Iordanescu przerwał milczenie. Mocne słowa o pobycie w Legii
Edward Iordanescu nie popracował zbyt długo w roli trenera Legii Warszawa. W rozmowie z rumuńskim serwisem Fanatik tłumaczył się z niepowodzenia w naszym kraju.
Szkoleniowiec narzekał na to, jak podchodzili do niego kibice oraz eksperci. Jednocześnie podkreślał jednak, że nie może być to wymówka dla jego wyników, a jedynie nauczka dla rumuńskich fanów.
- Nie mogę generalizować. Oni też są nacjonalistami, mają swoje wartości. Nawet nie zwracali się do mnie po imieniu. Nazywali mnie „Rumunem". Ale to nie miało znaczenia. To nie dlatego nie dokończyłem kontraktu - powiedział Iordanescu.
- Od samego początku słychać było bardzo krytyczne głosy. Prawdopodobnie chcieli polskiego trenera, ale nie mogę generalizować, bo pracowałem z wyjątkowymi ludźmi. W klubie nie miałem takich problemów. To była dobra atmosfera - stwierdził.
- Nie chcę budować wokół tego alibi, bo my w Rumunii zrobiliśmy tak z kilkoma zagranicznymi trenerami. To niedobrze. Musimy być otwarci. Musimy wyjeżdżać za granicę, musimy przyjmować obcokrajowców, którzy przyjeżdżają do nas. Istnieje swoboda przepływu. Nie powinniśmy się zamykać - zaapelował.
Iordanescu wskazał przyczyny niepowodzenia w Warszawie. Podkreślał, że odejście z Legii było przede wszystkim jego decyzją, a o władzach klubu ma bardzo dobre zdanie.
- Kładłem duży nacisk na warunki sportowe, chciałem zapewnienia ciągłości na poziomie składu i wzmocnienia w postaci trzech, czterech zawodników. Niestety, strategia się zmieniła i klub trochę zmienił podejście. Piłkarze zostali sprzedani za duże pieniądze, odeszło 13-14 zawodników, a przyszło dziesięciu. Wszyscy po okresie przygotowawczym. Bardzo trudno jest zintegrować dziesięciu piłkarzy i odbudować drużynę w biegu - podkreślił.
- To była wyłącznie moja decyzja. Prosiłem o to trzykrotnie i ostatecznie doszliśmy do porozumienia. W ostatnim czasie obowiązywała klauzula poufności, ale nawet bez niej nigdy nie będę źle mówił o Legii - zapewnił.