Jak wchodzić do Ekstraklasy, to właśnie tak. Kolejny nastolatek już zrobił furorę. "Ciary!" [NASZ WYWIAD]
Rok temu grał jeszcze w III lidze, a teraz z impetem wszedł na salony. 19-letni Oskar Kubiak z Arki Gdynia w swoim trzecim meczu w Ekstraklasie zdobył bramkę a’la stadiony świata i absolutnie nie był to przypadek. Rośnie kolejny młody, piekielnie utalentowany piłkarz. - Ja nie jestem takim typem zawodnika, co strzeli jedną, dwie bramki - jeszcze taką piękną - i od razu szaleje, w szatni czy poza nią. Ja jestem skromnym, pokornym chłopakiem, który ciężko pracuje - mówi nam najnowszy bohater z drużyny Dawida Szwargi.
1 marca ubiegłego roku zagrał 90 minut w meczu III ligi z rezerwami Pogoni Szczecin. Niemal równo 12 miesięcy później znów zagrał z Pogonią, tyle że jej pierwszym zespołem, debiutując już w PKO BP Ekstraklasie. A po 12 dniach pięknym golem sprawił, że jego nazwisko znalazło się na ustach kibiców i obserwatorów w całej Polsce, nie tylko w Gdyni, którą wprawił w zachwyt rakietą odpaloną w Derbach Trójmiasta. Jak wchodzić na salony, to właśnie w takim stylu. Tak jak Oskar Kubiak.
19-letni wahadłowy Arki to kolejny młody polski zawodnik, na którego warto zawiesić oko w lidze. I kolejny z ekipy Dawida Szwargi po Kamilu Jakubczyku. Kubiak błyskawicznie idzie w górę. Zeszły sezon spędził w trzecioligowej Wdzie Świecie, której jest wychowankiem. Latem trafił do Arki, a ta podjęła decyzję o wypożyczeniu go do II ligi, by otrzaskał się ze szczeblem centralnym w barwach Sokoła Kleczew. A on nie się otrzaskał, a roztrzaskał - ligę. 18 występów, 14 goli, pięć asyst. Nokaut. Nic dziwnego, że Arka zimą ściągnęła go z powrotem, chociaż musiała za to dopłacić, bo nie zawarła w umowie wypożyczenia klauzuli jego skrócenia. Cóż, było warto. Kubiak zagrał w dwóch ostatnich meczach po 90 minut, wyglądał naprawdę dobrze, podkreślił to fantastyczną derbową bramką. Dla walczącej o utrzymanie Arki kolejny “Pan Piłkarz” jest na wagę złota.
Porozmawialiśmy z 19-latkiem m.in. o tym, jak odbiera nagły wzrost zainteresowania jego osobą, często strzela tak piękne gole, jak czuje się w Gdyni, czy nie grozi mu “sodówka” i jak ocenia współpracę z Dawidem Szwargą. Zapraszamy.
MATEUSZ HAWROT, MECZYKI.PL: Gratulacje za bramkę w derbach, piękny strzał. Strzelasz takie gole na treningach? A może w przeszłości w Świeciu lub Kleczewie aż tak ci “siadło”?
OSKAR KUBIAK, ARKA GDYNIA: W Gdyni jeszcze chyba mi się nie zdarzyło strzelić aż takiej bramki. Ale na pewno we wcześniejszych klubach na treningach była ta powtarzalność, zdarzało się. Mam jednak nadzieję, że w Arce będzie takich bramek jak najwięcej.
Co czułeś po golu? Pełne trybuny, blisko 15 tys. ludzi, jeden z Twoich pierwszych meczów w Ekstraklasie, od razu derbowy. Pewnie ogromne emocje, duży moment.
Ciary. Naprawdę - ciary. Taka bramka na takim stadionie w takim meczu to jest coś wielkiego. Pierwsze wrażenie było mocne, prawie zasłabłem (śmiech). Nie no, żartuję, czułem się świetnie. Przy tylu kibicach taki gol - tak jak mówię, coś wielkiego.
No właśnie, jak Ty się czujesz w tym zamieszaniu? Zrobił się wokół Ciebie szum, zainteresowanie, szybko przeskoczyłeś de facto z III ligi do Ekstraklasy. Nie tylko w Gdyni jest o Tobie głośno. Jak Ty to odbierasz?
Zgoda, jest to zainteresowanie, ale ja się na tym na razie nie skupiam. Dopiero przecież wszedłem do Ekstraklasy, na razie “badam teren”, nie zwracam na to uwagi. Robię swoje. Dalej pracuję na treningach tak samo mocno, zobaczymy, co będzie w przyszłości.
Ale obaw o sodówkę raczej nie ma. Pytałem, badałem i słyszałem, że nie ma co się martwić, że nagle coś Ci odbije, bo strzeliłeś gola kolejki.
Absolutnie nie. Ja nie jestem takim typem zawodnika, co strzeli jedną, dwie bramki - jeszcze taką piękną - i od razu szaleje, w szatni czy poza nią. Ja jestem skromnym, pokornym chłopakiem, który ciężko pracuje. Taka bramka jeszcze bardziej motywuje mnie do pracy.
