O tych słowach gwiazdy Barcelony jeszcze będzie głośno. "Okradli nas"
W trakcie meczu Atletico Madryt z Barceloną w 1/4 finału Ligi Mistrzów nie brakowało licznych kontrowersji. Po ostatnim gwizdku w dosadny sposób podsumował je Raphinha. Brazylijczyk czuje się oszukany.
FC Barcelona pokonała na wyjeździe Atletico Madryt 2:1 (2:3 w dwumeczu), ale odpadła z Ligi Mistrzów już na etapie 1/4 finału. Do siatki po stronie gości trafili Ferran Torres i Lamine Yamal.
Drużyna prowadzona przez Hansiego Flicka nie zwolniła tempa po szybko strzelonych dwóch golach i chciała pójść za ciosem. W polu karnym Atletico raz po raz robiło się bardzo gorąco, co jeszcze przed przerwą przełożyło się na kilka spornych sytuacji w "szesnastce" rywali.
Sędzia prowadzący to spotkanie nie dostrzegł jednak przewinień na Danim Olmo i Ferminie Lopezie. Po przerwie nieuznana została również bramka Ferrana Torresa, który był na spalonym. Na domiar złego meczu nie dokończył Eric Garcia. Hiszpan obejrzał czerwoną kartkę.
Po ostatnim gwizdku ostrych słów przed kamerami TNT Sports nie szczędził Raphinha. Brazylijczyk przyznał, że arbiter okradł Barcelonę.
- Moim zdaniem to był mecz, w którym nas okradli. Nie chcę mówić o sędziowaniu, ale graliśmy naprawdę dobrze. Nie wiem, ile fauli popełnili rywale, ale sędzia nie pokazał im ani jednej żółtej kartki. Chciałbym zrozumieć, jakie mają kryteria w stosunku Barcelony - wypalił.
Przypomnijmy, że raptem tydzień wcześniej również doszło do sporej kontrowersji, gdy z boiska wyleciał Pau Cubarsi. FC Barcelona złożyła protest do UEFA, jednak został on odrzucony. Wtorkowa porażka z Atletico oznacza zaś, że "Dumie Katalonii" pozostała gra w La Liga.