Historyczny klub uciekł od spadku po dziwnym meczu. Aż trzy samobóje [WIDEO]
Banik Ostrawa wciąż jest w grze o utrzymanie w czeskiej ekstraklasie. Mimo że w decydującym starciu pokonał Duklę Praga 3:0, to nie zdobył żadnej bramki. Wszystkie gole podarowali mu rywale.
Przed meczem obie drużyny zamykały ligową tabelę i miały po 26 punktów. W Czechach tylko ostatnia drużyna w tabeli spada bezpośrednio do drugiej ligi, więc zarówno dla Banika, jak i dla Dukli było to starcie o być albo nie być.
W minimalnie lepszej sytuacji była ekipa z Ostrawy, której ze względu na znacznie lepszy bilans bramkowy (-20) wystarczał remis. Dukla z bilansem -25 koniecznie potrzebowała z kolei trzech punktów.
Sam mecz zdecydowanie nie szedł po myśli klubu z Pragi. Banik wyszedł na prowadzenie w 36. minucie, dzięki samobójczemu trafieniu Mariosa Pourzitidisa. Po strzale Srdjana Plavsicia grecki stoper odbił piłkę klatką piersiową, przez co ta zaczęła lecieć w stronę bramki.
W 57. minucie było już 2:0. Tym razem po "swojaku" innego z defensorów Dukli, Mouhamed Traore. Kilkanaście minut później padł gol na 3:0, który również był - a jakże by inaczej - samobójczy. W tym przypadku pechowcem okazał się młodzieżowy reprezentant Czech, Lukas Penxa.
Banik utrzymał korzystny wynik do końcowego gwizdka. Mimo że wygrał trzema bramkami, to żaden z jego zawodników nie wpisał się na listę strzelców. Dukla Praga spadła na drugi poziom rozgrywkowy, zaś ekipę z Ostrawy czeka jeszcze baraż o utrzymanie z FC Taborsko.