Kolejna porażka Wieczystej. Nie zgadniecie, która jest w tabeli
Koszmar GKS-u Tychy, Śląsk bliżej Ekstraklasy i kolejna wpadka Wieczystej - działo się w sobotni wieczór w I lidze.
W sobotni wieczór odbyły się trzy mecze 27. kolejki I ligi: Śląsk - Pogoń Siedlce, GKS Tychy - Znicz i Wieczysta - ŁKS.
Śląsk Wrocław - Pogoń Siedlce
W 4. minucie było blisko niespodziewanego otwarcia meczu. Po wrzutce z rzutu wolnego groźnie główkował Maciej Rosołek, ale kapitalnym refleksem popisał się Michał Szromnik.
Potem to Śląsk stworzył sobie kilka sytuacji, natomiast Pogoń nie pękała, nie był to jednostronny mecz. Pierwszy gol padł w 43. minucie. Kapitan i lider Śląska Piotr Samiec-Talar sfinalizował składną akcję całej drużyny. 1:0.
W drugiej połowie bramki nie padły. Śląsk dowiózł zasłużone zwycięstwo i zrobił krok w kierunku awansu - po 27. kolejce na pewno dalej będzie na drugim miejscu w tabeli, dającym bezpośrednią promocję do elity.
Wieczysta Kraków - ŁKS
ŁKS świetnie rozpoczął to spotkanie i cieszył się z gola Sebastiana Rudola, ale po analizie VAR bramkę cofnięto z powodu pozycji spalonej. W 28. minucie wątpliwości już nie było. Po kapitalnej akcji Andreu Arasy na listę strzelców wpisał się Jasper Loeffelsend. ŁKS objął prowadzenie.
Wieczysta się przebudziła. Gdyby nie świetnie dysponowany Aleksander Bobek, pewnie by wyrównała, ale bramkarz gości miał inne plany. Kapitalnie bronił uderzenia Carlitosa czy Maigaarda. Do przerwy 0:1.
W drugiej połowie ŁKS dalej był zespołem generalnie lepszym, lecz długo nie mógł podwyższyć wyniku. Pachniało skarceniem gości przez gospodarzy, jednak finalnie Łodzianie dopięli swego i trafili po raz drugi. W 82. minucie Fabian Piasecki od połowy pomknął na bramkę Wieczystej i strzałem z ostrego kąta zaskoczył Antoniego Mikułkę.
Więcej goli nie padło, choć prędzej pachniało wynikiem 0:3 niż 1:2. ŁKS wygrał i przeskoczył Wieczystą w tabeli (siódme i ósme miejsce). Dla Krakowian to druga porażka z rzędu.
GKS Tychy - Znicz Pruszków
Mecz dwóch drużyn ze strefy spadkowej miał ogromny ciężar gatunkowy. Na pierwszego gola czekaliśmy do okolic przerwy. W 40. minucie Znicz otworzył wynik. Prawą stronę pomknął Tabara, dośrodkował w pole karne, a tam Tymon Proczek idealnym uderzeniem głową zdobył bramkę. Do przerwy 0:1.
W drugiej połowie Znicz myślał o obronie i robił to bardzo skutecznie. Zrezygnowani Tyszanie nie potrafili strzelić gola i przegrali 0:1. Tym samym są o włos od brutalnego spadku z ligi - mają 15 punktów na ostatnim miejscu, a 15. Znicz, pierwszy ponad strefą spadkową, ma ich 23. A więc czy z Łukaszem Piszczkiem, czy bez niego, GKS zawodzi.