Kosmiczne Derby Trójmiasta. Niewiarygodne sceny, piękny gol, duża kontrowersja w Gdyni

Co to był za mecz! Po kapitalnych Derbach Trójmiasta Arka Gdynia zremisowała z Lechią Gdańsk 2:2. Gospodarze mogą zachodzić w głowę, jak tego nie wygrali, prowadząc 2:0 i mając wiele sytuacji na gola także już przy remisie.
Jubileuszowe, 50. Derby Trójmiasta przypadły tuż po kolejce, w której to Arka wygrała (2:1 z GKS-em Katowice), a Lechia przegrała (0:2 z Zagłębiem Lubin) swój mecz. W tabeli obie drużyny dzieliły przed tym spotkaniem dwa punkty: 27 do 25 na korzyść gdańszczan, którzy w Ekstraklasie nigdy z Arką nie przegrali. W poprzedniej rundzie wygrali u siebie 1:0, teraz pojechali do Gdyni, by kontynuować dobrą passę. Na szczęście dla trenera Johna Carvera niegroźny okazał się uraz Camilo Meny, skrzydłowy pojawił się w podstawowym składzie. W Arce zabrakło lidera obrony, Michała Marcjanika, zawieszonego za kartki. Wrócił za to najlepszy piłkarz drużyny Dawida Szwargi, Kamil Jakubczyk.
Nie minęło pół minuty, a już mieliśmy przerwę, po tym jak ostro potraktowany został Luis Perea z Arki. Kartki nie było, pojawiła się natomiast krew, na boisko weszli medycy, więc de facto grę zaczęliśmy pod koniec 3. minuty.
W 7. minucie Arka objęła prowadzenie - i to jak efektownie! Oskar Kubiak udowodnił, że ma smykałkę do zdobywania bramek. Drużyna gospodarzy miała rzut wolny, po którym piłka wylądowała na linii pola karnego. Tam po chwili pod nogi dostał ją Kubiak i bez namysłu kropnął prosto w “okienko”. Alex Paulsen był bez szans, a 19-latek utonął w ramionach kolegów. Akcję bramkową sprawdzał jeszcze VAR, ale Paweł Raczkowski finalnie wskazał na środek boiska.
Rozpoczęła się mała jazda bez trzymanki. W odpowiedzi tuż nad poprzeczką główkował Pllana. Potem w polu karnym Lechii zablokowano Rusyna. Następnie Węglarz obronił sam na sam z Bobckiem. Potem Bobcek trafił już do siatki, jednak z wyraźnej pozycji spalonej. To wszystko przed upływem kwadransa!
Mecz się uspokoił, Arka raczej kontrolowała boiskowe wydarzenia. Obu stronom nie pomagała też murawa. W pewnym momencie ciekawiej zrobiło się na trybunach, gdzie kibice zafundowali lutową odsłonę Sylwestra
Sędzia dwukrotnie zmuszony był przerywać grę i doliczył do pierwszej połowy aż dziesięć minut. W czwartej z nich Lechia prawie wyrównała - piłkę lecącą do bramki po strzale Bobcka na poprzeczkę skierował stoper Arki Kike Hermoso, gościom zabrakło paru centymetrów. Hiszpan fetował tę interwencję niczym gola.
Przed przerwą po stronie gospodarzy groźnie uderzał jeszcze Rusyn, lecz Paulsen był na posterunku. Do szatni obie ekipy zeszły więc przy wyniku 1:0.
W 46. minucie było już 2:0. Sprzed “szesnastki” atomowo huknął Marc Navarro i podwyższył wynik. Co ciekawe, Hermoso, bohater sprzed kilkunastu minut, asystował rodakowi… przewrotką.
Arka kontynuowała napór. W 51. minucie kibice złapali się za głowy, gdy na poprzeczce wylądował klasyczny centrostrzał Rusyna. Po chwili rozpędzony Ukrainiec kapitalnie “poklepał” z Espiau i był bliski gola, Lechię uratował rykoszet. Następnie zrobił to Paulsen, popisując się fenomenalnym refleksem na linii bramkowej po próbie Szoty.
Niewykorzystane sytuacje błyskawicznie zemściły się na Arce. W 54. minucie kontaktowego gola dla gości strzelił Kacper Sezonienko.
Arka jakby zamarła i zaraz zrobiło się 2:2. Strzał oddał Żelizko, a Węglarz - nie wiadomo dlaczego - jedynie stał i obserwował, jak piłka raptem wpada do bramki. Remis!
W Gdyni działy się sceny. W 64. minucie koszmarne pudło z trzech metrów zaliczył Kerk. Niemiec miał idealną sytuację na 3:2 dla gdynian, ale trafił tylko w słupek!
Kwadrans przed końcem zawrzało pod bramką Lechii. Źle interweniował Paulsen, który wyszedł na przedpole i piąstkował w górę “świecę”. Na bezpańską piłkę czaił się Gutkovskis, po chwili padł on trzymany przez rywala. Arkowcy domagali się rzutu karnego, sytuację analizowali sędziowie VAR, ale nie wezwali Pawła Raczkowskiego do monitora. Wyglądało to na mocną kontrowersję.
W 79. minucie Arka znów trafiła w słupek - tym razem piętą uderzał Rusyn. Potem było gorąco w samej końcówce pod bramką Węglarza, jednak gdynianie ugasili pożar i uniknęli dramatu.
Więcej bramek zatem nie ujrzeliśmy. Skończyło się 2:2. Arka może sobie pluć w brodę, gdyż prowadziła 2:0 i miała okazje zarówno na 3:0, jak i potem na 3:2, gdy piłka dwukrotnie trafiała w słupek. Było to natomiast kapitalne widowisko.