Man City bił dla niego rekord, Guardiola nie miał litości. Głowa boli, gdzie dziś gra

Man City bił dla niego rekord, Guardiola nie miał litości. Głowa boli, gdzie dziś gra
Icon Sport / pressfocus
W 2014 roku został najdroższym obrońcą na świecie. Eliaquim Mangala po świetnych występach w barwach FC Porto zapowiadał się naprawdę obiecująco. Miał być ostoją defensywny Manchesteru City przez długie lata. Rzeczywistość okazała się jednak inna. Trudno uwierzyć, gdzie dziś gra.
W 2008 roku Mansour bin Zayed Al Nahyan został właścicielem Manchesteru City. Dzięki jego pieniądzom, klub z Etihad Stadium dokonał wielu imponujących ruchów. Zdarzały się również nieudane transakcje, które śmiało można nazywać transferowymi niewypałami.
Dalsza część tekstu pod wideo
W letnim okienku sezonu 2014/15 szeregi "Obywateli" po prawie pięciu latach opuścił legendarny Joleon Lescott. Działacze za wszelką cenę starali się znaleźć dla niego zastępstwo. W rezultacie sfinalizowano przenosiny obrońcy, który wówczas wymiatał w portugalskiej ekstraklasie.
Władze ściągnęły na Etihad Stadium obrońcę FC Porto, Eliaquima Mangalę. Warto podkreślić, że obserwowały Francuza przez około rok i po odejściu Lescotta zdecydowały się dopiąć jego transfer. Stoper przeniósł się do Anglii za blisko 50 milionów euro. Na tamten moment był najdroższym obrońcą na świecie.
Mangala trafił do Manchesteru City za czasów kadencji Manuela Pellegriniego. Zadebiutował 21 września 2014 roku w zremisowanym 1:1 meczu piątej kolejki Premier League przeciwko Chelsea. W jego trakcie rozegrał pełne 90 minut, nieźle prezentując się w duecie z doświadczonym Vincentem Kompanym.
W dość krótkim czasie zaczęły jednak wychodzić braki w defensywnej grze Mangali. Na obrońcy ciążyła presja rekordowej opłaty za transfer, co jak przyznał po latach, odcisnęło na nim piętno. Francuz nie dojechał mentalnie, lecz zawodził również w kontekście czysto piłkarskich umiejętności.
- Powiedziano mi, że to ponad 50 milionów euro, a 50 milionów euro to dużo pieniędzy… Żaden człowiek nie jest wart 50 milionów euro! Kiedy jesteś częścią branży, biznesu, nieuchronnie wkraczasz w logikę, która wykracza poza normalne życie. W każdym razie nikt nie jest wart takiej ceny. To nie ma sensu - wspominał po latach w wywiadzie dla Le10 Sport Mangala.
Stoper miał kłopot z utrzymaniem stabilnej formy. Co więcej zdaniem wielu źle ustawiał się w defensywie, nie potrafiąc przystosować się do realiów panujących w Premier League. Pellegrini w niektórych spotkaniach rezygnował z jego usług, lecz w dalszym ciągu darzył go sporym zaufaniem.
Poważne tarapaty Mangali rozpoczęły się w lipcu 2016 roku, gdy miejsce Włocha na stanowisku pierwszego szkoleniowca Manchesteru City zajął Pep Guardiola. W układance Hiszpana nie było miejsca dla popełniającego błędy Francuza. Stało się jasne, że ten musi poszukać swojej szansy na grę w innym klubie.
W letnim okienku sezonu 2016/17 Mangala został wypożyczony do Valencii. W Hiszpanii dalej zdarzały mu się wpadki, lecz mógł liczyć na regularne minuty. Na Półwyspie Iberyjskim zdołał nieco się odbudować i wrócił do Manchesteru City, w którym w dalszym ciągu nie miał czego szukać.
Przez siedem miesięcy Mangala wystąpił w 15 meczach, w których rozegrał około tysiąca minut, pełniąc rolę zmiennika. Pod koniec stycznia 2018 roku działacze ponownie zdecydowali się go wypożyczyć. Tym razem trafił do Evertonu, a jego pobyt na Goodison Park przebiegł fatalnie. Po zaledwie dwóch występach Francuz nabawił się kontuzji kolana, przez którą wypadł na prawie dziewięć miesięcy. W barwach "The Toffees" już nie zagrał.
Stoper wrócił do Manchesteru City i starał się odbudować w rezerwach klubu. Ostatecznie w sierpniu 2019 roku po prawie czterech miesiącach bez gry odszedł jako wolny zawodnik do Valencii. Jego powtórny epizod w hiszpańskim klubie był katastrofalny. Często nie łapał się do meczowej kadry, zmagał się z problemami zdrowotnymi, a gdy już pojawiał się na murawie, dostawał same "ogony".
Przez prawie dwa lata spędzone w Walencji Mangala wystąpił w 20 spotkaniach, w których rozegrał niecałe 1500 minut. Finalnie w lipcu 2021 roku pozostał bez klubu. Szukał nowego pracodawcy przez prawie siedem miesięcy i związał się z AS Saint-Etienne. We Francji mógł liczyć na regularną grę. Mimo to po około pół roku znów pozostał na lodzie.
Francuz rozglądał się za nowym klubem przez ponad 13 miesięcy. Ostatecznie w sierpniu 2023 roku podpisał kontrakt z portugalskim Estoril. Na Półwyspie Iberyjskim spędził prawie dwa lata, w trakcie których nękały go problemy zdrowotne. Nie był zawodnikiem pierwszego składu, pełnił raczej rolę zmiennika.
Umowa Mangali z Estorilem wygasła na początku lipca. Stoper po raz kolejny trafił na bezrobocie i szukał zespołu przez długie miesiące. Pod koniec stycznia zgłosiło się po niego Oriente Petrolero. Nowy klub Mangali występuje w boliwijskiej ekstraklasie. Można więc śmiało stwierdzić, że stoper w wieku 34 lat zrezygnował z poważnego futbolu i obrał kompletnie zaskakujący kierunek.
***
Tekst powstał w ramach cyklu "Ciekawostki: Piłka Zagraniczna", w którym piszemy o obecnych, byłych, czy niedoszłych gwiazdach futbolu, których historia zasługuje na przypomnienie.
Filip - Węglicki
Filip WęglickiDzisiaj · 10:30
Źródło: Le10 Sport

Przeczytaj również