Fatalny debiut następcy Piszczka. Nie było czego zbierać

Fatalny debiut Rene Pomsa. Pod wodzą następcy Łukasza Piszczka GKS Tychy przegrał 2:4 ze Śląskiem Wrocław.
GKS zaczął z animuszem. Dwukrotnie bliski szczęścia był Kądzior, lecz górą był Szromnik. Niewykorzystane sytuacje się zemściły.
W 11. minucie Śląsk objął prowadzenie. Po wrzutce Mokrzyckiego z rzutu wolnego samobójcze trafienie zanotował Lipkowski.
Dwie minuty później było już 0:2. Łasicki przechwycił dogranie Jambora do Llinaresa i zagrał w kierunku Mądrzyka, lecz piłka odbiła się od kępki trawy i zatrzepotała w siatce.
W 34. minucie zrobiło się 0:3. Po wrzutce Mokrzyckiego z rzutu rożnego piłkę do siatki z bliska wpakował Macenko.
Przed przerwą Śląsk mógł podwyższyć rezultat. W sytuacji sam na sam z Mądrzykiem Jambor huknął jednak w słupek.
Po wznowieniu GKS próbował wrócić do gry. W 67. minucie było już 1:3. Po dośrodkowaniu Kądziora z rzutu rożnego zrehabilitował się Łasicki, który wpakował piłkę do siatki głową.
Chwilę później minimalnie pomylił się Ryguła. W 87. minucie zrobiło się 1:4. Banaszak pokonał Mądrzyka z rzutu karnego po tym, jak chwilę wcześniej Łasicki powalił Mokrzyckiego.
W 90. minucie wynik na 2:4 ustalił Kądzior. Kropnął z powietrza i nie dał żadnych szans Szromnikowi. W końcówce wynik się nie zmienił. GKS zajmuje 18. miejsce, Śląsk - drugie.