Manchester z wygraną jak w totka. Transferowy majstersztyk
To był kolejny transferowy majstersztyk Manchesteru City. Ferran Torres zapewnił klubowi wielką kasę w półtora roku.
Ferran Torres rozpoczynał profesjonalną karierę w Valencii. Przez lata piął się po kolejnych szczeblach, włączając w to ekipy U18 i U19. W 2017 roku został przeniesiony do rezerw, zaś już kilka miesięcy później zadebiutował w seniorach: najpierw w Pucharze Króla, a następnie w LaLiga. Przeszedł dzięki temu do historii jako pierwszy gracz urodzony w 2000 roku, który wystąpił w hiszpańskiej ekstraklasie.
Hiszpan spędzał kolejne miesiące na ławce rezerwowych, jednak w rozgrywkach 2019/20 przebojem wdarł się do podstawowego składu. Odnajdował się wszędzie, gdzie go wystawiano: najczęściej występował na obu skrzydłach, jednak nie miał również problemu z rolą środkowego napastnika. Już wtedy znajdował się na radarach czołowych europejskich klubów, z Barceloną oraz Realem Madryt na czele.
Koniec końców Torres postanowił kontynuować karierę poza Hiszpanią. Przed startem rozgrywek 2020/21 przeniósł się do Manchesteru City za okazyjną cenę. Valencia musiała sprzedawać graczy, by utrzymać płynność finansową, wobec czego puściła go do Anglii za 33,5 miliona euro. Tam zaczął być na stałe wystawiany nie tylko jako skrzydłowy, lecz także jako fałszywa "dziewiątka".
Hiszpan, kiedy tylko mógł, odpłacał się trafieniami oraz asystami. Problem w tym, że jeszcze lepsze liczby notowali Sergio Aguero i Gabriel Jesus. Wobec tego wchodził na plac gry głównie z ławki rezerwowych. Wiele obiecywał sobie po sezonie 2021/22 i odejściu z klubu Aguero. Wtedy stał się drugim napastnikiem w hierarchii. Na początku kampanii notował występy w każdym starciu.
Po kilku tygodniach doznał jednak poważnej kontuzji. Złamał kość śródstopia, co wykluczyło go z gry na trzy miesiące. Jak się okazało, ostatnie trzy miesiące w "The Citizens". W zimowym oknie transferowym klub postanowił bowiem sięgnąć po Juliana Alvareza, a Torresa wystawić na listę transferową. Zgłosiła się FC Barcelona, poszukująca elastycznego gracza do ataku.
"Obywatele" pozwolili Hiszpanowi przenieść się do ojczyzny za 55 milionów euro. Tym samym zainkasowali 21,5 miliona euro w półtora roku. Trzeba powiedzieć, że nawet najlepiej oprocentowana lokata świata nie zapewniłaby im takiego zarobku w półtora roku. Było to jednocześnie jedno z niewielu okien transferowych w minionych latach, w których klub wyszedł na plus.
Początki Torresa w "Blaugranie" nie były łatwe. Początkowo gwarantował on wyłącznie solidne występy, nie zapewniając liczb. W dodatku kilkukrotnie mierzył się z urazami uda, które praktycznie wykluczały go z walki o występy w pierwszej jedenastce. Nie pomagały mu kolejne wzmocnienia "Dumy Katalonii".
Przełomowe dla niego były rozgrywki 2024/25, kiedy przestał być rzucany po pozycjach i zaczął występować wyłącznie na środku ataku, na stałe zyskując miano zmiennika Roberta Lewandowskiego. To w tej roli udowodnił, że potrafi brać ciężar gry "Dumy Katalonii" na swoje barki w najważniejszych chwilach.
W międzyczasie wyrósł na jeden z filarów kadry. Po debiucie w 2020 roku, niezależnie od sytuacji w klubie, jest powoływany na praktycznie każde zgrupowanie reprezentacji, choć nie zawsze występuje na szpicy. W ostatnim sparingu z Egiptem pełnił nawet funkcję kapitana. W obecnych rozgrywkach zanotował 16 trafień i zaliczył jedną asystę na przestrzeni 42 występów.
***
Tekst powstał w ramach cyklu "Ciekawostki: Piłka Zagraniczna", w którym piszemy o obecnych, byłych, czy niedoszłych gwiazdach futbolu, których historia zasługuje na przypomnienie.