Iordanescu nie wytrzymał po tym, co się stało. "Nie będę frajerem"
Edward Iordanescu był łączony ze stanowiskiem selekcjonera reprezentacji Rumunii, lecz finalnie federacja ma postawić na innego kandydata. Były trener Legii Warszawa poczuł się wykorzystany.
Pod koniec marca Mircea Lucescu, czyli ówczesny opiekun rumuńskiej kadry, źle się poczuł na jednym z treningów i w ciężkim stanie trafił do szpitala. Mimo starań lekarzy życia trenera nie udało się uratować. Kilka dni później zmarł. W Bukareszcie żegnała go rzesza fanów.
Od kilku dni trwają poszukiwania nowego selekcjonera reprezentacji Rumunii. W gronie kandydatów do tego stanowiska przewijał się Edward Iordanescu. Wygląda na to, że działacze zdecydują się na inny wybór. Za głównego faworyta ma uchodzić słynny Gheorghe Hagi.
Zwrot akcji sprawił jednak, że były trener Legii Warszawa czuje się oszukany. Jak przyznał w podcaście iAM Stucan, jego nazwisko zostało wykorzystane, wszak nawet nie podjęto z nim rozmów.
- Jestem tym bardzo zirytowany! Nigdy nie będę frajerem! Nie jestem zadowolony, a wręcz przeciwnie, jestem rozczarowany tym, że moje nazwisko jest wykorzystywane - grzmiał Rumun.
- Nikt nie zapytał, czy chcę wrócić albo czy w ogóle to rozważam. Można zadzwonić i zapytać: "Czy jesteś gotowy wrócić?". Mogę powiedzieć "nie" i wtedy temat się kończy. Albo "tak" i wtedy można mnie brać pod uwagę. Ale wykorzystywanie mojego nazwiska i umieszczanie mnie na listach… Nie wiem po co. Dla wizerunku? Zwłaszcza że wszyscy wiemy, że selekcjonerem zostanie Hagi - podsumował.
Edward Iordanescu odpowiadał już za wyniki reprezentacji Rumunii w latach 2022-24. Później objął zaś stanowisko trenera Legii Warszawa.