Gwiazdor ma 39 lat i nadal gra. Na bank nie traficie, gdzie wylądował
Mało kto wie, że doskonale znany z boisk Premier League David Luiz ma 39 lat na karku i nadal gra. Wcale nie porzucił wielkiej piłki!
David Luiz rozpoczynał profesjonalną karierę w Sao Paulo. Po dwóch latach odrzucony przez tamtejszą akademię przeniósł się do Vitorii. Tam spędził lata, pokonując kolejne szczeble. W 2006 roku zadebiutował na seniorskim poziomie. Po paru niezłych występach na stałe trafił do podstawowego składu. Szybko przyciągnął uwagę skautów z Europy bezkompromisową, odważną jak na swój wiek grą.
W 2007 roku Brazylijczyk przeniósł się do Benfiki. Tam wdrażano go stopniowo. Kontuzje oraz zawieszenia konkurentów do gry w pierwszej jedenastce sprawiły jednak, że po kilku miesiącach Luiz grał już od deski do deski w praktycznie każdym meczu. Nie minęło parę lat, a defensor stał się jednym z najbardziej pożądanych obrońców na Starym Kontynencie. Na radarze mieli go absolutni giganci.
W 2011 roku Brazylijczyk przeszedł do Chelsea. Kosztował 25 milionów euro, stając się wówczas jednym z najdroższych defensorów w dziejach. Obrońca szybko udowodnił jednak, że warto było za niego zapłacić. Luiz nie rezygnował z bezkompromisowej i odważnej gry, a jego zdolności przywódcze sprawiły, że stał się jednym z ulubieńców trybun. Imponował nie tylko w tyłach, lecz także z przodu.
Jego znakiem rozpoznawczym z czasem zostały rajdy pod bramkę oponentów i gole z dystansu. Jako jeden z niewielu stoperów w Premier League łączył siłę fizyczną z umiejętnościami technicznymi, co sprawiało, że w kolejnych oknach transferowych zaczęły interesować się nim potęgi. W 2014 roku Brazylijczyk przeniósł się do PSG. Kosztował 49,5 miliona euro, co oznaczało dwukrotną "przebitkę".
Chelsea zarobiła na nim "na czysto" 24,5 miliona euro. Nie mogła odrzucić propozycji na tym poziomie. Luiz spędził w klubie dwa lata. Na początku występował w praktycznie każdym spotkaniu, natomiast później zaczął notować słabsze występy i odnosić kontuzje. Po dwóch latach Chelsea sprowadziła go z powrotem. Tym razem wystarczyła oferta w wysokości 35 milionów euro, a więc promocyjna.
W kolejnych latach defensor notował występy na poziomie, do którego przyzwyczaił dawniej sympatyków. Sprawdzał się nie tylko w obronie, lecz także w pomocy, łatając wywołane urazami i zawieszeniami dziury w kadrze. Cieszył się zaufaniem klubowych kolegów i menedżerów. Jedyną przeszkodą były coraz częstsze urazy. Finalnie zdeterminowały one jego przyszłość.
W 2019 roku Brazylijczyk przeszedł do Arsenalu. Tam notował wzloty i upadki, przeplatając znakomite występy z kosztownymi błędami. Z czasem coraz częściej lądował na ławce rezerwowych. W ramach wymiany pokoleniowej w 2021 roku odszedł z klubu. Tym razem zdecydował się na powrót do ojczyzny. Tam po raz kolejny odżył.
Najpierw przez trzy lata reprezentował barwy Flamengo, które powiódł do licznych trofeów. Następnie przez kilka miesięcy przywdziewał trykot Fortalezy, w której był wartościowym zmiennikiem. Na koniec kariery zapragnął jednak ponownie grać pierwsze skrzypce. Postanowił wrócić do Europy. Przeszedł do Pafos, gdzie gra do dziś. W tym sezonie miał okazję po raz kolejny występować na boiskach Ligi Mistrzów.
***
Tekst powstał w ramach cyklu "Ciekawostki: Piłka Zagraniczna", w którym piszemy o obecnych, byłych, czy niedoszłych gwiazdach futbolu, których historia zasługuje na przypomnienie.