Odrodzenie United, Tottenham naprawdę chce spaść. Grzmoty w Premier League

Po niefortunnym starcie Manchester United zdołał się przebudzić i pokonał Crystal Palace 2:1 (0:1). Inny klub ze słynnego "Big Six", Tottenham, znów stracił punkty, przegrywając z Fulham 1:2 (0:2). Z kolei Brighton po szalonym początku rozprawiło się z Nottingham Forest 2:1 (2:1). Działo się w Premier League!
Manchester United - Crystal Palace
Michael Carrick jest trenerem Manchesteru United od połowy stycznia. Od tamtej pory zespół z Old Trafford zanotował pięć zwycięstw i remis, pokonując m.in. Manchester City czy Arsenal. Nie powinno więc dziwić, że kibice "Czerwonych Diabłów" liczyli na pełną pulę punktów także w starciu z będącym w słabej formie Crystal Palace.
Początek spotkania nie należał jednak do Manchesteru United. W czwartej minucie Brennan Johnson posłał dośrodkowanie z rzutu rożnego w kierunku Maxence Lacroix. Francuz wykiwał Leny’ego Yoro i strzałem głową umieścił piłkę w siatce.
Zaledwie kilkanaście minut później "Czerwone Diabły" otrzymały kolejny cios. Otóż Luke Shaw ucierpiał w starciu z Danielem Munozem i nie był w stanie kontynuować meczu. Jego miejsce na murawie zajął Noussair Mazraoui.
W 54. minucie Matheus Cunha dostał podanie w pole karne rywali. Brazylijczyk popędził za piłką i padł na murawę po kontakcie ze strzelcem gola, Lacroix. Arbiter wspomógł się systemem VAR i pokazał Francuzowi czerwoną kartkę oraz wskazał na wapno. Do wykonania jedenastki podszedł Bruno Fernandes, który doprowadził do wyrównania.
Zaledwie chwilę później, bo w 65. minucie, "Czerwony Diabły" zdołały wyjść na prowadzenie. Po zamieszaniu w polu karnym rywali piłka trafiła pod nogi Fernandesa, który posłał precyzyjne dośrodkowanie na głowę Benjamina Sesko. Słoweniec nie pomylił się z bliskiej odległości i strzelił na 2:1.
Manchester United stworzył jeszcze kilka groźnych sytuacji. Przykładowo, w 74. minucie Casemiro zamykał akcję swojej drużyny i znajdując się tuż przed bramką, strzelił prosto w golkipera rywali. Finalnie "Czerwone Diabły" dowiozły korzystny wynik do ostatniego gwizdka i pokonały Crystal Palace 2:1.
Fulham - Tottenham
W bieżącym sezonie Premier League Tottenham prezentuje się fatalnie. Jego sytuacji nie poprawiła zmiana szkoleniowca. "Koguty" pod wodzą Igora Tudora dalej grają słabo. Klub nie zaznał ligowego zwycięstwa od końcówki grudnia. O przełamanie w meczu z solidnie grającym Fulham było więc potwornie trudno.
Gospodarze faktycznie postawili rywalom twarde warunki, zaczynając od szybkiej bramki. Już w siódmej minucie Harry Wilson otrzymał podanie w polu karnym Tottenhamu i strzałem z woleja zapakował piłkę do siatki.
"Koguty" próbowały odpowiedzieć na gola rywali, lecz bezskutecznie. Niezłe okazje mieli Pedro Porro i Randal Kolo Muani. Fulham nie zamierzało jednak zwalniać tempa, dalej naciskając. Przed świetną szansą stanął m.in. Kenny Tete. Niedługo później Wilson padł w polu karnym rywali, lecz nie było mowy o jedenastce.
W 34. minucie gospodarze podwyższyli swoje prowadzenie. Alex Iwobi wymienił podania z Wilsonem i posłał piękne uderzenie sprzed pola karnego. Piłka po jego strzale odbiła się od słupka, a następnie wpadła do siatki. Fulham prowadziło już 2:0.
Na początku drugiej połowy zagrożenie pod bramką rywali stowrzyli Emile Smith Rowe, Raul Jimenez oraz Tete, którym ostatecznie zabrakło skuteczności. Niewykorzystane szanse w końcu się na nich zemściły. W 66. minucie Archie Gray dośrodkował na głowę Richarlisona, a ten zdobył bramkę kontaktową.
"Koguty" nie zdołały odrobić jednak strat i poniosły czwartą ligową porażkę z rzędu, przegrywając z Fulham 1:2. Drużyna Tudora z dorobkiem 29 punktów zajmuje 16. miejsce w tabeli i znajduje się zaledwie cztery "oczka" nad strefą spadkową.
Brighton - Nottingham Forest
W niedzielne popołudnie najdynamiczniej rozpoczęło się spotkanie na Amex Stadium. Będące w roli gospodarza Brighton trafiło do siatki rywali, prowadzonych przez czwartego szkoleniowca w tym sezonie, już w szóstej minucie. Po drobnym zamieszaniu w szesnastce rywali piłka trafiła pod nogi Diego Gomeza, który huknął z woleja, zdobywając ładną bramkę.
Odpowiedź gości była natychmiastowa. W 13. minucie Igor Jesus wyłożył piłkę Morganowi Gibbsowi-White’owi, który po przyjęciu posłał precyzyjne uderzenie. Bart Verbruggen wyciągnął się do futbolówki, lecz nie zdołał jej dosięgnąć. Po bramce Anglika na tablicy wyników widniał remis 1:1.
Brighton nie zamierzało się pogodzić z faktycznym stanem rzeczy. Zaledwie dwie minuty po golu kapitana Nottingham Forest padła kolejna bramka. Danny Welbeck otrzymał podanie w polu karnym rywali, opanował piłkę, a następnie zapakował ją do siatki. Po jego trafieniu było już 2:1.
W drugiej połowie oba zespoły wyraźnie zwolniły. W rezultacie kibice nie zobaczyli więcej bramek. Brighton pokonało na własnym stadionie Nottingham Forest 2:1 i umocniło swoją pozycję w środku tabeli.