Nie do wiary, co działo się w bazie Niemców. Piłkarze jak dzieci
W Niemczech trwają rozliczenia po klęsce na mistrzostwach świata. Na światło dzienne wychodzą ciekawe informacje na temat sposobu bycia Juliana Nagelsmanna i kulisy pobytu kadry w Stanach Zjednoczonych.
Niemcy zaliczyli trzeci z rzędu nieudany mundial. Wyszli z grupy, ale z rywalizacją pożegnali się już w 1/16 finału. Przegrali w rzutach karnych z Paragwajem.
Po klęsce w centrum uwagi znalazł się Julian Nagelsmann. 38-latek jest krytykowany nie tylko za niezadowalające wyniki czy decyzje kadrowe, ale też zachowanie wobec piłkarzy.
Sky Sport twierdzi, że Nagelsmann miał problem ze stworzeniem więzi z zawodnikami i odpowiedniej atmosferze w grupie. Z piłkarzami miał komunikować się przez wiadomości głosowe wysyłane na WhatsAppie. Dłuższe rozmowy były rzadkością. W dodatku selekcjoner nie odwiedzał kadrowiczów w klubie.
Nagelsmann i jego współpracownicy nie docenili też kwestii związanych z organizacją pobytu reprezentacji w Stanach Zjednoczonych. Niemcy na swoją bazę wybrali Winston-Salem. Głównym powodem miała być bliskość boisk treningowych i lotniska.
Zawodnicy nie byli zadowoleni z pobytu w Winston-Salem. Nie ukrywali, że poza treningami nie mają tam nic do roboty. Joshua Kimmich spytał nawet dziennikarzy o to, co robić w kolejne dni. Nick Woltemade ujawnił, że niektórzy zawodnicy z nudów... bawili się w chowanego.
Piłkarze mieli też zastrzeżenia do sztabu szkoleniowego zbudowanego przez Nagelsmanna. Według mediów selekcjoner otoczył się potakiwaczami. Z grona współpracowników wypadł za to popularny w drużynie fizjoterapeuta Michael Deiss.
Pozostanie Nagelsmanna na stanowisku jest mało prawdopodobne. Na głównego kandydata na jego następcę wyrósł Juergen Klopp.