Mówisz o szatni. Jak wyglądało Twoje wejście do niej zimą? Zrobiłeś spory przeskok. Jak przyjęła Cię drużyna, ktoś jest Twoim mentorem, przewodnikiem?
Wchodząc do seniorskiej szatni, ekstraklasowej, miałem pewien stresik, ale chłopaki mnie bardzo dobrze przyjęli. I kapitan, i reszta. Moim mentorem, który zwykle mi podpowiada w szatni, jest Dawid Abramowicz, taki mój “tata w szatni”. Bardzo dużo pomagają mi też Dawid Gojny, Dawid Kocyła, Damian Węglarz i Michał Marcjanik. Wiele osób mnie wspiera, jest wszystko w porządku, jestem zadowolony.
Jak wyglądała zima z Twojej perspektywy? Zostałeś wezwany na obóz przygotowawczy Arki, by się sprawdzić, a potem zobaczymy - taki był przekaz. Sprawdziłeś się, ale całość z formalnym powrotem z Sokoła trochę się przeciągała, zdawało się, że jesteś “w zawieszeniu”. Czy byłeś spokojny o przyszłość, czy była opcja, że jednak wrócisz do Kleczewa?
Od pierwszych dni i trener Szwarga, i dyrektor Nikitović mówili, że zostanę w Gdyni i to tylko kwestia dogadania się klubów. Moje nastawienie się nie zmieniało, cały czas mocno pracowałem.
Jakim trenerem w Twojej ocenie jest Dawid Szwarga? Na pewno wymagającym - to wszyscy wiemy. Jak oceniasz tę współpracę po dwóch miesiącach?
Trener Dawid Szwarga na pewno jest bardzo wymagający, ale mnie się bardzo, bardzo dobrze trenuje z takim wymagającym trenerem. Zwraca uwagę na najmniejsze detale, co mnie też cały czas nakręca do trenowania. Z meczów, z analiz wyłapuję najmniejsze błędy, które jeszcze mogę poprawić. Tak że ta praca według mojej opinii jest bardzo owocna.
Jak ci się gra na wahadle, gdzie jest więcej obowiązków w defensywie? U trenera Pozorskiego w Kleczewie byłeś ustawiony wyżej, co pomogło ci strzelić aż 14 goli w jednej rundzie.
Tak, ale jak zaczynałem grać we Wdzie Świecie, to właśnie na wahadle. Miałem jeszcze krótki epizod na pozycji pół lewego obrońcy. Myślę jednak, że lewe wahadło to dla mnie nominalna pozycja na resztę kariery, czuje się dobrze i w obronie, i w ataku.
Po sezonie w III lidze w Świeciu latem ściągnęła Cię Arka. Jakie były inne opcje na stole? Wiem, że przez osobę Kuby Mazana, Arkowca z agencji S4S, łatwiej było trafić tutaj, do Gdyni, ale pewnie zainteresowanie było szersze.
Tak, transfer do Arki też był planem Kuby, którego serdecznie pozdrawiam. To on prowadził wszystkie rozmowy z klubem. Wiem, że było jakieś inne zainteresowanie, ale najbliżej było mi do Arki. Rozmawiałem też z trenerem, dyrektorem i prezesem, którzy mnie przekonali, że warto przyjść do Gdyni, walczyć tutaj o najwyższe cele.
Jak dużo dało Ci pół roku w Kleczewie? 14 bramek to kosmiczny wynik, ale spojrzałbym szerzej, na ogólny rozwój piłkarski. Stałeś się tam lepszym zawodnikiem?
Grałem tam jako skrzydłowy w 4-3-3, to inaczej niż na wahadle. Sam siebie zaskoczyłem (śmiech). Te gole były takim dodatkiem motywacyjnym, no i pomogło to na pewno, by Arka jeszcze bardziej na mnie spojrzała, a może pomyślała, że może jednak mogła mnie zostawić latem. Myślę, że jestem bardzo zadowolony, bardzo, bardzo dużo dało mi to półroczne wypożyczenie.
Wiem, że po takiej rundzie w Kleczewie już zimą interesowały się Tobą inne kluby. Myślisz w ogóle o przyszłości, czy w stu procentach jesteś skupiony na Arce, na Ekstraklasie, na utrzymaniu?
Tylko i wyłącznie skupiony na tym, co teraz, czyli czwartkowym meczu z Radomiakiem. Co będzie w przyszłości - zobaczymy w przyszłości.
A do rzutu wolnego byś podszedł? Sebastian Kerk Cię wpuści na lewą nogę?
Myślę, że może być ciężko. No chyba, że Sebę zaboli noga (śmiech). Odpukać oczywiście. Ja zawsze jestem gotowy do uderzenia.
Dlaczego to Arka Gdynia ma się utrzymać w lidze?
Bo ciężko, bardzo ciężko pracujemy, by w tej elicie zostać. I na koniec maja się dowiemy, czy to wystarczy - mam nadzieję, wierzę, że tak.