Koszmarny występ GKS-u, drużyna z Izraela za mocna. A mogło być dużo gorzej!
Nie tak miał skończyć się pucharowy czwartek dla polskich drużyn. GKS Katowice w bardzo słabym stylu przegrał 0:2 z Hapoelem Tel Awiw. Fatalna gra w obronie Katowiczan mogła skończyć się jeszcze wyższym wynikiem.
Spotkanie rozpoczęło się dla "GieKSy" w najgorszy możliwy sposób. W 5. minucie piłkę po fatalnym przerzucie stracił Borja Galan. Rywale bezlitośnie to wykorzystali - Altman wycofał piłkę do Turiela, a ten przymierzył zza pola karnego.
W 18. minucie było już 0:2. Tym razem przed własną bramką bardzo źle zachował się Arkadiusz Jędrych, a z prezentu skorzystał Alkoukin, lobując wysuniętego Kobylaka.
Do przerwy GKS mógł zresztą przegrywać jeszcze wyżej. Kobylak tym razem zatrzymał jednak Alkoukina, a po faulu Jędrycha Katowiczan przed rzutem karnym uratował tylko fakt, że napastnik rywali był na spalonym.
Wynik 0:2 był tak naprawdę najniższym wymiarem kary. GKS próbował odpowiedzieć za sprawą Nowaka, ale bramkarz Hapoelu z łatwością złapał piłkę.
W drugiej części spotkania Górak próbował ratować sytuację zmianami. Na boisku pojawili się między innymi Ilja Szkurin czy Mateusz Kowalczyk. Ten ostatni zatrudnił nawet bramkarza rywali, ale golkiper dobrze interweniował.
Przez długi czas najciekawszym momentem po przerwie było wbiegnięcie na boisko jednego z kibiców. W końcówce kolejny błąd Jędrycha naprawił Kobylak, ratując drużynę w sytuacji sam na sam.
Finalnie Hapoel Tel Awiw wygrał 2:0 i zapewnił sobie zaliczkę przed rewanżem w Katowicach. Jeśli GKS chce znów odwrócić losy dwumeczu, u siebie musi zagrać zdecydowanie lepiej. Rewanż w środę 12 lipca.
Oglądaj program po meczach polskich drużyn na kanale Meczyki
