Norweg wypalił po meczu z Anglią. "Czuję się trochę okradziony"
Reprezentacja Norwegii zakończyła swój udział w mistrzostwach świata na ćwierćfinale. Andreas Schjelderup winił za to sędziego Clementa Turpina.
Mecz Norwegii z Anglią (1:2) obfitował w kontrowersje. Pierwszy gol dla drużyny Thomasa Tuchela padł po tym, jak piłka być może uderzyła w linę podtrzymującą kamerę zawieszoną nad boiskiem. Duże emocje wywołało też anulowanie bramki dla Norwegii ze względu na rzekomy wcześniejszy faul Erlinga Haalanda.
Schjelderup po meczu koncentrował się przede wszystkim na drugiej z tych decyzji. Według niego Turpin przesadził.
- Uważam, że gol na 2:1 nie powinien zostać anulowany. Jeśli to był faul, to w trakcie meczu piłkarskiego można odgwizdać ich naprawdę bardzo wiele - komentował Schjelderup.
- To był bardzo miękki faul i szczerze mówiąc czuję się trochę okradziony - dodał reprezentant Norwegii.
22-latek strzelił jedynego gola dla swojej drużyny. Uderzył w nietypowy sposób - gol padł po tzw. centrostrzale.
- To był niesamowity moment. Zdobycie swojego pierwszego gola na mistrzostwach świata w takim meczu to ogromna frajda. To było coś pomiędzy strzałem a dośrodkowaniem. Wolę wierzyć, że to moja zmarła babcia pokierowała tę piłkę do bramki - podsumował Schjelderup.