Otoczenie Magiery wstrząśnięte. "Zdrowotnie nic na to nie wskazywało"

Jacek Magiera nie żyje. Ta wiadomość wstrząsnęła cały polskim futbolem. Bliscy i współpracownicy trenera podkreślają, że nikt nie spodziewał się takiej tragedii.
49-latek jak co rano biegał w Parku Grabiszyńskim we Wrocławiu. To tam zasłabł i stracił przytomność. Jak donoszą WP Sportowe Fakty, był reanimowany przez ponad godzinę.
Walka lekarzy nie przyniosła jednak skutku. Marek Magiera, brat szkoleniowca, krótko zabrał głos na temat piątkowej tragedii.
- Jestem w ciężkim szoku, nikt się tego nie spodziewał. Gubię myśli, staram się zebrać w głowie to, co się wydarzyło. Nic więcej nie jestem w stanie powiedzieć - powiedział Marek Magiera.
W marcu szkoleniowiec był obecny na zgrupowaniu reprezentacji Polski. Andrzej Dawidziuk, który także należy do sztabu Jana Urbana, podkreśla, że nie było mowy o żadnych problemach Magiery.
- Zdrowotnie absolutnie nic nie wskazywało, że coś takiego może się wydarzyć, a wręcz przeciwnie. Nie można tego racjonalnie wytłumaczyć i zrozumieć - podkreślił Dawidziuk.
- Nie jestem w stanie nawet tego skomentować. Nigdy nie byłem w takiej sytuacji, by mieć problemy z wydobyciem choćby słowa. Jacek był zawsze serdecznym, dobrym i pozytywnym człowiekiem, rozsiewającym wokół siebie dobrą energię. Teraz muszę, tak jak my wszyscy, pogodzić się, że to prawda. Życie jest brutalne - zakończył.