Kochalski chciał wrócić do Ekstraklasy. "Przyjąłem ofertę"
Mateusz Kochalski chciał w przerwie zimowej wrócić do Polski. Bramkarz Karabachu wprost przyznał, że przyjął ofertę klubu z Ekstraklasy. Mimo tego transfer nie doszedł do skutku.
Kochalski wyjechał do Azerbejdżanu latem 2024 roku. Sportowo była to świetna decyzja. Polski bramkarz wywalczył sobie miejsce w podstawowym składzie, a w tym sezonie zagrał w Lidze Mistrzów. Mógł w niej rywalizować z Liverpoolem, Napoli, Chelsea czy Benficą.
Mimo tego 25-latek zimą chciał zmienić klub. Wprost przyznał, że zamierzał wrócić do Widzewa, który akurat szukał nowego bramkarza.
- Potwierdzam, była oferta. I powiedziałem Widzewowi "tak" - powiedział Kochalski w rozmowie z portalem przegladsportowy.onet.pl.
- To jest idealne miejsce do wypromowania się. Ale jest jedna rzecz, o której nikt nie wie, bo o tym nie opowiadałem. Po treningu czy meczu wracam do domu i jestem w nim sam. Z dala od najbliższych. Piłka jest dla mnie bardzo ważna, to oczywiste. Ale na pierwszym miejscu zawsze stawiam i będę stawiał moją rodzinę i najbliższych. Teraz częściej ze mną przebywa moja narzeczona, ale kiedy wraca do Polski - studiuje zaocznie - ciężko mi sobie samemu poradzić. Nie chciałbym, by wyszło, że robię z siebie ofiarę, mam nadzieję, że ludzie to zrozumieją. Jestem człowiekiem rodzinnym i taka rozłąka źle na mnie wpływa psychicznie. Dlatego przyjąłem ofertę z Widzewa - wyjaśnił bramkarz.
Na jego powrót do Polski nie zgodzili się jednak szefowie Karabachu. Odrzucili ofertę z Łodzi.
- Tak się akurat składa, że rezerwowy bramkarz ma kontuzję, z rejestracją nowego mogłyby być problemy. A ja jestem dla drużyny na tyle ważny, że Karabach odrzucił ofertę Widzewa. Co w pełni rozumiem i już tego nie rozpamiętuję. Widzew sprowadził innego bramkarza i temat jest zamknięty - podsumował Kochalski.
Widzew zamiast niego sprowadził Bartłomieja Drągowskiego. Na razie roszady w jego bramce nie spowodowały poprawy wyników. Łodzianie wiosną przegrali dwa mecze i znajdują się w strefie spadkowej.