Michniewicz o kulisach afery premiowej. Zadzwonił do niego Morawiecki
Czesław Michniewicz odniósł się do afery premiowej, która wybuchła wokół reprezentacji Polski w trakcie mistrzostw świata w 2022 roku. Były selekcjoner twierdzi, że za całe zamieszanie przeprosił go później ówczesny premier Mateusz Morawiecki.
Morawiecki przed mundialem obiecał piłkarzom wielomilionową premię za wyjście z grupy. Gdy sprawę opisały media, wycofał się ze swoich słów. Sprawa na długo zepsuła atmosferę w drużynie i wokół niej. Media długo rozpisywały się o bulwersujących kulisach całego zamieszania.
Choć minęły od niego już ponad trzy lata, to temat wciąż jest nośny. Michniewicz mówił o nim w programie Grzegorza Krychowiaka, który był w kadrze na tamten turniej.
- My ręki do premiera po premię nie wyciągaliśmy. To nie był nasz pomysł. To był pomysł premiera - mówił Michniewicz w programie "W stylu Krychowiaka" w RMF FM.
Były reprezentant Polski zapytał 55-latka, czy ten stracił pracę przez zamieszanie wokół premii. Michniewicz uważa, że miało to duży wpływ na decyzję PZPN.
- Premier dzwonił do mnie, gdy okazało się, że kontrakt nie zostanie przedłużony. Przepraszał mnie za to całe zamieszanie. Mówił, że ta premia wpłynęła negatywnie i przez to straciłem pracę, a on uważa, że nie powinienem - zdradził były selekcjoner.
- Ja czy ty nie jesteśmy niczemu winni. Pukał ktoś do ciebie, żebyś dał numer konta? - zapytał Michniewicz, a Krychowiak zaprzeczył.
Polacy w Katarze wyszli z grupy, co wcześniej na mundialu udało im się w 1986 roku. Mimo tego to osiągnięcie znalazło się w cieniu afery.
- Najważniejszy element mistrzostw w Katarze to była premia. Byliśmy tam prawie trzy tygodnie, zagraliśmy cztery mecze ze swietnymi zepołami, była fajna atmosfera... Dużo rzeczy było fajnych, a wszystko zostało sprowadzone do premii - podsumował Michniewicz.