"Imperator" na MŚ wjeżdżał jako prawdziwy kozak. Do dziś boli, co było potem

"Imperator" na MŚ wjeżdżał jako prawdziwy kozak. Do dziś boli, co było potem
screen z YouTube / RptimaoTV
Mistrzostwa Świata 2006 zdaniem wielu to najlepszy turniej reprezentacyjny w historii. Czas więc cofnąć się o te 20 lat i przypomnieć sobie pewnego kozaka. Kozaka, który tworzył ofensywny duet reprezentacji Brazylii z Ronaldo Nazario. Pamiętacie może Adriano?
W pierwszej dekadzie XXI wieku reprezentacja Brazylii została obdarzona wyjątkowym pokoleniem piłkarzy. Drużyna "Canarinhos", której częścią byli Ronaldo Nazario, Ronaldinho, Cafu, Roberto Carlos, Rivaldo i wielu, wielu innych zawodników, zdobyła mistrzostwo świata w 2002 roku.
Dalsza część tekstu pod wideo
Cztery lata później Brazylijczycy jechali na mundial do Niemiec, by powtórzyć sukces. Tym razem już w nieco innym, choć wciąż imponującym składzie. Pojawiły się nowe gwiazdy - w Milanie grali Kaka i Dida, na salony wszedł utalentowany, ale nie mniej kłopotliwy Robinho, a w roli napastnika występowała rewelacja Interu Mediolan - Adriano.
Szczyt piłkarskiego boomu na "Imperatora" był wtedy już za nami. W latach 2003-2005 był on rewelacją włoskiej Serie A. Strzelał gole jak na zawołanie. Sezony 2002/03, 2003/04 i 2005/06 skumulowane w całość to w jego wykonaniu 48 goli w 83 ligowych występach dla "Nerazzurrich". Kampania 2005/06 była jednak najgorszą w jego karierze od dawna, bo w 30 meczach ligi włoskiej trafił do siatki jedynie 13 razy.
Stopniowy zjazd formy Adriano był poniekąd skutkiem jego rodzinnej tragedii. W sierpniu 2004 zmarł jego ojciec, co mocno wpłynęło na dalsze prowadzenie się piłkarza. Wpadł on w depresję i uzależnienia, co w dłuższej perspektywie wywarło wpływ na jego rozwój. Niemniej w reprezentacji przeżywał kapitalny okres - pod nieobecność Ronaldo pomógł wygrać "Canarinhos" Copa America 2004, rok później sięgnął zaś z drużyną po Puchar Konfederacji. Występy w obu turniejach przyniosły mu dwie nagrody króla strzelców oraz dwie nagrody MVP rozgrywek.
Nie było więc wątpliwości, że to właśnie w snajperze Interu Mediolan brazylijscy kibice pokładali nadzieje na MŚ 2006. "Imperatorem" nazywany był między innymi ze względu na swoją siłę fizyczną i muskulaturę, ale też kapitalną lewą nogę, która potrafiła posyłać kapitalne strzały.
I rzeczywiście, Adriano te nadzieje spełnił. Wraz z Ronaldo Nazario stworzył świetny, bardzo dobrze rozumiejący się duet napastników. Udało mu się strzelić gola w meczu fazy grupowej z Australią (2:0), a także 1/8 finału z Ghaną (3:0).
Brazylia rozkręcała się z meczu na mecz, jednak później przyszedł ćwierćfinał i pierwszy poważny rywal - Francja. Tu już "Canarinhos" musieli uznać wyższość późniejszych wicemistrzów świata. Przesądził jedyny gol Thierry'ego Henry'ego, który ustalił końcowy wynik spotkania na 1:0.
Po mundialu 2006 Adriano już nigdy nie wrócił na dawny poziom. W Interze grał coraz mniej i mniej, aż w końcu wylądował w ojczyźnie, przechodząc za darmo do Flamengo. Po drodze było jeszcze wypożyczenie do Sao Paulo FC. W kolejnych latach kariery upadły już "Imperator" zahaczył jeszcze o Romę, Corinthians i Athletico Paranaense. Buty na kołek odwiesił w 2016 roku, jako zawodnik Miami United.
***
Tekst powstał w ramach cyklu "Ciekawostki: Piłka Zagraniczna", w którym piszemy o obecnych, byłych, czy niedoszłych gwiazdach futbolu, których historia zasługuje na przypomnienie.

Przeczytaj również