Kapitan Korony ujawnił kulisy skandalu. "Pełna kompromitacja. Żenujące"

Kapitan Korony ujawnił kulisy skandalu. "Pełna kompromitacja. Żenujące"
Dawid Figura / pressfocus
Po piątkowym meczu Radomiaka Radom z Koroną Kielce doszło do skandalu - piłkarz i jeden z pracowników gości zostali zaatakowani przez pijanych kibiców. Teraz kapitan Korony, Wiktor Długosz, opowiedział o kulisach całej sytuacji w rozmowie z Weszło.
Kielczanie wygrali w Radomiu 2:0. Po meczu czerwoną kartką ukarany został Marcin Cebula. Butelką w głowę dostał natomiast Michał Siejak. Wiktor Długosz w rozmowie z Weszło dosadnie opisał poziom zabezpieczeń ze strony służb porządkowych.
Dalsza część tekstu pod wideo
- Późniejsze zdarzenie z tym wbiegającym kibicem to już pełna kompromitacja organizatora meczu. Coś takiego absolutnie nie ma prawa się dziać. Nie chcę rugać sztabu czy zawodników Radomiaka, bo to nie ich wina, to wyłącznie odpowiedzialność organizatora. Nikt nie mógł mieć pewności, że gość, który uderzył Tamara, nie wbiegnie z butelką w ręku i nie rozwali mu jej na głowie - powiedział Długosz.
- Jako piłkarze jesteśmy w centrum wydarzeń i powinniśmy mieć zapewniony jakikolwiek poziom bezpieczeństwa. A ten poziom był żenujący. Nie dość że nasz szef marketingu dostał po głowie małpką rzuconą z trybun, to jeszcze ratownicy medyczni długo nie byli zainteresowani, żeby udzielić mu pomocy. Musiałem wdać się z nimi w szarpaninę, by w ogóle zareagowali i opatrzyli Michała - ujawnił.
Długosz ujawnił skandaliczne słowa, jakie po ataku na Siejaka rzucili ratownicy. Utrzymuje, że sytuacja była naprawdę poważna, a członek sztabu Korony prawie stracił przytomność.
- Ruszył Marcin, ruszyłem ja i dalej się przepychaliśmy, już nawet nie wiem, z kim dokładnie, bo taki zrobił się tłum. Jak już trochę się uspokoiło, nasz dyrektor stwierdził, żebyśmy poszli pod pusty sektor gości, do którego nie wpuszczono naszych kibiców i zrobili sobie zdjęcie. Gdy się tam zjawiliśmy, w naszą stronę posypały się butelki - opisywał.
- Pusta dwusetka przeleciała mi przed nosem. "Siejo" miał mniej szczęścia i został trafiony w głowę. Musiano mu zakładać szwy, prawie stracił przytomność. Powtórzę: zabezpieczenie tego meczu było na żenującym poziomie i chciałbym, żeby to wybrzmiało. Jako kapitan czuję się odpowiedzialny za chłopaków nie tylko w kwestii postawy na boisku, ale też ich zdrowia - dodał.
- Zobaczyłem, że "Siejowi" krew strumieniem płynie po czole i nosie, więc popędziłem do ratowników. "Siejo" zaczął mieć błędny wzrok. Widziałem, że sytuacja robi się poważna i nie jest to jakieś powierzchowne draśnięcie, którym na spokojnie możemy zająć się w Kielcach. Ratownicy zbywali mnie tekstami typu "nic mu nie będzie”, "jak leży, to niech leży”. Zacząłem się z nimi szarpać, podszedłem do tematu bardziej wolicjonalnie i dopiero wtedy łaskawie poszli do niego i się nim zajęli. Wszystko dobrze się skończyło. "Siejo" był szyty w szpitalu i na szczęście już jest w domu, gdzie może dochodzić do zdrowia - zakończył.
Maciej - Pietrasik
Maciej PietrasikDzisiaj · 16:20
Źródło: Weszło

Przeczytaj również