Polacy przez niego płakali, potem Barcelona zarobiła grubą kasę. Nie uwierzycie, gdzie dziś gra
Miał być następcą Javiera Mascherano w FC Barcelonie, lecz nie wkupił się w łaski trenera. Świetnie znany polskim kibicom Yerry Mina nie podbił Katalonii. A potem wcale nie było lepiej.
W zimowym okienku sezonu 2017/18 o FC Barcelonie było głośno przede wszystkim za sprawą transferu Philippe Coutinho. Brazylijczyk przeniósł się na Camp Nou z Liverpoolu za 135 milionów euro. Do istotnej zmiany doszło jednak także w bloku defensywnym zespołu. Szeregi klubu po ponad siedmiu latach opuścił zasłużony Javier Mascherano.
Hiszpańscy działacze zaciekle poszukiwali następcy Argentyńczyka. Finalnie skierowali swe spojrzenia na Brazylię, a konkretniej na Palmeiras. Ich uwagę zwrócił Yerry Mina, który miał opinię solidnego i bramkostrzelnego środkowego obrońcy. Klub z Katalonii postanowił więc zaryzykować.
Kolumbijczyk przeniósł się na Camp Nou za 11,8 miliona euro. W Barcelonie miał zarabiać 3,7 miliona euro brutto rocznie. Podpisał umowę obowiązującą do czerwca 2023 roku. W jego kontrakcie znalazła się klauzula wykupu opiewająca na 100 milionów euro. Po sfinalizowaniu wszelkich formalności stoper czekał już tylko na debiut.
Mina rozegrał pierwsze spotkanie w barwach FC Barcelony 8 lutego 2018 roku, czyli prawie miesiąc po transferze z Palmeiras. Wystąpił w wygranym 2:0 meczu rewanżowym rywalizacji półfinałowej Pucharu Króla przeciwko Valencii. W 83. minucie zmienił Gerarda Pique i zagrał tylko kilka minut, przez co trudno było go ocenić.
Kolumbijczyk zagrał pierwszy pełny mecz w katalońskim klubie trzy dni po pucharowej konfrontacji. Wystąpił w zremisowanym 0:0 spotkaniu 23. kolejki przeciwko Getafe. W jego trakcie obejrzał żółtą kartkę, lecz nie popełnił większych błędów, dzięki czemu zebrał pozytywne opinie.
Stoper nie potrafił jednak przekonać do siebie Ernesto Valverde. Hiszpański szkoleniowiec wolał stawiać na Samuela Umtitiego i Gerarda Pique. W rezultacie Kolumbijczyk rozegrał kolejne spotkanie dopiero 17 kwietnia pod nieobecność jednego z nich. Tym samym czekał na występ ponad dwa miesiące.
Do końca sezonu Mina zagrał jeszcze w kilku spotkaniach. Ostatecznie w debiutanckich rozgrywkach na Camp Nou zaliczył sześć występów w ponad pięć miesięcy. Mimo braku regularności ówczesny selekcjoner reprezentacji Kolumbii, Jose Nestor Pekerman, powołał go na mistrzostwa świata w Rosji.
W trakcie mundialu forma stopera FC Barcelony wystrzeliła. Co prawda, ominął on pierwszy mecz fazy grupowej z Japonią, lecz w kolejnych był kluczową postacią swojej kadry. Rozegrał pełny wymiar minut w spotkaniach z Senegalem, Polską oraz 1/8 finału przeciwko Anglii. W każdym z wymienionych meczów zdobył bramkę.
Po zakończeniu międzynarodowego turnieju defensor wrócił do Katalonii. Jak się okazało, nie na długo. Na początku sierpnia 2018 roku Mina został sprzedany do Evertonu za ponad 30 milionów euro. Tym samym FC Barcelona zarobiła ogromne pieniądze na piłkarzu, który prawie w ogóle nie grał. Co więcej, Kolumbijczyk został najdroższym obrońcą w dziejach "The Toffees".
Stoper przeniósł się do Anglii, będąc kontuzjowanym. W nowym klubie zadebiutował dopiero na początku listopada, czyli prawie trzy miesiące po transferze z FC Barcelony. Nie był to koniec jego problemów. W pierwszym sezonie w Anglii doznał jeszcze dwóch urazów, przez co w trakcie całych rozgrywek zaliczył zaledwie 15 występów.
Kolejne dwa sezony były w wykonaniu Miny całkiem udane. Stoper wskoczył na pewien poziom, będąc ważnym zawodnikiem Evertonu. Pod koniec 2021 roku nad jego karierą znów jednak zawisły czarne chmury. Bohatera mundialu z 2018 roku ponownie prześladowały kontuzje.
Z uwagi na liczne urazy Kolumbijczyk opuścił dużą liczbę meczów. Ponadto, po powrocie do zdrowia coraz rzadziej łapał się do kadry Evertonu. Zarówno Rafa Benitez, jak i Frank Lampard niechętnie na niego stawiali. Jego sytuacja prezentowała się jeszcze gorzej, gdy nowym trenerem klubu został Sean Dyche’a, u którego nie miał co liczyć na grę.
W sezonach 2021/22 oraz 2022/23 stoper wystąpił w 22 spotkaniach, w których rozegrał około 1600 minut. W rezultacie na początku sierpnia 2023 roku "The Toffees" oddali go za darmo do Fiorentiny, po przenosinach do której dalej borykał się z problemami zdrowotnymi i grał mało. Ostatecznie w lutym 2024 roku trafił do Cagliari za 500 tysięcy euro. W klubie z Sardynii występuje do dziś, będąc ważnym zawodnikiem.
***
Tekst powstał w ramach cyklu "Ciekawostki: Piłka Zagraniczna", w którym piszemy o obecnych, byłych, czy niedoszłych gwiazdach futbolu, których historia zasługuje na przypomnienie.