sytuacja rzeczywiście jest dla nich o tyle trudna, że z jednej strony władza, z którą wielokrotnie się konfrontowali, a z drugiej strony atak na ich kraj.