Mocny głos po aferze Siemieńca. "Kara byłaby straszakiem"

W polskim futbolu zawrzało po ujawnieniu kontaktów Adriana Siemieńca z sędziami. Na kanale Meczyki w zdecydowany sposób do tej afery odniósł się Bartłomiej Stańdo.
Siemieniec chciał, żeby sędzia Paweł Raczkowski w meczu z GKS-em Katowice ulgowo potraktował ośmiu piłkarzy Jagiellonii, którzy byli zagrożeni pauzą za kartki w ostatniej kolejce poprzedniego sezonu Ekstraklasy. Wiadomość przekazał mu za pośrednictwem innego arbitra - Arkadiusza Kamila Wójcika.
Sprawę latem badał PZPN, ale światło dzienne ujrzała dopiero dzięki mediom. Ujawnił ją serwis WP Sportowe Fakty.
Na razie Siemieniec uniknął kary. Stańdo uważa, że źle świadczy to o przepisach regulujących funkcjonowanie trenerów i arbitrów.
- W Polsce jest przepis, że nie można kontaktować się z sędzią. Dlaczego nie ma obok zdania "bo będziesz miał pół roku zawieszenia"? Kara byłaby straszakiem, a my teraz dyskutujemy, czy to jest moralne i etyczne. To powinno być twardo zapisane w prawie, że kontakt telefoniczny, SMS-owy itd. z sędzią jest zabroniony - ocenił Stańdo.
Jego zdaniem zbyt bliskie relacje między trenerami i piłkarzami a sędziami są szkodliwe.
- Przyzwyczailiśmy się do zarządzania meczem przez arbitrów przez serial "Sędziowie". Świat, w którym sędziowie nie mają żadnych kontaktów w stylu "mordeczko", "siema", "zaraz będzie żółta, jak nie przestaniesz faulować", byłby dla mnie światem akceptowalnym. Bo później Mateusz Klich pisze, że jakiś sędzia mu czegoś nie gwizdnął, bo go nie lubi. Ręce mi opadły - podsumował.
Oglądaj "Pogadajmy o piłce" na kanale Meczyki:
