Mocne słowa Vukovicia. Tak odpowiedział na krytykę
Aleksandar Vuković utrzymał się z Widzewem Łódź w PKO BP Ekstraklasie. W rozmowie z WP Sportowe Fakty przyznał, co czuje po ostatnim meczu sezonu.
Przed finałową kolejką Widzew miał wszystko w swoich rękach. Musiał wygrać u siebie z Piastem Gliwice i dokonał tej sztuki. I tak utrzymałby się jednak w elicie dzięki porażce Lechii Gdańsk. Aleksandar Vuković w rozmowie z WP Sportowe Fakty nie kryje dużych emocji.
- Ulga! To słowo lepiej opisuje moje emocje. Oczywiście radość też czułem, bo przecież było się z czego cieszyć, ale faktycznie przez wiele tygodni dźwigałem na barkach olbrzymią odpowiedzialność. Zrzucenie z siebie tego ciężaru było gigantyczną ulgą - przyznał Vuković.
Szkoleniowiec był mocno krytykowany za styl gry łódzkiej drużyny. Zdecydowanie odpiera jednak krytykę. Uważa, że w trudnych okolicznościach poradził sobie naprawdę dobrze.
- Trochę graliśmy w kratkę, ale przecież w Ekstraklasie także kandydaci do mistrzostwa grali w kratkę. Czy można się więc dziwić, że drużyna broniąca się przed spadkiem też gra w kratkę? Trochę to nieracjonalne, by od zespołu walczącego o utrzymanie oczekiwać, żeby cały czas wygrywał. Skoro znalazł się w poważnych tarapatach, to ma to jakieś przyczyny. Rzeczywistość nie zmienia się o 180 stopni z dnia na dzień. Ja od początku miałem tego świadomość i powtarzałem to mojej drużynie - podkreślił.
- Rozumiem, że kibic ma prawo myśleć inaczej, bardziej życzeniowo. Na naszą sytuację mocno rzutowały porażki Widzewa z wcześniejszych miesięcy. Nie było marginesu na potknięcia czy błędy. Ale ja mam argumenty na to, że nie punktowaliśmy źle, bo to było na poziomie np. Jagiellonii Białystok czy innych drużyn, które grały w czubie tabeli. Tyle, że gdy my wygrywaliśmy, to wygrywali też nasi bezpośredni rywale i nie długo nie mogliśmy wyjść ze strefy spadkowej - stwierdził.
- Brakowało nam komfortu, cały czas graliśmy z nożem na gardle. Nie byliśmy w stanie zapewnić sobie utrzymania wcześniej, choć bardzo tego chcieliśmy. Ale najważniejsze jest, że w żadnym trudnym momencie nie rozpadliśmy się jako drużyna. Po porażkach z Radomiakiem, Legią czy Koroną potrafiliśmy się podnieść, to się nie posypało. Za każdym razem wstawaliśmy z kolan i to jest największy sukces tej drużyny na finiszu sezonu - zakończył.