Hajto wprost o ruchach Widzewa na rynku. "Tylko się tym martwię"

Widzew Łódź sieje istne spustoszenie na rynku transferowym, wydając kolejne miliony na wzmocnienia. Tomasz Hajto twierdzi jednak, że jedna decyzja właściciela może spuścić polski klub na samo dno.
W trakcie letniego okna transferowego szeregi Widzewa Łódź wzmocnili m.in. Osman Bukari, Lukas Lerager, Emil Kornvig czy Christopher Cheng. Wiele wskazuje na to, że nie jest to koniec głośnych ruchów.
Jak informował redaktor naczelny Meczyki.pl, Tomasz Włodarczyk, o krok od przenosin do PKO BP Ekstraklasy jest również Przemysław Wiśniewski. Reprezentant Polski ma kosztować około 4 mln euro.
Głównym celem Widzewa jest oczywiście zdominowanie krajowego podwórka i walka o najwyższe cele, w tym awans do Ligi Mistrzów. Jak przyznał Tomasz Hajto na antenie Polsatu Sport, bieżący sezon może zostać potraktowany jako przygotowania do następnych rozgrywek.
- Najbliższe pół roku to jest sezon przejściowy, żeby zaakceptowano zasady. Potrzebny jest trener, który to wszystko złapie w całość i powie: "Mnie interesuje praca, trening, a nie żale i kontrakty" - przyznał.
Były reprezentant Polski obawia się, że w przyszłości Robert Dobrzycki mógłby zaprzestać dalszego finansowania klubu, co doprowadziłoby do upadku. Przed laty dotknęło to m.in. Polonię Warszawa.
- Tylko się martwię tym, żeby właściciel Dobrzycki został w tym Widzewie, był dalej aktywny i go zbudował - dodał ekspert.
Najbliższy mecz Widzewa Łódź w PKO BP Ekstraklasie zostanie rozegrany już 31 stycznia. Rywalem będzie wówczas Jagiellonia Białystok.